2 – Argumenty za nauczaniem opartym na katechizmie

Jeżeli będziecie trwać w wierze ugruntowani i utwierdzeni. [Kol 1:23]

Oto następny dzień Pański, gdy podejmuję pracę nauczania podstaw wiary. Wierzę że potrzebny jest nam wstępny wykład, aby pokazać, jak jest potrzebne dla chrześcijan – aby być dobrze poinstruowanym w sprawach wiary.

Dlatego Apostoł mówi: „Jeżeli będziecie trwać w wierze ugruntowani i utwierdzeni”.

Postawię dwie tezy:

  1. Jest obowiązkiem chrześcijan, aby być utwierdzonymi w doktrynach wiary.
  2. Najlepszym sposobem dla chrześcijan aby być utwierdzonymi jest bycie dobrze ugruntowanymi.

Jest obowiązkiem chrześcijan, aby być utwierdzonymi w doktrynie wiary

W modlitwie apostoła Piotra czytamy: A Bóg wszelkiej łaski niech was wzmocni i utwierdzi [1P 5:10]. Celem jego modlitwy jest, używając przenośni kosmicznej: aby nie byli meteorami spadającymi na ziemię, ale raczej gwiazdami trwale utwierdzonymi na nieboskłonie. Podobnie Apostoł Juda mówi w wersecie 13 swojego listu o pewnych ludziach, którzy są gwiazdami zabłąkanymi.

Nazywa się te gwiazdy zabłąkanymi, ponieważ (jak mówi Arystoteles) widać je w górze i w dole, tułają się po różnych częściach nieba, są suche i wypalone. Nie są wykonane z czystego niebieskiego tworzywa, co sprawia, że odmiennie od gwiazd stałych, często spadają na ziemię. Takimi właśnie są ludzie nieutwierdzeni w religii. W końcu dadzą sami o sobie świadectwo, że są gwiazdami zabłąkanymi, tracąc swoją cierpliwość i tułając się od jednego poglądu do innego.

O podobnym nieutwierdzeniu mówi Pismo w stosunku do najstarszego syna Jakuba – Rubena: Niestały jest jak woda [Rdz 49:4], jak statek bez balastu wywracany każdym wiatrem nauki. Beza pisze o pewnym Belfectiusie, że jego religia była zmienna jak księżyc. Arianie mieli co roku nową naukę wiary. Tacy nie są filarami w świątyni Boga, ale trzcinami kołyszącymi się na wietrze. Apostoł nazywa takich także „Kłamcami rozsiewającymi herezje” [2P 2:1]. Człowiek może pójść do piekła, zarówno z powodu herezji jak cudzołóstwa.

Człowiek nieutwierdzony w wierze zachowuje się jakby wyzywał Boga, aby Ten go osądził. Niedojrzałe, lekkomyślne umysły, przeskakują tak szybko z jednego zdania do drugiego. To dowodzi że są letni. Tak jak pióro frunie z wiatrem, tak będzie z chrześcijaninem „piórkiem”. Pismo przyrównuje ich do dzieci: „Żebyśmy już nie byli jak dzieci, rzucane wiatrem nauki tam i z powrotem.” [Ef 4:14] Dzieci są czasami jednego nastroju czasami innego, nic nie skupia ich na długo, tak samo nieutwierdzony chrześcijanin jest dziecinny. Prawdy, które poruszają go w jednym czasie, w innym – odrzuci. Czasami będzie się deklarował jako protestant, a wkrótce po tym, jak przemyśli sprawę, wróci do kościoła rzymskiego.

Celem wszelkiego głoszenia Słowa jest doprowadzić nas do utwierdzenia w religii.

„I uczynił jednych ewangelistami, a innych – pasterzami i nauczycielami, dla budowania Ciała Chrystusa, abyśmy już nie byli dziećmi w wierze.”

Słowo Boże jest nazywane Młotem. Każde uderzenie Młota ma na celu wbić gwoździe i utwierdzić budowlę, więc i słowa kaznodziei mają spoić ciebie bardziej z Chrystusem. Kaznodzieja staje się coraz słabszy, aby wzmocnić i utwierdzić innych.

Oto wielki program nauczania: nie tylko aby oświecić, ale by utwierdzić dusze; nie tylko prowadzić ich drogą prawą, ale zachować ich na tej drodze. Jeśli nie zostaniesz utwierdzony, nie osiągniesz celu Bożego, On nawet nie może dać ci służby do wykonania.

Być utwierdzonym w wierze – to dla Chrześcijanina doskonałość i chwała.

To jego doskonałość. Gdy odstawiamy mleko w chłodne miejsce – na powierzchni zbiera się śmietana (najlepsze z mleka). W taki sam sposób utwierdzony Chrześcijanin będzie gorliwy dla prawdy i będzie chodzić w ścisłej komunii z Bogiem.

Jest to jego chwała. „Siwa głowa starca jest koronowana chwałą, jeśli znajduje się na drodze prawości”. To jedna z największych radości chrześcijan na tym świecie: zobaczyć staruszka – ucznia Pańskiego; zobaczyć jego srebrne włosy ozdobione złotem cnót.

Tacy, którzy nie są utwierdzeni w wierze nie będą dla niej cierpieć.

Sceptycy rzadko zostają męczennikami. Ci, którzy są nieutwierdzeni ciągle trwają w niepewności co do swych pragnień. Kiedy myślą o radości nieba będą wywyższać Ewangelię, kiedy pojawi się zagrożenie prześladowań – uciekną. Nieutwierdzeni chrześcijanie nie wybierają tego, co jest najlepsze, ale to, co jest bezpieczne.

Odstępca (mówi Tertulian) wydaje się umieszczać Boga i Szatana na równoważni, a tak, mając wyważone ich usługi, preferuje usługę czarta i uznaje go lepszym panem, i w tym sensie, można stwierdzić, że wystawia Chrystusa na pośmiewisko. [Hbr 6:6] On nigdy nie będzie cierpieć dla prawdy, ale jak żołnierz, który zmienia barwy, pędzi na stronę wroga, bo chce walczyć za jego diabelską zapłatę.

Być nieutwierdzonym w wierze to prowokować Boga.

Przyłączyć się do prawdy, a następnie odejść od niej, sprowadza obraźliwe słowa na Bożą Ewangelię, a ten za którego przyczyną się to dzieje, nie może pozostać bezkarny.

Zawrócili z drogi i nie dochowali wiary. Kiedy Bóg to usłyszał, rozgniewał się, i wielce wzgardził Izraelem.

Odstępca jest jak napój, który powoli spada do paszczy diabelskiej.

Jeśli człowiek nie jest utwierdzonym w religii, to nigdy nie będzie wzrastać.

Jesteśmy związani przykazaniem, aby wzrastać na podobieństwo głowy, którą jest Chrystus [Ef 4:15]. Ale jeśli nie jesteś utwierdzonym, nie ma wzrostu: Nigdy nie zakwitnie roślinka ciągle przesadzana.

Istnieje wielka potrzeba, aby zostać utwierdzonymi, ponieważ jest tak wiele rzeczy które mogą nami zachwiać.

Jest wielu zwodzicieli, którzy ciężko pracują, aby odciągnąć ludzi od zasad prawdziwej religii. „To wam napisałem o tych, którzy was odciągają od prawdy”. Zwodziciele są pracownikami szatana. Oni spośród wszystkich mają największe szanse okraść was z prawdy. Mają oni srebrne języki, umieją ukryć swoje złe intencje, posiedli dar i umiejętność wprowadzania w błąd. Greckie słowo, z którego pochodzi ‚zwodziciel’, pochodzi od oszustów grających w kości, którzy przez umiejętne oszukiwanie skutecznie zarabiają na głupcach. Tak więc zwodziciele podszywają się pod nauczycieli sprawiedliwości, są oszustami, umiejętnie rzucającymi kości, mogą rozczłonkować, przemilczać i przekręcić prawdę, tak, by skutecznie oszukiwać ludzi.

Zwodziciele oszukują poprzez mądrość mowy. [Rz 16:18] Używając dobrych słów i pięknych zwrotów oszukują serca proste. Używają eleganckiego słownictwa, schlebiają językiem, zawsze skupiają się nad najbardziej podatnymi (słabymi w wierze). Innym oszustwem jest udawanie nadzwyczajnej pobożności, tak, że ludzie mogą ich podziwiać, a równocześnie wsiąkać w ich doktrynę. Oni zdają się być ludźmi gorliwości i świętości, natchnionymi przez Boga, udają, że otrzymali nowe objawienie.

Trzecie oszustwo zwodzicieli to oczernianie i zagłuszanie ortodoksyjnych nauczycieli. Pracują, aby osłabić tych, którzy nauczają prawdy. Jak czarne opary, zaciemniające światło słoneczne; oczerniają innych, aby ich samych podziwiano. Dlatego fałszywi nauczyciele obrażali i poniżali Pawła – aby sami mogli zamiast niego zostać przyjętymi. [Gal 4:17].

Czwarte oszustwo zwodzicieli to głoszenie doktryny „wolności”. Mówią, że jakoby ludzie są uwolnieni od prawa moralnego Pism, zarówno od władzy tego Prawa jak i od przekleństwa, które sprowadza Prawo na nie wykonujących go. Mówią, że Chrystus uczynił wszystko dla nich, a oni nie muszą robić nic. Tak więc zamieniają doktrynę darmowej łaski bożej na licencję na niemoralność.

Innym sposobem na przeciwstawienie się utwierdzaniu są prześladowania chrześcijan. Ewangelia jest jak róża, która nie może być oskubana z kolców. Darem, który nam Chrystus pozostawił jest KRZYŻ. Dopóki na świecie jest diabeł i bezbożni ludzie, nigdy nie oczekuj zwolnienia z kłopotów. Jakże wielu zwątpiło w godzinie prześladowań!

Pojawił się wielki Smok barwy ognia, mający siedem głów i dziesięć rogów, a jego ogon zrzucił trzecią część gwiazd nieba. [Obj 12:4]

Czerwony smok, swoją mocą i ludzką doskonałością zrzucił z nieboskłonu kościoła wybitnych wyznawców, którzy wydawali się świecić najmocniejszym światłem. Nieutwierdzenie w dobrym to grzech aniołów ciemności. [Jud 6].

Hiob nazywa ich „porannymi gwiazdami” [Job 38:7], lecz stali się „spadającymi gwiazdami”; byli święci, ale zmienni. Są jak statek wywrócony. Jego żagle nasiąkają i pęcznieją w wodzie. Tak samo ich żagle pęcznieją z dumy, chociaż zostały potępione. [1Tm 3:6] Człowiek nieutwierdzony powtarza błąd upadłych aniołów. Diabeł był pierwszym odstępcą, ale synowie Syjonu mają być jak góra Syjon, która nie może zostać poruszona.

Drogą chrześcijan do utwierdzenia jest ugruntowanie.

Jeżeli będziecie nadal ugruntowani i utwierdzeni. Greckie słowo „ugruntowani” jest metaforą, która nawiązuje do budynku, którego fundament jest właściwie położony. Dlatego chrześcijanie powinni być ugruntowani w zasadniczych punktach wiary i mieć właściwie położony fundament.

Tu pozwólcie mi mówić o dwóch sprawach:

Powinniśmy być ugruntowani w znajomości podstaw wiary.

Apostoł mówi o początkach nauki o Bogu. [Hbr 5:12] We wszystkich sztukach i naukach – w logice, fizyce i matematyce, istnieją pewne zasady fundamentalne, przepisy i zasady, które muszą być poznane aby ktoś mógł praktykować te nauki. Tak samo w pobożności, musimy mieć wyłożone zasady fundamentalne. Wiedza na temat podstaw i zasad religii jest wyjątkowo przydatna. Bez znajomości zasad fundamentalnych nie możemy służyć Bogu poprawnie.

Nie będziemy czcić Boga w sposób godny, jeżeli nie będziemy czcili go regularnie, ale jak mamy to zrobić, jeśli jesteśmy ignorantami w zasadach i podstawowych elementach religii? Istniejemy, aby poddać się Bogu w duchowej służbie. Jeśli nie rozumiemy fundamentów religii, to jak możemy taką służbę sprawować? [Rz 12:1]

Znajomość podstaw religii wzbogaca umysł.

Jest to światło dla naszych stóp, które prowadzi nas na całej drodze chrześcijaństwa, tak, jak oko kieruje ciałem. Znajomość podstaw to złoty klucz, który otwiera wielkie tajemnice religii; daje nam cały system i treść pobożnego życia, dokładnie opisane we wszystkich swoich wymiarach, zawierające żywe kolory. Pomaga nam zrozumieć wiele z tych trudnych fragmentów, które czytamy w Słowie Bożym. Pomaga rozwiązać wiele „węzłów” Słowa.

Znajomość fundamentów daje nam zbroję dowodu; to broń do walki z przeciwnikami prawdy.

Znajomość podstaw to święte nasiona, z których wyrasta Łaska Boża. Jest „semen fidei” – nasieniem wiary [Ps 9:10] Jest „radix amoris”, korzeniem miłości. „Wkorzenieni i ugruntowani w miłości”. Znajomość zasad prowadzi do stworzenia kompletnego chrześcijanina.

Ugruntowanie jest najlepszym sposobem na utwierdzenie

Utwierdzeni i ugruntowani. Drzewo, które ma być utwierdzone, musi być również dobrze zakorzenione. Jeśli chcesz być utwierdzony w religii, musisz być zakorzeniony w jej zasadach.

Czytamy u Plutarcha o człowieku, który postawił w pionie martwego człowieka, ale ten nie mógł samodzielnie stać na nogach. Och – powiedział żywy – brakuje mu czegoś wewnątrz. Tak samo my, abyśmy mogli ostać się w czasach zawieruchy, musimy mieć w sercu zasady wiary, najpierw ugruntowani, potem utwierdzeni. Statek, przez zarzuconą kotwicę, może obronić się przed przewróceniem czy dryfowaniem. Znajomość zasad jest dla duszy tym, czym kotwica do statku, że stoi ona nieugięcie wśród przetaczających się fal fałszywej nauki lub gwałtownej wichury prześladowania.

Najpierw ugruntowani, potem utwierdzeni.

W/Z 1:

Jaki jest powód, że istnieje tak wiele osób jest nieutwierdzonych, gotowych do przyjęcia każdej nowej opinii, strojących się w religie jak w modne stroje?

Powodem jest brak ugruntowania.

Zobacz, jak apostoł łączy te dwie razem, „nienauczeni i nieutwierdzeni” [2P 3:16]. Tacy niedouczeni w głównych punktach pobożności pozostają nieutwierdzeni. Jak ciało nie może być mocne, gdy zanikają mu ścięgna, tak nie może być silny duchowo chrześcijanin, który nie pragnie podstawy wiedzy, które są jak ścięgna wzmacniające i utwierdzające go.

W/Z 2:

Zobacz wielką konieczność i korzyść z wyłożenia głównych podstaw religii poprzez nauczanie oparte na katechizmie, aby wszyscy, w tym najsłabsi zostali pouczeni w poznaniu prawdy i wzmocnieni w jej umiłowaniu.

Katechizacja (Nauczanie oparte na katechizmie) jest najlepszym sposobem na ugruntowanie i utwierdzenie wierzących. Obawiam się, że głównym powodem, dlaczego nauczanie wiary nie wykonało więcej dobrego, było to, że główne doktryny i zasady religii nie zostały ludziom właściwie wyłożone.

Katechizacja jest kładzeniem fundamentu. [Hbr 6:1] Głosić bez katechizacji to jak budować bez fundamentów. Ten sposób katechizacji nie jest nowy, jest apostolski. Pierwotny Kościół miał swoje formy katechezy, „zdrową naukę,” [2Tm 1:13], która uzupełniała „pierwsze zasady nauki Bożej.” [Hbr 5:12]

Kościół zawsze miał swoich Katechumenów. Wielu ojców kościoła o tym pisało: Fulgentius, Augustyn, Teodoret, Lactantius i inni. Bóg pobłogosławił katechumenat. Układając katechistycznie podstawy religii, chrześcijanie byli wyraźnie pouczeni i cudownie zbudowani w wierze chrześcijańskiej, tak, że Julian Apostata, widząc wielki sukces katechizacji, wprowadził ją w szkołach i innych miejscach publicznych, aby instruować młodzież.

Planuję więc (oby Bóg to pobłogosławił), rozpocząć pracę katechizacji w następną sobotę i począwszy od teraz w każdą następną, w godzinach popołudniowych, z wytężeniem i wysiłkiem wykładać podstawy i fundamenty religii w sposób katechistyczny. Jeśli tej pracy sprzeciwią się ludzie, lub zabierze mnie śmierć, mam nadzieję, że Bóg wzbudzi innego robotnika Winnicy Pańskiej spośród was, aby ukończył pracę, którą ja teraz rozpoczynam.]]>

146






138
2


0














3.1 – Ostateczny cel człowieka – Uwielbianie Boga http://old.bapt.pl/czytelnia/watson-tomasz/praktyczne-wymiary-poboznosci/ostateczny-cel-czlowieka/ Sun, 18 Sep 2011 16:52:02 +0000
http://bapt.pl/?page_id=167

Istnieje dwojaka chwała: Po pierwsze: Chwała Boża, którą ma On w sobie (Jego wewnętrzna chwała). Chwała ta ma zasadnicze znaczenie dla bóstwa Boga – jest tym, czym światło dla słońca: Wszak Bóg jest nazywany „Bogiem, Panem chwały”. Chwała wyrasta z Bóstwa, jest więc naturalne, że Bóg nie może być Bogiem bez niej. Chwała Stworzenia nie jest niezbędna do jego istnienia. Król jest człowiekiem również bez jego królewskich ozdób, może też być ich pozbawiony. Chwała Boża jest tak istotną Jego częścią, że bez niej Bóg przestaje być Bogiem. Boże życie jest związane z Jego chwałą. Ta chwała nie może być powiększona, ponieważ jest nieskończona. Ona jest tym, na co Bóg jest najbardziej wrażliwy i czym się On nie dzieli. „Mojej chwały nie oddam innemu”. Bóg da czasowe dobrodziejstwa swoim dzieciom, są to np. mądrość, bogactwo, sława. Da im błogosławieństwa duchowe, da im łaskę, da swoją miłość, da w końcu niebo, ale Swojej zasadniczej chwały im nie da! Faraon zdjął swój pierścień i włożył na palec Józefa. Dał mu też złoty łańcuch, ale nie podzielił się swoim tronem! „Tylko tronem będę większy od ciebie”. Tak więc Bóg zrobił i zrobi tak wiele dla swego ludu. On da im dziedzictwo, włoży na nich część chwały Chrystusa, jako pośrednika, ale swoją zasadniczą chwałą się nie podzieli; „Tronem będzie On większy”. Po drugie: Chwała przypisana Bogu lub ta, którą przynosi Mu Jego stworzenie. „Daj Panu chwałę należną dla jego imienia”. „Wychwalajcie Boga w swoim ciele, w swoim duchu”. Chwała, jaką oddajemy Bogu, jest niczym innym jak wyniesieniem Jego imienia w świecie, uczynieniem Go wielkim w oczach innych. „Chrystus jest we mnie pokazany jako Ten Wielki”. Co to znaczy wychwalać Boga?

Uwielbienie Boga składa się z czterech czynności:

  1. Docenienie.
  2. Adoracja.
  3. Poryw serca, emocje.
  4. Poddanie się.
Oto nasz dożywotni czynsz płacony koronie nieba.

Uwielbienie Boga zawiera Docenienie, Uznanie.

Chwalić Boga znaczy uczynić Go najwyższym w naszych myślach i mieć dla Niego czcigodny szacunek. Ty, Panie, jesteś najwyższy, na wieki!, Jesteś wywyższony ponad wszystkich bogów! Wszystko, co może wywołać zarówno podziw, jak i rozkosz jest w Bogu. On jest przestrzenią wszelkiego piękna, jest źródłem i głową wszelkich bytów. Rozsiewa Swoją chwałę wśród stworzeń. Chwalimy Boga, gdy jesteśmy nim zachwyceni! Podziwiaj Jego atrybuty, które są jak świetliste promienie Jego Boskiej natury! Podziwiaj Jego obietnice, które są udzieleniem prawa do bezpłatnej Łaski Bożej, jakby duchową szkatułą, gdzie On ukrył bezcenną perłę! Podziwiaj dzieło Jego mocy i mądrości w stworzeniu świata, który przecież jest nazwany dziełem Jego rąk. Chwalić Boga znaczy myśleć o Nim z podziwem, szanować Go bardziej niż wszystko inne i szukać skarbów tylko w Nim samym (w tej jedynej skale)! Uwielbienie Boga zawiera w sobie adorację, czyli oddawanie czci (indywidualne i publiczne). „Oddaj chwałę Panu – należną dla Jego imienia; czcij Boga w pięknej szacie świętości”.

Wyróżniamy dwojakie oddawanie czci:

(1). Cywilny szacunek, cześć, które dajemy ludziom tego godnym. „Abraham stanął i pokłonił się przed Hetytami.” Pobożność nie jest wrogiem uprzejmości! (2). Cześć, jaką oddajemy wyłącznie Bogu jako Jego królewską należność. „Oni pokłonili się i oddali część Panu, czołami dotykając ziemi”. Bóg jest bardzo zazdrosny o oddawanie czci, jest to „źrenica Jego oka”, „perła w koronie”, którą chroni, tak jak chronił drzewo życia, ustawiając przy nim cherubów z ognistymi mieczami, że nikt nie mógł zbliżyć się i naruszyć Bożej własności. Oddawanie czci musi być takie, jak sam Bóg wyznaczył, inaczej jest to przeklęty, „inny ogień”. Pan zlecił Mojżeszowi uczynić przybytek „według wzoru, który pokazał mu na górze Synaj”. Nie wolno było niczego zaniedbać w strukturze przybytku, ani dodawać do niej czegokolwiek. Jeżeli Bóg był na tyle dokładny i konkretny w odniesieniu do miejsca kultu, jak dokładny będzie w sprawie oddawania czci! Z pewnością tu wszystko musi być zgodnie z wzorem przewidzianym w Jego Słowie.

Uwielbienie Boga zawiera w sobie Poryw serca i emocje.

To część chwały jaką oddajemy Bogu, ponieważ On sam uznaje naszą niedoskonałą miłość za oddawanie Mu chwały. „Będziesz miłował Pana, Boga swego, całym swoim sercem, całą swoją duszą”. Istnieje zaś podwójna miłość: (1). Miłość pożądanie, która jest miłością do samego siebie lub do kogoś innego – ale, gdy jesteśmy pewni, że ten ktoś odda nam coś dobrego w zamian. Bezbożnik może jakoby kochać Boga, bo Ten dał mu dobre zbiory lub wypełnił winem jego kielich. Ta miłość to jednak raczej miłość do błogosławieństwa, niż miłość do samego Boga. (2). Miłość radości i zachwytu jaką człowiek przeżywa do przyjaciela. To jest prawdziwa miłość do Boga; serce jest ukierunkowane na Boga i gorliwie poszukuje Bożego skarbu. Ta miłość jest obfita, nie kilka kropel, a strumień! Ta miłość jest z najwyższej półki, dajemy Bogu najlepszą swoją miłość, śmietankę z wszystkich swoich miłości. „Sprawię, że będziecie pić przyprawione wino i moszcz z moich owoców granatu” [PnP 8:2] Jeśli oblubienica w pieśni Salomona piła ten napój to i jej małżonek – Chrystus. Jego smak jest intensywny i rozgrzewający. Prawdziwi święci są jak serafini, płonący świętą miłością do Boga. Oblubienica w pieśni Salomona omdlewała, była „chora z miłości”. Tak więc kochać Boga to być chorym z miłości do Niego – oto co znaczy czcić Go. On, który jest źródłem naszego szczęścia jest również obiektem naszej gorącej miłości!

Uwielbianie Boga polega na poddaniu się.

Dzieje się to, kiedy poświęcamy siebie Bogu, stajemy w gotowości, aby wykonać polecenie. W taki sposób aniołowie w niebie chwalą Go, czekają obok Jego tronu w gotowości do przyjęcia i wykonania polecenia, dlatego cheruby mają rozłożone, gotowe do lotu skrzydła, aby pokazać, jak szybkie jest ich posłuszeństwo. Chwalimy Boga, kiedy jesteśmy gotowi do wykonania Jego poleceń. Uczymy się / studiujemy Słowo Boże dla Niego, nasz język modli się dla Niego, a nasze ręce troszczą się o potrzebujących braci. Mędrcy, którzy przybyli zobaczyć narodzonego Chrystusa nie tylko padli przed nim na kolana, ale przynieśli Mu złoto, kadzidło i mirrę. Tak więc nie tylko zgięte kolana dają Bogu cześć, ale przyniesione dary – złoto posłuszeństwa. Oddajemy cześć Bogu, kiedy nie mając oparcia innego poza Bogiem, pod sztandarem Chrystusowej Ewangelii, stajemy wobec wroga i mówimy jak Dawid do Króla Saula: „Twój sługa pójdzie stoczyć walkę z tym Filistynem!”. Dobry chrześcijanin jest jak słońce, które nie tylko wysyła ciepło, ale obiega świat dookoła. Tak więc, wysławia się Boga nie tylko płonąc gorącym uczuciem miłości do Niego, ale przez pójście Jego drogą – energicznie działając jako posłuszny sługa.

Dlaczego musimy chwalić Boga?

Bo On daje nam życie. „On jest Tym, który nas uczynił”. Wszyscy wiedzą, że to wielka rzecz, gdy uratujemy czyjeś życie, ale o ileż większa dobroć jest w Bogu, który to życie dał i podtrzymuje! Nasz każdy oddech jest od Niego i tak samo jak życie, wszystkie dobro w tym życiu jest od Niego. On daje zdrowie, które osładza nasze bytowanie. On daje nam pożywienie, które jest jak olej dający lampie możliwość świecenia. Jeśli to wszystko otrzymujemy z jego obfitości, czy nie jest uzasadnione, że powinniśmy Go chwalić? Czyż nie powinniśmy dla Niego żyć, skoro żyjemy przez Niego? „Bo z Niego i przez Niego, istnieją wszystkie byty”. Wszystko, co mamy jest z Jego pełni. Wszystko, co mamy jest z Jego wolnej łaski, a zatem dla Niego powinny być nasze myśli i dzieła. Z powyższego wynika zatem: Jemu chwała na wieki! ” Bóg jest nie tylko naszym dobroczyńcą, ale naszym „założycielem”, bądźmy podobni do rzek, które pochodzą od mórz a swoje srebrne strumienie do morza ponownie prowadzą. Ponieważ Bóg uczynił wszystko dla Swojej chwały. „Pan uczynił wszystko dla Siebie, to znaczy „dla Jego chwały”. Jak król ma podatki od towarów, tak Bóg ma prawo do chwały od Swego stworzenia, nawet od bezbożnych. Jeśli nie dadzą Mu chwały dobrowolnie, weźmie ją sam. „I zyskam chwałę od Faraona”. Ale przede wszystkim uczynił On pobożnych dla Swej chwały, są oni żywymi organami (instrumentem muzycznym) Jego chwały. „Tych stworzyłem dla siebie, a oni wskażą Moją chwałę”. Prawdą jest, że nie można niczego dodać do Bożej chwały, można ją jednak wywyższyć. Nie można zwiększyć Jego potęgi w niebie, ale można sprawić, że ludzie będą bardziej szanować Go tutaj na ziemi. Bóg zaadoptował świętych do rodziny, uczynił ich królewskim kapłaństwem, aby ogłaszali Jego chwałę jako Tego, który wezwał ich do siebie. [1P 2:2] Ponieważ chwała Boga ma największą wartość i doskonałość. Ona przerasta zarówno myśli ludzi jak język aniołów. Jego chwała jest Jego skarbem. Wszystkie Jego bogactwa leżą w niej, mówił o tym do Micheasza: „Cóż więcej mam?”. Więc, cóż Bóg ma więcej? Chwała Boża jest więcej warta niż niebo czy zbawienie wszystkich ludzkich dusz. Byłoby lepiej, żeby królestwa upadły, lepiej, aby ludzie i aniołowie zostali unicestwieni, niż by Bóg stracił jeden klejnot w Swej koronie, jeden promień Jego chwały. Ponieważ stworzenia niższe od nas i wyniesione ponad nami, przynoszą chwałę Bogu. Czy uważacie, że jesteśmy zwolnieni z czynszu chwały? Czy wszystko ma chwalić Boga, a człowiek nie? Jeżeli tak ma być, to szkoda, że człowiek został stworzony. (1). Stworzenia NIŻSZE od nas chwalą Boga. Nieożywione stworzenia i niebiosa wychwalają Boga. „Niebiosa głoszą chwałę Boga”. Doskonałe wykonawstwo nieba podkreśla chwałę Jego Stworzyciela; niebo jest upiększone kolorami niebieskim i lazurowym, wszędzie tam moc i mądrość Boga są wyraźnie widoczne. „Niebiosa głoszą jego chwałę”, możemy zobaczyć chwałę Boga płonącą w słońcu i migoczącą w gwiazdach. Spójrz w powietrze, ptaki z ich słodką muzyką śpiewają hymny uwielbienia dla Boga. Każde zwierzę w swoim rodzaju sławi Boga [Iz 43:30]. „Zwierzęta polne mnie czczą”. (2). Stworzenia WYŻSZE od nas chwalą Boga. „Aniołowie są duchami służebnymi”. Oni czekają przed tronem Bożym i wprowadzają rentę chwały do skarbca nieba. Z pewnością człowiek powinien podchodzić do Bożej chwały poważniej niż aniołowie, bo ludzi uhonorował Bóg bardziej niż aniołów, przecież Chrystus wziął naturę z człowieka, a nie z aniołów. Chociaż w porządku stworzenia Bóg uczynił człowieka „nieco niższym od aniołów”, to w odniesieniu do wykupu, Bóg wyznaczył mu wyższą od aniołów pozycję. On zaślubił ludzi ze sobą; aniołowie są przyjaciółmi Chrystusa, ale nie jego Narzeczoną. On nas przykrył purpurowym płaszczem sprawiedliwości, a jest to lepsza sprawiedliwość niż ta, którą mają aniołowie. Jeśli więc aniołowie przynoszą chwałę Bogu, o wiele bardziej my sami powinniśmy to czynić, jako obdarzeni szczodrzej niż oni. Musimy przynieść chwałę Bogu przez pokładanie naszych nadziei w Nim. Psalm 39:9. „Moja nadzieja jest w Tobie”. „Moje oczekiwania pokładam w Nim”. Oczekuję od Niego królestwa. Dobre dziecko szanuje rodzica, przez oczekiwanie od Niego zaspokojenia wszystkich potrzeb. „Wszystkie moje źródła są w Tobie”. Srebrzyste źródła łaski i złote źródła chwały – są w Nim!

Na ile sposobów mogę chwalić Boga?

Uwielbiamy Boga, kiedy mamy na celu wyłącznie Jego chwałę. Jedną rzeczą jest przyczyniać się do Bożej chwały, inną rzeczą mieć ją na celu. Bóg musi być ostatecznym końcem wszystkich działań. Dlatego Chrystus mówi: „Szukam nie mojej własnej chwały, lecz chwały Tego, który Mnie posłał „. Hipokryta ma rozbiegane oczy, bo bardziej szuka własnej chwały niż Bożej. Nasz Zbawiciel demaskuje takich i ostrzega przed nimi w [Mt 6:2]: „Kiedy dajesz jałmużnę, nie trąb o tym.” Ktoś obcy zapyta, „Co oznacza hałas tej trąbki? Odpowiedzą: „Ludzie idą rozdawać jałmużnę ubogim”. I tak nie dają jałmużny, ale sprzedają ją za cześć i oklaski, kupują chwałę od ludzi. Tchnienie człowieka jest jak wiatr, który rozwieje w pył ich dzieło miłosierdzia! „Zaprawdę, odebrali już swoją nagrodę.” Hipokryta mógłby wziąć rachunek i napisać: „Otrzymałem pełną zapłatę.” Chryzostom zalicza „próżną chwałę” do jednej z wielkich diabelskich sieci do połowu ludzi. Cyprian natomiast mówi: „Kogo Szatan nie przemoże przez niewstrzemięźliwość tych zwycięża przez dumę i próżną chwałę. Kochani, uciekajmy przed samo uwielbianiem! Nakierujmy się wyłącznie na chwałę Bożą.

Uciekamy przed próżną chwałą gdy:

Bożą chwałę przedkładamy nad wszystko inne. Nad powodzenie w biznesie czy pracy, nad posiadanie nieruchomości czy rodziny. Gdy chwała Boga staje z tym w konkurencji, musimy wybrać Boga. Jeżeli rodzina leży w naszej drodze do nieba, musimy przeskoczyć nad nimi, albo przejść po nich. „Kto kocha ojca lub matkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien; kto kocha syna lub córkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien!” [Mt 10:37]. Dziecko musi przestać być dzieckiem, zapomnieć ojca i matkę dla Bożej sprawy. Postawa taka przynosi Bogu chwałę. Dążymy do chwały Boga, gdy sami tracimy. Jesteśmy zadowoleni, że dzieje się wola Boża, choć może to być wbrew naszym planom. „Panie, jestem gotów stracić, jeśli Ty zyskasz. Mogę mieć słabsze zdrowie, jeśli mam więcej łaski i więcej chwały. Z twojej ręki przyjmę zarówno jedzenie jak gorzkie lekarstwo. Panie, pragnę tego, co przyniesie Ci najwięcej chwały! Nasz błogosławiony Zbawiciel powiedział: „Nie moja wola, ale Twoja”. Jeśli Bóg mógł mieć więcej chwały z jego cierpienia, był gotów cierpieć. „Ojcze, wsław swoje imię.” Dążymy do chwały Boga, gdy inni są wywyższani bardziej niż my. Jesteśmy zadowoleni również wtedy kiedy inni przewyższą nas w obdarowaniu i wartości, tak, że jego sława może zostać powiększona. Człowiek, który ma Boga w sercu, i chwałę Bożą przed oczami, pragnie żeby Bóg był wywyższony, a jeśli to będzie realizowane, ktokolwiek będzie narzędziem bożym, on będzie szczęśliwy. „Niektórzy głoszą z zazdrości i rywalizacji. Inni głoszą Chrystusa ze szlachetnych pobudek. Ci, którzy nie mają czystych motywów, gdy głoszą Chrystusa, robią to z egoistycznych ambicji czy nie szczerze. Ale czy ich motywy są czyste, czy nie pozostaje faktem, że wiadomość o Chrystusie jest głoszona, więc raduję się. ” Oni głosili Chrystusa z zazdrości, że Paweł ma tak duże grono słuchaczy. Głosili, aby przyćmić jego dary i podebrać mu niektórych. „Dobrze”, mówi Paweł, „Tak długo, jak głoszą Chrystusa, a Bóg będzie mieć z tego chwałę, będę radował się. Niech moja świeca zgaśnie, jeśli Słońce sprawiedliwości mocniej zaświeci!”

Chwalimy Boga przez szczere wyznanie grzechu.

Złodziej na krzyżu zniesławił Boga w swoim życiu, ale w swojej śmierci przyniósł Bogu chwałę przez wyznanie grzechu. [Lk 23:31] „My cierpimy sprawiedliwie”. On uznał za zasłużoną nie tylko karę ukrzyżowania, ale i potępienia. „Synu, błagam cię, oddaj chwałę Bogu, i złóż mu wyznanie (grzechów).” Pokorne wyznanie grzechów wywyższa Boga. Jakże wywyższona jest Boża Łaska udzielana bez zapłaty, gdy nakłada koronę na głowy zasługujących tylko na potępienie. Usprawiedliwianie się i bagatelizacja grzechu tak naprawdę są krytyką Boga. Adam nie zaprzeczył, że skosztował zakazanego owocu, ale zamiast pełnego wyznania obwinił Boga. [Rdz 3:32]. „Kobieta, którą dałeś mi, dała mi owoc i zjadłem”. Parafrazując powiedział: Jeśli nie dałbyś mi kobiety, która mnie skusiła to bym nie zgrzeszył. Wyznanie uwielbia Boga, ponieważ czyni go czystym, przyznaje, że on jest święty i sprawiedliwy, cokolwiek czyni. Wyznanie Nehemiasza broni Bożej sprawiedliwości; „Jesteś sprawiedliwy we wszystkim, co spadło na nas” [Neh 9:33]. Wyznanie jest szczere, gdy jest wolne, nie przymusowe. „Zgrzeszyłem przeciwko niebu i przeciw tobie” [Lk 15:21]. Syn marnotrawny uznał się za winnego, zanim ojciec mu to wypomniał.

Chwalimy Boga WIERZĄC.

„Abraham był silny w wierze, oddając przez to chwałę Bogu.” Niewiara jest dla Boga afrontem, oskarża go o kłamstwo, „kto nie wierzy, czyni Boga kłamcą.” Ale wiara przynosi chwałę Bogu; potwierdza, że Bóg mówi prawdę. Kto wierzy, ucieka do Bożego miłosierdzia i prawdy, jak ścigany przestępca który chwyta się ołtarza schronienia; on sam nakłada zbroję Bożych obietnic, i ufa Bogu, że są one prawdziwe. „W Twoje ręce powierzam ducha mojego”. Jest to wielki sposób na przyniesienie Bogu chwały. Bóg honoruje wiarę bo wiara Go czci. To wielki zaszczyt dla człowieka, kiedy ktoś ufa, kładąc na szali tego zaufania wszystko co ma, kiedy nasze życia i majątek umieszczamy w jego dłoni, to znak, że mamy o nim dobre zdanie. Trzech Hebrajskich młodzieńców uwielbiło Boga przez zaufanie Mu. „Bóg, któremu służymy, może nas wybawić, i zrobi to.” Wiara wie, że dla Boga nie ma nic niemożliwego i zaufa jego kochającemu sercu, nawet gdy nie widzi śladów jego opatrzności.

Chwalimy Boga, poprzez wrażliwość na jego chwałę.

Chwała Boga jest tak cenna dla Niego, jak źrenica Jego oka. Miłujące dziecko płacze, widząc gdy widzi jak ojciec jest obrażany. „Urągania tych, którzy obrażali ciebie spadły na mnie” [Ps 69:9]. Gdy słyszymy, że obrażają Boga, jest tak, jakbyśmy sami byli obrażani; gdy chwała Boża cierpi, to jest tak, jakbyśmy my sami cierpieli. Oto, co znaczy być wrażliwym na Bożą chwałę.

Chwalimy Boga przez owocność.

„Przez to uwielbiony jest Ojciec mój, że przyniesiecie dużo owocu.” Brak plonu przynosi Bogu wstyd, ale owocowanie wywyższa Go. „Napełnieni plonem sprawiedliwości, który podkreśla Jego chwałę”. Nie wolno nam być jak drzewo figowe w Ewangelii, które nie miało nic, oprócz liści. Bądźmy raczej jak drzewo cytrynowe, które stale albo dojrzewa albo kwitnie, i nigdy nie jest bez owoców. To nie zwykłe wyznanie wiary, ale owocowanie, ono wywyższa Boga. Bóg oczekuje, że będziemy go chwalić właśnie w ten sposób. „Któż sadzi winnicę i nie je z niej owoców?” Drzewa w lesie mogą być bezowocne, ale drzewa w ogrodzie muszą być owocne. Musimy przynieść owoce miłości i dobrych uczynków. „Tak niech świeci wasze światło przed ludźmi, aby widzieli wasze dobre uczynki i chwalili Ojca waszego, który jest w niebie.” Wiara uświęca nasze dzieła a uczynki poświadczają naszą wiarę. Być dobrym dla innych, być oczyma dla niewidomego, nogami dla chromego – bardzo chwali Boga. Tak więc Chrystus oddał chwałę Ojcu, gdy; „chodził, dobrze czyniąc”. [Dz 10:8]. Poprzez owocność, jesteśmy piękni w oczach Boga. „Pan nazwał was kwitnącym drzewem oliwnym, o pięknym wyglądzie i pełne dobrych owoców.” Musimy przynosić dużo owoców. To obfitość owoców, chwali Boga: „jeśli przynosicie wiele owocu.” Piersi małżonki są porównane do gron winnych, by pokazać jak była płodna. Chociaż najmniejsza porcja łaski może przynieść dla Ciebie zbawienie, nie przyniesie to wiele chwały Bogu. Chrystus nie pochwalił Marii za iskrę miłości, ale za obfitość miłości „Albowiem bardzo umiłowała.”

Chwalimy Boga, zadowoleniem z warunków, w których nas Jego opatrzność umieściła.

Oddajemy Bogu chwałę za jego mądrość, kiedy odpoczywamy zadowoleni z działu, jaki dla nas ustanowił. Tak samo Paweł Apostoł wielbił Boga. Pan postawił go w tak ekstremalnych sytuacjach, jak zresztą stawia każdego człowieka. „Oni są sługami Chrystusa? (Mówię, odchodząc od zmysłów. ) A czy nie bardziej ja; obficiej w trudach, nad miarę w chłostach, daleko więcej w więzieniach, częstokroć w zagrożeniu śmiercią. Od Żydów pięciokrotnie wziąłem czterdzieści batów oprócz jednego. Trzykrotnie zostałem obity rózgami, raz zostałem ukamienowany, trzykrotnie przeżyłem rozbicie okrętu na morzu, dzień i noc przetrwałem na głębi morza. Wiele razy w wędrówkach, niebezpieczeństwach rzek, niebezpieczeństwach od rozbójników, niebezpieczeństwach od własnego plemienia, niebezpieczeństwach od pogan, niebezpieczeństwach w mieście, niebezpieczeństwach na pustkowiu, niebezpieczeństwach na morzu, niebezpieczeństwach wśród fałszywych braci;” [2Kor 11:23-26]. Nauczył się być zadowolonym. Mógł podróżować na statku w czasie sztormu lub przy spokojnym morzu, mógł być wszystkim, czym Bóg zamierzył żeby był, mógł żyć i chwalić Pana w niedostatku i w obfitości. Dobry Chrześcijanin myśli sobie: „To Bóg umieścił mnie w tym stanie; mógł podnieść mnie wyżej, gdyby chciał, ale to mogło by być dla mnie sidłem. Uczynił to w mądrości i miłości, dlatego odpocznę i będę zadowolony z moich warunków życia. ” Na pewno ta postawa uwielbi Boga. „Tu jest człowiek”, mówi Bóg, który jest według mego serca, pójdzie tam, gdziekolwiek go poprowadzę – nie słyszę narzekania – on jest zadowolony!” Taka postawa pokazuje obfitość łaski. Gdy łaska wkłada ci koronę na głowę, to nietrudno jest być zadowolonym, ale gdy łaska sprowadza konflikt czy niewygody, zadowolenie jest rzeczą wręcz chwalebną. Zadowolenie, kiedy będziesz w niebie nie jest niczym dziwnym, ale zadowolenie wśród ciężkich prób, wielce wywyższa Boga. Taki człowiek musi pragnąć przynieść chwałę Bogu, bo pokazuje całemu światu, że choć ma skromny posiłek, tyle ma w Bogu, że daje mu to pełne zadowolenie! Podobny jest do Dawida, który woła: „W rozkosznym miejscu przypadły mi granice; jakże urocze jest dla mnie moje dziedzictwo”

Chwalimy Boga poprzez sprawowanie naszego własnego zbawienia.

Bóg powiązał razem Jego chwałę i nasze dobro. Wychwalmy go poprzez rozwijanie naszego własnego zbawienia. Chwałą Bogu, są tłumy nawróconych grzeszników; plan udzielania łaski staje się skuteczny, Bóg jest chwalony za Jego miłosierdzie. Właśnie dlatego, gdy rozwijamy nasze własne zbawienie, uhonorujemy Boga. Jaka to zachęta do służby Bożej, pomyślcie: słucham i modlę się i tym wielbię Boga. Wspieram własną chwałę w niebie, chwalę też Boga!” Czy to nie było by cudowne, usłyszeć od swego ziemskiego księcia takie słowa: „Uczcisz mnie i bardzo uhonorujesz, jeśli pójdziesz do mojej kopalni i wykopiesz dla siebie tyle złota ile możesz wynieść”? A Bóg, właśnie to do ciebie mówi: „Weź moje Słowa i obietnice, zdobądź jak najwięcej łaski, tyle ile tylko uniesiesz, wydobądź tyle zbawienia ile tylko możesz, im bardziej będziesz szczęśliwy, tym bardziej mnie uczcisz.

Chwalimy Boga, żyjąc dla Niego.

„Ci, którzy żyją, nie powinni już żyć dla siebie, lecz dla Tego, który za nich umarł”. „Jeżeli żyjemy, żyjemy dla Pana”. Sługa mamony żyje dla swoich pieniędzy. Epikurejczyk żyje dla swojego brzucha. Całe życie grzesznika jest nakierowane na zaspokojenie przeróżnych żądz a my wysławiamy Boga, gdy żyjemy dla Niego. Żyjemy dla Boga, kiedy żyjemy aby mu służyć, kładąc życie całkowicie do Jego dyspozycji. Pan posłał nas na świat, jako Kupiec wysyła swego agenta na drugą stronę morza, aby handlował dla niego. Żyjemy dla Boga, kiedy pracujemy dla Jego zysków rozprzestrzeniając Ewangelię. Bóg dał każdemu człowiekowi talent, i kiedy człowiek nie ukrywa go w chustkę, ale poprawia talent dla Boga – żyje dla Jego Chwały. Gdy Pan domu, poprzez mądre rady i dobry przykład, prowadzi swoich domowników do Chrystusa, kiedy duchowny spala się w służbie, i zdobywa dusze dla Chrystusa, sprawiając, że korona na głowie Chrystusowej lśni wspaniale, gdy urzędnik nie nosi miecza na próżno, ale trudzi się, aby potępić grzech, i ukarać nieprawych – oto co znaczy żyć z Bogiem i żyć wielbiąc Boga. „Żeby Chrystus był wywyższony, czy przez życie, czy przez śmierć”. Paweł miał trzy pragnienia, wszystkie dotyczyły Chrystusa: żeby mógł być znaleziony w Chrystusie, by był z Chrystusem, i by Chrystusa wywyższyć.

Chwalimy Boga przez bycie radosnymi.

To przynosi chwałę Bogu, kiedy świat widzi, że chrześcijanin ma w Bogu coś, co może go pocieszać w najgorszych nawet czasach, że może być jak słowik, który pięknie śpiewa nawet w kolczastym krzaku. Lud Boży ma podstawy do radości. Są oni przecież usprawiedliwieni i adoptowani do Bożej rodziny, a to daje wewnętrzny pokój, powoduje że w środku, w duszy, gra muzyka, niezależnie od burz, szalejących na zewnątrz. Jeśli pamiętamy to, co Chrystus dla nas wywalczył przez Swoją krew, co w nas czyni Boży Duch, to wielkiej radości nie będzie końca i ta radość wywyższa Boga. Źle świadczy o Panu sługa, który ciągle jest zgarbiony i smutny. Na pewno jest on surowo traktowany a Pan jego nie daje mu odpowiednich zadań. Tak samo źle to wygląda, kiedy Lud Boży zwiesza głowy. Wygląda, to jakby nie mieli dobrego Pana lub żałują swojego wyboru. Taka postawa przynosi Bogu pohańbienie. Smutne życie pobożnych przynosi wstyd Ewangelii i powoduje zgorszenie. „Służcie Panu z radością.” Twoja posługa go nie chwali, chyba że jest czyniona z radością. Prawdziwa religia nie zabierze ci radości, raczej ją wysubtelni, nie popsuje naszych skrzypiec, ale nastroi je i sprawi, że muzyka będzie słodsza.

Chwalimy Boga, broniąc jego prawdy.

Wiele Bożej chwały leży w jego prawdzie. Bóg powierzył nam jego prawdę, jako Pan powierza swojemu zaufanemu słudze pilnowanie sakiewki. Nie mamy cenniejszego klejnotu, który możemy powierzyć Bogu – niż nasze dusze, ani też Bóg nie ma cenniejszego klejnotu – niż jego prawda. Prawda jest promieniem bożej światłości. W prawdzie Bożej leży wiele jego chwały. Kiedy opowiadamy się za prawdą czcimy Boga. „Powinniście usilnie walczyć o prawdę”. Greckie słowo walczyć oznacza poważne współzawodnictwo, np obronę ojczystej ziemi, czy odważne wystąpienie w obronie własnych praw, tak poważnie musimy walczyć o prawdę. Tam, gdzie będzie więcej tego świętego współzawodnictwa, Bóg będzie miał więcej chwały. Niektórzy walczą żarliwie o drobiazgi i ceremonie, zamiast o prawdę. Niemądra jest dbałość o pozory zamiast o dziedzictwo, pilnowanie sakiewki z drobniakami a trzymanie tytułów własności w niepewnym miejscu.

Chwalimy Boga, wysławiając Go ustami.

Doksologia lub inaczej mowy uwielbienia, to dzieło wywyższające Boga. „Kto mnie wysławia, czci mnie.” W języku hebrajskim słowo ‚Bara’, znaczy tworzyć a ‚Barak’, uwielbiać; Różnica między słowami jest niewielka, tak też ostatecznym celem stworzenia jest chwalić Boga. Dawid był nazywany śpiewakiem Izraela, a jego wysławianie pieśnią sam Bóg nazywał oddawaniem czci. „Będę chwalić Ciebie, Panie, Boże mój, i będę sławić Twoje imię.” Choć nic nie może zwiększyć zasadniczej chwały Bożej, to pochwała Boga w ustach wiernych wywyższa Go w oczach innych. Kiedy chwalimy Boga, rozgłaszamy jego sławę, pokazujemy dowody na jego doskonałość. W ten sposób wychwalają go aniołowie. Są oni chórzystami nieba, również grając na instrumentach – np. trąbach. Chwalenie Boga głosem jest jednym z najwyższych i najczystszych aktów prawdziwej religii. W modlitwie działamy jak ludzie, ale wznosząc głos w uwielbieniu, stajemy się podobni do aniołów! Wierzący są nazywani „świątyniami Boga.” Kiedy nasz język chwali Go, to w duchowej świątyni Bożej brzmią organy. Jak smutne jest to, że Bóg nie ma od nas więcej chwały, przynoszonej w ten sposób! Wielu z nas jest pełnych narzekania i niezadowolenia, ale rzadko przynosimy chwałę Bogu pieśniami, a imię Jego jest godne chwały. Czytamy o świętych trzymających harfy w dłoniach – są to ich narzędzia uwielbienia. Wielu z nas ma łzy w oczach, i skargi w ich ustach, a niewielu trzyma harfę, wielbiąc i błogosławiąc Boga. Oddajmy cześć Bogu w ten godny sposób! Chwalenie Boga ustami to nasz czynsz płacony do Boga. Gdy Bóg odnawia nasze zasoby, my musimy odnowić nasz czynsz chwały.

Chwalimy Boga, będąc gorliwymi o jego Imię.

„Pinchas odwrócił gniew mój, gdy był dla mnie gorliwy”. Gorliwość, to zmieszane uczucie, połączenie miłości i gniewu; niesie naszą miłość do Boga i nasz gniew skierowany przeciw grzechowi, jest wyrażana w sposób porywczy. Gorliwość jest niecierpliwa, bo Bóg został pohańbiony. Chrześcijanina rozpalony gorliwością, traktuje dyshonor wyrządzony Panu z większą powagą niż rany zadane niemu samemu! „Nie możesz znieść złych”. Nasz Zbawiciel, Chrystus Pan w ten sposób wywyższył Ojca. On, w duchu gorliwości, wyrzucił bankierów ze świątyni. „Gorliwość o dom Twój pochłonęła mnie.”

Chwalimy Boga, kiedy patrzymy na Boga w naszych naturalnych i obywatelskich działaniach.

W naszych działaniach najzwyklejszych – w jedzeniu i piciu. „Czy zatem jecie czy pijecie – to wszystko na chwałę Boga czyńcie.” Łaskawa osoba posiada złotą uprzęż umiarkowania, bo używa swojego pożywienia jako leku do leczenia rozkładającej się natury. Osoba ta może być być pomocna innym, w służbie Bogu, poprzez siłę, którą otrzymuje z pożywienia. Ten ktoś zaświadcza, że jego pokarm nie jest paliwem pożądania, ale pomocą w spełnieniu obowiązków. W kupowaniu i sprzedawaniu, róbmy wszystko na chwałę Boga. Nieprawy żyje z niesprawiedliwego zysku, przez fałszowanie wagi. „Waga oszustwa jest w jego rękach”. O ile ludzie zmniejszą odważniki w swoich wagach, o tyle samo zwiększą ciężar swych grzechów, o zysk powyżej prawdziwej wartości towaru. Kupujemy i sprzedajemy na chwałę Boga, kiedy realizujemy złotą maksymę: „Tak czyńcie innym, jak chcielibyście aby oni uczynili wam”. Sprzedając towary, nie wolno nam sprzedawać naszego sumienia. „W tym doświadczam i pilnuję siebie, aby zawsze mieć czyste sumienie wobec Boga i wobec ludzi.” Chwalimy Boga, kiedy nasze oko zawsze patrzy na Boga, w sprawach cywilnych, naturalnych działaniach, gdy nie robimy niczego, co może przynieść wstyd prawdziwej religii.

Chwalimy Boga przez wysiłek przyciągania innych do Boga.

Staramy się nawrócić innych, aby przybyło instrumentów (bytów) wielbiących Boga. Powinniśmy być jak diamenty i magnesy; diamenty oślepiające łaską i magnesy pięknych cnót, przyciągające innych do Chrystusa. [Gal 4:19] „Moje dzieci, które w bólach rodzę …” To doskonały sposób do uwielbienia Boga, gdy łamiemy zamki czarciego więzienia, odwracając ludzi od mocy szatana do Boga.

Chwalimy Boga gdy cierpimy dla Niego i pieczętujemy Ewangelię własną krwią.

„Kiedy będziesz stary, wyciągniesz swoje ręce, a ktoś inny poprowadzi cię tam, gdzie nie chcesz iść. Jezus powiedział to do Piotra, aby pokazać jaką śmiercią ten uwielbi Boga.” Chwała Boża jaśnieje w popiołach spalonych męczenników. „Uwielbiajcie Pana na stosach”, Prorok Micheasz był długo więziony, bezbożni rodacy przecięli Proroka Izajasza piłą, Apostoł Paweł został ścięty, Łukasz Ewangelista został powieszony na drzewie oliwnym. W swojej śmierci, wychwalili oni Boga. Cierpienie dawnych świętych dodało czci Bogu i rozsławiło Ewangelię w świecie. Zobacz co powiedzą o ich męczeństwie inni? „Dobrego mają mistrza, któremu służą, tak Go miłują, że poniosą stratę wszystkiego.” Chwała Królestwa Bożego nie mieszka w ceremonii i przepychu, jak u innych królów „, ale jest widziana w pogodnym znoszeniu cierpienia przez jego lud. Święci dawnych dni nie kochali swojego życia, nie bali się nawet śmierci „Oni przyjmowali udręczenie raczej jak ukoronowanie. „Z Bożego zrządzenia spada to na nas, więc go chwalmy w tym poświęceniu, On wzywa nas do tego”. Wielu modli się modlitwą „Niech ten kielich cierpienia odejdzie ode mnie!” Niewielu się modli, „Bądź wola Twoja!”

Chwalimy Boga, kiedy oddajemy Mu wszystko, co robimy.

Gdy Herod przemówił, lud wydał okrzyk, mówiąc: „To głos boga, a nie człowieka” a Herod wziął sobie chwałę gdy nie zaprzeczył. „Natychmiast, bo nie oddał chwały Bogu, anioł Pański uderzył go, i został zjedzony przez robaki i umarł” [Dz 12:20-23] Mamy chwalić Boga, przez ofiarowanie na Jego cześć i chwałę wszystkiego co robimy. „Ja pracowałem więcej nić wszyscy inni apostołowie,” to słowa, można by pomyśleć, nieuzasadnionej dumy. Ale dalej apostoł zdejmuje koronę z własnej głowy, i wkłada ją na głowę cudownej darmowej łaski! „Ale to nie ja, lecz Bóg, który działał we mnie przez Jego łaskę”. Joab dowodzący armią Izraelską, kiedy walczył przeciw Rabba, wysłał po króla Dawida, żeby ten przybył i nałożył wieniec zwycięstwa. Tak samo chrześcijanin, kiedy zdobył władzę nad pokusami i zepsuciem tego świata wysyła do Chrystusa wiadomość, że może przybyć i nałożyć wieniec zwycięstwa. Tak jak owad jedwabnik morwowy, po wykonaniu swych splotów, ukrywa się pod jedwab, i nie jest widoczny – tak my, kiedy zrobiliśmy coś chwalebnego, musimy ukryć się pod zasłoną pokory i przenieść chwałę za wszystko, co uczyniliśmy na Boga. Był pewien człowiek, który miał zwyczaj wypisywania imienia Chrystusa na drzwiach swego domu, tak samo my napiszmy to imię na wszystkich naszych dziełach. Niech Pan nosi należny Mu wieniec chwały!

Chwalimy Boga przez święte życie.

Złe życie hańbi Boga. „Jesteście świętym narodem, aby pokazywać chwały Tego, który was wezwał”. „Z waszego powodu poganie bluźnią imieniu Boga”. Epiphanius mówi: „Dziwaczne pojmowanie wolności przez niektórych chrześcijan, sprawiło, że poganie unikają ich i nigdy nie zechcą wysłuchać ich kazań.” W życiu dokładnie według Bożych słów, chwalimy Boga. Choć prawdziwa religia główną pracę wykonuje w sercu, nasze światło musi błyszczeć tak, że inni mogą je widzieć. O bezpieczeństwie budynku decydują fundamenty, ale chwałą jego jest fronton. Tak samo, piękno wiary objawia się w pobożnym życiu. Kiedy święci, jak klejnoty, rozsiewają błyszczące światło świętości, jest to jasne dla świata, jest to dowód, że oni „chodzą jak Chrystus chodził.” Kiedy żyją tak, jakby ujrzeli Pana oczami ciała i byli z nim na górze – ci są ozdobą prawdziwej religii i przynoszą dochody chwały koronie Króla Nieba i Ziemi!

W/Z 1: Prowadźmy wartościowe życie

Temat ten pokazuje nam, że nasz cel ostateczny to nie gromadzenie posiadłości, ani odkładanie skarbów, a te skarby to pożądanie całej ludzkości, począwszy od upadku Adama. Czasami ktoś nie zdobędzie żadnej nieruchomości, tak jakby polował ale nie złowił zwierzyny, często jednak człowiek „coś upoluje” – co jednak z tego ma? Posiadłości, które nie wypełniają serca tak samo, jak dmuchanie marynarza nie wypełni żagli statku. Oni spędzają czas, jak Izrael w Egipcie, na zbieraniu słomy, ale nie pamiętają, że celem ich życia jest chwalić Boga. „Co za zysk ma człowiek, który na próżno się trudzi?” To o co ludzie się zabijają, tak nieodwołalnie i szybko przemija.

W/Z 2: Zobaczmy swoją winę

To wielka wina: nie przynieść żadnej chwały Bogu. Człowiek który nie odpowiedział na ostateczny cel przed nim postawiony, którego czas nie jest czasem dobrego życia, ale czasem utraconym, jest jak drzewo bezowocnej winorośli, [Ez 15:5] Ludzie, których życie jest, jak mówi Św. Bernard „albo grzeszne albo jałowe”, są jak „bezużyteczne śmieci i skażenie ziemi.” Przyjdzie taki dzień, gdy Bóg zada pytanie, jakie zadał król Kserkses: „Jaki honor i godność zostały wyświadczone Mardocheuszowi?” [Est 6:6] Co zostało zrobione aby Mnie uczcić, zapyta Pan? Jaki przychód chwały przyniosłeś on mojego skarbca? Bóg umieścił w każdym z nas pewien potencjał uwielbienia go: zdrowie które masz, umiejętności, majątek, okresy łaski – wszystko to są możliwości dane od Boga abyś wychwalał Go. Miej pewność, że on wezwie cię do zdania sprawy, by sprawdzić, co zrobiłeś z miłosierdziem, które ci powierzył – jaką chwałę Mu przyniosłeś. W przypowieści o talentach, gdzie występują słudzy z pięcioma i dwoma talentami, wyraźnie widać, że Bóg rozliczy cię szczegółowo, aby wiedzieć, jak obracałeś jego talentami, jaką chwałę wniosłeś do Jego skarbca. Jakże smutny będzie koniec tych, którzy ukryli swoje talenty w chustce, którzy nie przyniosą Bogu nic, żadnej chwały. „Wyrzućcie tego bezproduktywnego sługę na zewnątrz, w ciemności.” Nie wystarczy powiedzieć, „Ja nie zniesławiłem Boga, nie żyłem w wielkim grzechu”. Co dobrego zrobiłeś? Jaką chwałę przyniosłeś Panu? Nie wystarczy, że pracownik winnicy jej nie zdemolował, że nie narobił szkód, nic nie złamał. Jeśli nie wykonał on służby w winnicy – traci zapłatę. Tak samo ty, jeśli nie czynisz dobra w miejscu, na którym cię Bóg postawił, jeśli nie chwalisz Boga – utracisz swoją zapłatę, utracisz zbawienie! Och, pomyślcie o tym, wszyscy wy, którzy prowadzicie bezwartościowe życie! Chrystus przeklął niepłodne drzewo figowe.

To wielka wina: być tak daleko od przynoszenia chwały Bogu, że okradasz Go z chwały.

„Czy człowiek może oszukać Boga? Ale wy okradliście mnie.” [Mal 3:3] Oni okradli Boga, biorąc dla siebie chwałę, która należała się Jemu. Jeśli zdobyli majątek, przypisują tą zasługę sobie, własnej inteligencji i przedsiębiorczości, oni wkładają koronę na własną głowę, nie biorąc pod uwagę słów: „Wspomnij na Pana Boga twego, On jest Tym, który daje ci siłę by uzyskać bogactwo”. Jeżeli wykonują obowiązki religii, czynią to dla własnej chwały. „Uważajcie, abyście czynów sprawiedliwych nie wykonywali przed ludźmi, aby was widziano.” Mogą robić z tego teatr, aby widownia ich podziwiała i ogłaszała świętymi. Ich lampa pali się, zasilana olejem z próżnej chwały. Jakże wielu wiatr popularności zdmuchnął w czeluści piekieł! Kogo diabeł nie może zniszczyć przez niewstrzemięźliwość, niszczy przez próżność.

To wielka wina: walczyć przeciwko Bożej chwale.

„Może się okazać, że walczycie z Bogiem.” Ludzie, którzy sprzeciwiają się prawdziwej religii, wywyższającej Chwałę Bożą – walczą z Bożą chwałą. Jego chwała jest wielce wywyższana przez głoszenie Słowa, które to słowo jest jak zapalnik do zbawiania dusz. Ten, który utrudniał by głoszenie słowa, walczy z Bożą chwałą. „Zakazują nam zwiastować poganom, że mogą być zbawieni.” Walczył z Bogiem Dioklecjan, który rozpętał dziesiąte z kolei prześladowanie chrześcijan, zakazał Kościołom spotkań i polecił spalić miejsca zgromadzeń. Tacy, którzy utrudniają głoszenie Słowa są jak Filistyni, którzy zasypali Izraelowi studnie – zatrzymali wodę życia. Oni przepędzają lekarzy, który mogą uleczyć chore dusze. Słudzy słowa są jak światła, [Mt 5:14], ale czym innym jak nie złodziejami są ci, którzy nienawidzą światła? Oni uderzają bezpośrednio w chwałę Boga. Jakie sprawozdanie zdadzą Bogu, kiedy Ten obciąży ich krwią ludzkich dusz. „Zabraliście klucz do poznania; sami nie weszliście, a tych, którzy chcieli wejść, powstrzymywaliście”. Jeśli jest sprawiedliwość w niebie i w ogniu piekła, tacy nie ujdą karaniu!

W/Z  3: Napomnienie dla ludzi, którym wiele powierzono

Niech każdy z nas, w naszym miejscu, przyjmie za ostateczny cel i planuje jak oddać chwałę Bogu.
  1. Przemówię do sędziów. Bóg włożył wiele chwały w was. „Ja powiedziałem, Jesteście bogami”. Czy nie powinniście oddać chwały temu, kto złożył na was taką chwałę?
  2. Duchowni, służący kościołowi, powinni badać i wywyższać Bożą chwałę. Bóg powierzył im dwie najcenniejsze rzeczy – jego prawdę i dusze ludzi. Ta wyjątkowa służba i ze względu na nią, mają chwalić Boga. Muszą chwalić Boga, przez wytężoną pracę w Słowie i Doktrynie. „Zaklinam cię wobec Boga i Pana Jezusa Chrystusa, który będzie sądził żywych i umarłych: głoś słowo, bądź gotowy w porę i nie w porę, itp.” Św. Augustyn pragnął „żeby Chrystus, gdy przyjdzie, zastał go modlącego się lub nauczającego”. Duchowni muszą chwalić Boga swoją gorliwością i świętością. Kapłani, zgodnie z prawem mojżeszowym, zanim służyli przy ołtarzu, myli się w kadzi, tak samo, służący dzisiaj w domu Bożym, musi być najpierw obmyty z grzechów w kadzi upamiętania. To żal i wstyd, gdy wiem jak wielu, spośród tych, którzy nazywają się duchownymi, zamiast przynoszenia chwały Bogu, hańbią go. Ich życie, jak również ich doktryny są herezją! Nie są wolni od grzechów, które ganią w innych. Sługa Plutarcha napomniał go słowami: „Napisałeś książkę potępiającą gniew ale w stosunku do mnie często wpadasz w pasję”. Takim samym jest duchowny, który głosi przeciwko pijaństwu, a sam się upija, czy naucza, że nie należy wpadać w gniew, ale sam, niepotrzebnie, rani bliźnich swym gniewem!
  3. Przywódcy rodzin muszą chwalić Boga, mają napełniać dzieci i sługi znajomością Pana, ich domy powinny być małymi kościołami. „Wiem, że Abraham będzie nauczał swoje dzieci, aby chodziły drogami Pana”. Wy przywódcy rodzin, odpowiadacie za dusze. Pamiętajcie, że młodzież buntuje się z powodu braku dyscypliny i nauczania.
Będzie to wielki komfort w godzinie śmierci, wiedzieć, że wielbiliśmy Boga w naszym życiu. Było to pociechą Chrystusa przed śmiercią: „Ja ciebie uwielbiłem na ziemi.” W godzinie śmierci, wszystkie ziemskie wygody przepadną. Jeśli wspomnisz, jak bogatym jesteś, jakie rozkosze miałeś na tej ziemi; będzie to tak dalekie od pocieszenia ciebie w tej godzinie, że stanie się raczej udręczeniem. Co jest lepszym od nieruchomości, które nabyłeś? A może lepszym jest mieć czyste sumienie, które mówi ci, że uwielbiłeś Boga na tej ziemi. Jaka to słodycz i pocieszenie i pokój w twojej duszy! To sprawi, że będziesz czekał na śmierć w pokoju ducha! Sługa, który pracował przez cały dzień w winnicy, oczekuje wieczora, kiedy otrzyma wynagrodzenie. Jak ci, którzy żyli, a nie przynieśli chwały Bogu, mogą być pocieszeni w dniu śmierci? Nie mogą spodziewać się zbioru, gdyż nie posiali nasion. Jak mogą się spodziewać pochwały od Boga ci, którzy nie przynieśli żadnej chwały dla Niego? Och, jaki przerażający jest dzień ich śmierci! Robak sumienia będzie obgryzać ich dusze, zanim robaki cmentarza zjedzą ich ciała. Jeśli będziemy chwalić Boga dzisiaj, On uwielbi nasze dusze na wieczność. Poprzez wyniesienie chwały Boga, sami podnosimy się w górę: Przez uwielbianie chwały Boga, wejdziemy w końcu do błogosławionej radości nieba.]]>

167






138
31


0


















Info http://old.bapt.pl/o-nas/info/ Tue, 04 Oct 2011 18:16:39 +0000
http://bapt.pl/?page_id=217

Nazwa Kościół Chrześcijan Baptystów w Rzeczpospolitej Polskiej, II Zbór w Gdańsku

Adres Kancelarii

ul. Konrada Leczkowa 27; 80-432 Gdańsk (Wrzeszcz)

Nabożeństwa

Niedziela; godzina 10:30 ul. Konrada Leczkowa 27 – Gdańsk Wrzeszcz

Pastor

Adrian Stróżek Kontakt mailowy: adrian{at}bapt.pl

Konto bankowe (Dokonanie darowizny, Wpłata na Obóz w Stężycy itp.)

Kościół Chrześcijan Baptystów II Zbór w Gdańsku ul. Konrada Leczkowa 27 80-434 Gdańsk Bank Millenium 34 1160 2202 0000 0000 2747 9807

Odpowiedź na pytanie, umożliwiająca wysłanie komentarza:

Izaak

]]>


217






84
0


0














Grzesznicy w rękach rozgniewanego Boga (1741) http://old.bapt.pl/czytelnia/edwards-jonatan/grzesznicy-w-rekach-rozgniewanego-boga/ Fri, 14 Oct 2011 14:56:12 +0000
http://bapt.pl/?page_id=265

Jonatan Edwards (1703 – 1758); Kazanie wygłoszono w Enfield, Connecticut; 8 lipca 1741 r. Ich noga potknie się we właściwym czasie [Pwt 32:35] W wersecie tym pokazana jest groźba gniewu Bożego mającego spaść na nieprawych, niewierzących Izraelitów, którzy przecież byli widzialnym ludem Bożym i mieli do dyspozycji środki łaski, ale pomimo wszystkich cudownych dzieł dokonanych dla nich przez Boga, byli – jak pokazuje werset [Pwt 32:28] – pozbawieni rozsądku i nie rozumieli tych cudów. Mając wszelakie dobra niebieskie wydali gorzki i trujący owoc, jak podają dwa poprzednie wersety. Wiersz, który wybrałem dla niniejszego rozważania – „ich noga potknie się we właściwym czasie „, wskazuje na:

Następujące cechy kary i zniszczenia, na które narażeni byli ci nieprawi Izraelici:

  1. Zawsze są oni narażeni na zgubę, tak jak ten, który stoi na śliskiej drodze, bądź kroczy po niej, zawsze jest narażony na upadek. Wskazuje to na sposób, w jaki nadejdzie ich zguba, co jest zobrazowane poprzez potknięcie się. Tę samą myśl wyraża [Ps 73:18]: ” Zaprawdę postawiłeś ich na śliskim miejscu, wrzucasz ich do przepaści”.
  2. Są narażeni na zgubę nagłą i niespodziewaną. Ten, który kroczy po śliskim gruncie w każdej chwili może upaść, nie może przewidzieć czy za chwilę będzie stał czy też upadnie, a kiedy upada, upada od razu, bez ostrzeżenia. Jest to również wyrażone w [Ps 73:18-19]: „Zaprawdę, stawiasz ich na śliskim gruncie, Strącasz ich w zagładę. Jakże niszczeją, jakby w jednej chwili.”
  3. Są narażeni na upadek z własnej winy, nie padają popychani ręką innego – ten, który kroczy po śliskim gruncie upada sam z siebie, pod własnym ciężarem.
  4. Jedynym powodem dla którego jeszcze nie upadli i nie padają teraz jest to, że nie nadszedł jeszcze wyznaczony przez Boga czas. Powiedziane jest, że kiedy nadejdzie właściwy (wyznaczony) czas, ich noga się potknie. Zostaną wtedy pozostawieni by upaść jako ci, których przewrócił ich własny ciężar. Bóg nie będzie już dłużej ich podtrzymywał na tych śliskich miejscach, lecz puści ich, a wtedy w jednej chwili spadną ku zatraceniu. Ten, który stoi na śliskim, pochyłym gruncie, na skraju czeluści, nie może się utrzymać sam. Kiedy jest zdany tylko na siebie, natychmiast spada i ginie.

Tylko Boża wola powstrzymuje nieprawych od piekła

Na podstawie powyższych stwierdzeń chcę przedstawić następujący wniosek: Nic innego nie powstrzymuje ludzi nieprawych przed piekłem jak tylko Boże upodobanie. Jako Boże upodobanie mam na myśli suwerenną wolną Bożą wolę, która nie jest ograniczona żadnymi zobowiązaniami, i tej niczym nie związanej chęci Boga bezbożni zawdzięczają to, że jeszcze nie zginęli. Prawdę tego spostrzeżenia można zauważyć po analizie podanych niżej argumentów.

Bogu nie brakuje mocy by w dowolnej chwili wrzucić bezbożnych do piekła.

Kiedy powstaje Bóg, ludzkie ręce na nic się nie przydadzą. Najsilniejsi są bezsilni wobec Niego i nikt nie może niczego wyrwać z Jego ręki. On nie tylko może wrzucić bezbożnych do piekła, lecz także czyni to bez najmniejszego oporu. Czasami ziemski władca napotyka spore trudności z poddaniem sobie buntownika, który znalazł środki na to by schronić się za fortyfikacjami i umocnił się dzięki dużej liczbie swych zwolenników. Lecz nie tak jest z Bogiem. Nie ma takiej twierdzy, która mogłaby zapewnić jakąkolwiek ochronę przed mocą Bożą. Mimo iż olbrzymie zastępy przeciwników Boga jednoczą się ręka w rękę, łatwo zostaną zniszczeni. Są oni jak wielka kupa plew, którą zmiecie wicher, bądź niczym ogromne suche ściernisko wobec pochłaniających je płomieni. Łatwo jest nam nadepnąć i zgnieść robaka gdy widzimy jak pełza po ziemi; tak samo łatwo jest nam uciąć bądź przepalić cienką nić na której coś wisi. Bogu równie łatwo jest, kiedy będzie mu się tak podobało, wrzucić swych przeciwników do piekła. Kimże my jesteśmy, by myśleć, że możemy się ostać przed Tym, przed którego groźbą drży ziemia i przed którym pękają skały?

Ludzie zasługują na to, by ich wrzucić do piekła.

Boża sprawiedliwość nigdy nie stoi tu na przeszkodzie, nie sprzeciwia się użyciu przez Boga siły, by ich zniszczyć w dowolnym czasie. Wręcz przeciwnie. Sprawiedliwość głośno woła o wieczną karę za ich grzechy. Boża sprawiedliwość tak mówi o drzewie, które przynosi owoce Sodomy: „Oto już trzy lata, odkąd przychodzę i szukam owocu na tym drzewie figowym, a nie znajduję. Wytnij je: po co jeszcze ziemię wyjaławia!” [Lk 13:7] Miecz sprawiedliwości Bożej wciąż wisi nad ich głowami, i nic innego nie powstrzymuje zagłady jak tylko ręka suwerennego miłosierdzia Bożego.

Oni już są potępieni wyrokiem skazującym na piekło.

Nie tylko sprawiedliwie zasługują na wrzucenie do piekła, lecz wyrok prawa Bożego, owego wiecznego i niezmiennego prawa sprawiedliwości, które Bóg ustanowił między sobą a ludzkością, stoi przeciwko nim, tak że już są skuci w łańcuchy, by odejść do piekła. „Ten kto nie wierzy, już jest potępiony” [Jn 3:18] Tak więc miejscem każdego nienawróconego jest piekło. Należy on do niego, jak powiedziano: „Jesteście z niskości.” [Jn 8:23] Tam właśnie zmierza taki człowiek i jest to miejsce, które wyznaczają mu sprawiedliwość, Słowo Boże oraz wyrok Bożego niezmiennego prawa.

Tacy są przedmiotem tego samego gniewu Bożego, który objawia się w mękach piekielnych.

Powodem zaś, dla którego nie idą do piekła w tej minucie nie jest to, że Bóg, nie gniewa się na nich zbyt mocno, a w każdym razie mniej niż na wiele nędznych stworzeń, już teraz dręczonych w piekle. Bóg o wiele bardziej gniewa się na wielu z tych, którzy teraz zamieszkują ziemię niż na tamtych. Niewątpliwie gniewa się On także na wielu z tych, którzy są dzisiaj na tym zgromadzeniu, a którzy być może myślą spokojnie o swojej przyszłości. To, że nie wypuszcza ich ze Swej dłoni i nie zabija ich dzisiaj, nie dzieje się dlatego, że nie myśli o ich nieprawości, i nie czuje się z tego powodu obrażony. Gniew Boży płonie przeciwko nim, ich zguba nie drzemie; otchłań jest gotowa, ogień przygotowany a piec rozpalony, gotowy na ich przyjęcie, już błyskają i huczą płomienie. Błyszczący miecz jest naostrzony i wisi nad nimi, pod nimi zaś czeluść otworzyła swą gardziel.

Diabeł stoi w pogotowiu,

by w chwili w której pozwoli mu na to Bóg, dopaść ich i pożreć jako swą własność. Należą do niego – ich dusze są w jego posiadaniu i pod jego panowaniem. Pismo Święte przedstawia ich jako jego dobra. [Lk 11:12] Demony śledzą ich, zawsze stojąc po ich prawicy, czekając na nich niczym głodne, chciwe łupu lwy, które patrzą na swą ofiarę z nadzieją jej zdobycia, lecz teraz czekają, powstrzymywane. Kiedy Bóg cofnie swą dłoń, która je powstrzymuje, w jednej chwili dopadną dusze tych nędzników. Starodawny wąż otwiera swą paszczę by ich połknąć, piekło otwiera szeroko swe wrota na ich przyjęcie i gdyby Bóg na to pozwolił, zostaliby natychmiast pochłonięci na swą zgubę.

W duszach bezbożnych ludzi panują siły piekielne,

które szybko rozpaliłyby się i zapłonęły ku piekłu, gdyby nie powstrzymujące działanie Boga. W naturze człowieka cielesnego położony jest fundament mąk piekielnych. To właśnie te nieczyste siły nim władają i mają nad nim pełną władzę, są żagwiami ognia piekielnego. Siły te są aktywne i potężne, niesamowicie gwałtowne w swej naturze, i gdyby nie powstrzymująca ręka Boga, szybko wybuchłyby. W Piśmie Świętym dusze bezbożnych są przyrównane do wzburzonego morza. [Iz 57:20]. Obecnie Bóg swą potężną mocą powstrzymuje ich nieprawość, tak jak powstrzymuje wściekłe fale wzburzonego morza, mówiąc: „Dotąd dojdziesz, nie dalej.” Gdyby jednak Bóg cofnął swą powstrzymującą moc, wkrótce fala powodzi ich porwie. Grzech – to ruina i nieszczęście duszy. Jest zgubny w swej naturze i gdyby Bóg pozwolił na jego niczym niepowstrzymany rozwój, ten błyskawicznie wypali ludzką duszę. Skażenie serca człowieka jest w swej wściekłości niepohamowane i nieograniczone; Płomień bezbożności na tym świecie, jest jakby gaszony Bożym strumieniem. Gdyby pozwolono mu płonąć bez ograniczeń, rozpali dusze ludzkie jak piece, buchające ogniem i siarką.

Dla bezbożnych nie ma żadnego, nawet chwilowego zabezpieczenia

Ludzie ci są zaślepieni i nie dostrzegają wokół siebie zapowiedzi zguby. Dla człowieka naturalnego nie jest żadnym zabezpieczeniem to, że cieszy się teraz zdrowiem, i że nie widzi powodu, przez jaki miałby zejść z tego świata. Może być bezpodstawnie pewny, że nie ma żadnego niebezpieczeństwa. Doświadczenia wszystkich wieków nieustannie pokazują, że człowiek stoi na skraju wieczności i że następny krok wprowadza go do innego świata. Niezliczone i niewyobrażalne są niewidzialne i zaskakujące sposoby i środki, przez jakie ludzie nagle schodzą z tego świata. Ludzie nienawróceni kroczą nad czeluścią piekła po spróchniałym moście, w którym są niezliczone, niewidoczne zdradliwe miejsca, tak słabe, że nie wytrzymają ciężaru kroczących po nich ludzi. Strzały śmierci lecą niewidzialne w samo południe i nawet najbystrzejsze oko nie może ich dostrzec. Bóg ma wiele różnych i niezgłębionych sposobów zabrania nieprawych z tego świata i wysłania ich do piekła. Nic nie wskazuje na to, iż aby zniszczyć człowieka bezbożnego w dowolnej chwili, Bóg musiałby dokonać jakiegoś cudu czy zacząć działać w niezwykły sposób.

Pieczołowitość i troska nie zachowa życia

Troska o zachowanie życia, nie zabezpiecza ani przez moment. Także o tym wydaje świadectwo Boża opatrzność oraz powszechne doświadczenie. Istnieje wyraźny dowód na to, że mądrość człowieka nie jest żadnym zabezpieczeniem od śmierci. Gdyby było inaczej, widzielibyśmy różnice między mądrymi i roztropnymi tego świata a pozostałymi ludźmi, jeśli chodzi o wczesną i niespodziewaną śmierć. Lecz jak jest naprawdę? Jak umiera mędrzec? Tak samo jak głupiec … [Kzn 2:16]

Cały wysiłek i plany bezbożnych podejmowane w celu uniknięcia piekła, są nadaremne

Ani przez chwilę nie zabezpieczają ich one przed piekłem, bo przecież odrzucają oni uchwycenie się Chrystusa, pozostając przez to bezbożnymi. Prawie każdy naturalny człowiek który słyszy o piekle, schlebia sobie, że go to nie spotka, polega na sobie, i wierzy, że jest bezpieczny. Chlubi się tym, czego dokonał, tym co teraz robi, bądź co zamierza uczynić. Każdy układa w swym umyśle plany jak uniknąć potępienia i schlebia sobie, że dobrze się przed nim zabezpiecza, i że jego kalkulacje nie zawiodą. Rzeczywiście, słyszą, że niewielu będzie zbawionych i że większa część ludzi którzy przedtem umarli poszła do piekła, lecz każdy wyobraża sobie, że on sobie ułoży sprawy lepiej niż inni i uniknie przez to potępienia. „Nie mam zamiaru iść do miejsca kaźni” – mówią sobie. Mają zamiar skutecznie się zatroszczyć i zarządzić sprawami tak, aby nie wpaść do otchłani.

Na próżno jednak oszukują samych siebie

I w swych kalkulacjach, dufni w swą siłę i mądrość pokładają zaufanie w niczym innym jak ułudzie. Większa część tych, którzy żyli mając szansę na zbawienie, a teraz już umarłych, niewątpliwie poszła do piekła. Nie stało się tak dlatego, że nie byli tak mądrzy jak ci, którzy jeszcze żyją, i nie dlatego, że nie układali sobie spraw tak dobrze, by zabezpieczyć się przed piekłem. Gdybyśmy mogli porozmawiać z nimi, i spytać ich, jednego po drugim, czy gdy za życia słyszeli o piekle, to czy spodziewali się, że ich ono spotka, to niewątpliwie usłyszelibyśmy inną odpowiedź: „Nie, nigdy nie miałem zamiaru się tu znaleźć. Inaczej sobie planowałem, myślałem, że dobrze mi się ułoży. Myślałem, że mam dobry plan. Miałem zamiar skutecznie się o to zatroszczyć, lecz przyszło to na mnie nieoczekiwanie, nie spodziewałem się go wtedy, a to nadeszło jak złodziej. Śmierć mnie przechytrzyła – gniew Boży szybko mnie dosięgnął. O, moja przeklęta głupoto! Schlebiałem sobie, i zadowalałem się marzeniami o tym, co będę później robił, a kiedy powiedziałem: pokój i bezpieczeństwo, wtedy nadeszła na mnie nagła zguba”.

Bóg nie nałożył na Siebie jakiegokolwiek zobowiązania, by ich oszczędzić

On nie związał się żadną obietnicą by zachować jakiegokolwiek cielesnego człowieka przed piekłem nawet przez chwilę. Bóg z całą pewnością nie dał żadnej innej obietnicy czy to życia wiecznego, wybawienia bądź zachowania przed wieczną zgubą poza tym, co jest zawarte w przymierzu łaski – obietnicami danymi w Chrystusie, w którym wszystkie obietnice są tak i amen. Jednak żadne obietnice przymierza łaski nie interesują dziś tych, którzy nie są dziedzicami przymierza, którzy nie wierzą w żadne obietnice i nie są zainteresowani Chrystusem – Jedynym Pośrednikiem Przymierza. Dlatego też, bez względu na to, czy ktoś roi sobie i zwodzi siebie obietnicami rzekomo danymi szczerym wysiłkom szukania i pukania cielesnych ludzi, to prawda jest taka, że TAKICH OBIETNIC NIE MA. Jest rzeczą jasną i wyraźną, że bez względu na wszystkie wysiłki religijne podejmowane przez naturalnego człowieka, bez względu na modlitwy jakie wypowiada, o ile nie uwierzy Chrystusowi, Bóg nie ma względem niego żadnego zobowiązania, by choć przez moment zachować go przed wieczną zgubą.

Obudźcie się, wy, którzy nie należycie do Chrystusa!

Tak właśnie jest, że Bóg trzyma ludzi cielesnych w Swej dłoni nad czeluścią piekielną. Oni zasłużyli na ogień piekielny, i są już nań skazani; Bóg zaś jest strasznie rozgniewany, Jego gniew na nich jest tak samo wielki jak gniew wobec tych, którzy już cierpią męki w piekle. Bóg nie jest w najmniejszym stopniu związany jakąkolwiek obietnicą by uratować, nawet przez chwilę. Diabeł czeka na nich, piekło wyziera swą paszczę na nich, płomienie gromadzą się i błyskają wokół nich i z pewnością dosięgłyby ich i pochłonęły; ogień powstrzymywany w ich sercach próbuje wybuchnąć płomieniem: oni zaś nie są zainteresowani Pośrednikiem, nie mają żadnych dostępnych środków, które mogłyby ich zabezpieczyć. Krótko mówiąc: nie mają żadnej ucieczki, niczego, czego mogliby się uchwycić. Tylko wolna wola Boża zachowuje ich jeszcze, a jest to wola niczym nie zobowiązana, cierpliwość rozdrażnionego Boga, która niedługo się skończy.

Zastosowanie

Zobacz swoje prawdziwe położenie

Ten straszny temat może być wykorzystany dla obudzenia osób nienawróconych w tym zgromadzeniu. To co usłyszeliście, jest udziałem każdego z was, kto nie jest w Chrystusie. Ten świat nędzy, ten udział w ogniu siarki jest szeroko otwarty przed tobą. Istnieje straszliwa czeluść płomieni gniewu Bożego; piekło jest szeroko otwarte; ty zaś nie masz na czym stanąć, ani czego się uchwycić między tobą a piekłem nie ma niczego oprócz powietrza; podtrzymuje cię jedynie moc i upodobanie Boga. Prawdopodobnie nie zwracasz na to uwagi, stwierdzasz, że nie jesteś w piekle i nie widzisz w tym ręki Boga. Uważasz że żyjesz bezpiecznie z powodu innych rzeczy, takich jak dobry stan zdrowia, dbałość o własne życie, oraz środki jakie wykorzystujesz, aby żyć w zdrowiu. Jednak te rzeczy są niczym; gdyby Bóg odsunął Swą rękę, one by ci nie pomogły i nie zabezpieczyłyby cię przed upadkiem tak samo, jak powietrze nie podtrzymuje osoby zawieszonej na linie.

Jesteś przekleństwem tej ziemi

Twoja nieprawość sprawia, że jesteś tak ciężki jak ołów, i ciągnie cię w dół, do piekła, z powodu twego wielkiego ciężaru. Gdyby Bóg cię puścił, natychmiast wpadłbyś i szybko pogrążył się w bezdennej czeluści, a twoje zdrowie i twoje starania i przezorność, najlepszy żal za grzechy, oraz cała twa sprawiedliwość, nie mogą cię podtrzymać przed upadkiem w ogień piekielny, tak samo jak pajęczyna nie może powstrzymać spadającej skały. Gdyby nie suwerenne upodobanie Boże, ziemia nie nosiłaby ciebie ani przez chwilę, gdyż jesteś dla niej brzemieniem. Stworzenie jęczy z powodu ciebie, gdyż stworzenie jest poddane w niewolę z powodu twego skażenia – nie z własnej woli. Słońce niechętnie świeci nad tobą, by dać ci światło, abyś służył grzechowi i szatanowi. Ziemia niechętnie wydaje swój plon, aby zaspokoić twe pożądliwości, i jest zmuszona być sceną twej nieprawości, którą na niej popełniasz. Powietrze służy ci niechętnie, by zapewnić ci oddychanie dla podtrzymywania płomienia życia w twoim ciele, podczas gdy ty trwonisz swe życie na służbę przeciwnikom Boga. To, co stworzył Bóg jest dobre – zostało bowiem stworzone dla ludzi, na służbę Bogu i niechętnie spełnia służbę dla jakiegokolwiek innego powodu, jęczy, kiedy jest niewłaściwie używane, dla celów jawnie sprzecznych ze swą naturą i celem. Świat wyplułby ciebie, gdyby nie suwerenna ręka Tego, który tego jeszcze zabrania. Czarne chmury Bożego gniewu wiszą bezpośrednio nad twoją głową, wypełnione straszliwą burzą i błyskawicami; a gdyby nie powstrzymująca ręka Boga, natychmiast rozpętałyby nad tobą nawałnicę. Suwerenne upodobanie Boga powstrzymuje na pewien czas silny wiatr, który w innym wypadku zerwałby się z wściekłością, a zguba twa nadeszłaby niczym huragan, a ty byłbyś wtedy niczym plewy na letnim klepisku.

Jak straszliwy jest gniew Boży!

Gniew Boży jest jak ogromna ilość wody spiętrzonej tamą, która podnosi się coraz wyżej i wyżej, aż wreszcie znajdzie ujście. Im dłużej powstrzymuje się bieg rzeki, tym gwałtowniej i potężniej biegnie po przerwaniu zapory. Prawdą jest, że sąd z powodu twych złych czynów nie został do tej pory wykonany, potoki pomsty Bożej zostały powstrzymane, lecz twa wina nieustannie się powiększa i z każdym dniem zaskarbiasz sobie coraz więcej gniewu. Wody nieustannie się podnoszą, stają się coraz potężniejsze i nic innego jak tylko Boże upodobanie powstrzymuje te wody, które tego nie chcą i mocno naciskają, by wyrwać się i uderzyć. Gdyby Bóg zdjął Swą rękę ze śluzy, natychmiast otworzyłaby się i wściekłe wody srogości i gniewu Bożego zerwałyby się z niewyobrażalną gwałtownością, i dosięgłyby ciebie z wszechmocną siłą, a gdyby twa siła była dziesięć tysięcy razy większa niż siła najpotężniejszych demonów w piekle, na nic by się ona nie przydała i nie mógłbyś tego naporu znieść. Łuk gniewu Bożego jest przygotowany, strzała jest gotowa, przyłożona do cięciwy, a sprawiedliwość kieruje strzałę w twoją stronę, napina łuk, i nic innego jak tylko upodobanie Boga, rozgniewanego Boga – bez żadnej obietnicy ani zobowiązania – powstrzymuje strzałę w każdej chwili, aby nie skąpać jej w twej krwi. W ten sposób wy wszyscy,
  1. którzy nigdy nie przeszliście wielkiej przemiany serca potężną mocą Ducha Bożego działającego w ludzkich duszach;
  2. którzy nigdy nie narodziliście się na nowo,
  3. którzy nie jesteście nowymi stworzeniami, powstałymi z umarłych w swych grzechach do zupełnie nowego życia dla Boga,
  4. którzy wcześniej nie doświadczyliście światła ani życia,
jesteście w rękach rozgniewanego Boga. Bez względu na to, jak poprawicie swe życie w wielu dziedzinach, oraz bez względu na uczucia religijne, jakie żywicie, oraz formę religijności, jaką macie w swych rodzinach, pokojach i w domu Bożym – nic innego jak tylko upodobanie Boże chroni was przed pochłonięciem w tej chwili na wieczną zgubę. Bez względu na to, jak bardzo opierasz się prawdzie, którą teraz słyszysz, stopniowo będziesz o niej przekonywany aż do końca. Popatrz na tych, którzy odeszli będąc w podobnych okolicznościach w jakich ty się teraz znajdujesz. Zrozum, że tak było z nimi, ich zguba nadeszła nagle, kiedy niczego się nie spodziewali i kiedy mówili: „Pokój i bezpieczeństwo”. Teraz wiedzą, że te rzeczy, od których uzależniali swój pokój i bezpieczeństwo, nie były niczym innym jak tylko ulotnym powietrzem i pustym cieniem.

Jesteś obrzydliwy

Bóg, który cię trzyma nad czeluścią piekła, tak jak trzyma się pająka bądź jakiegoś obrzydliwego insekta nad ogniem, brzydzi się tobą, i jest rozgniewany z powodu tego co robisz. Jego gniew wobec ciebie płonie jak ogień. Patrzy na ciebie jak na tego, który nie zasługuje na nic innego, jak tylko na wrzucenie do ognia; On ma zbyt czyste oczy by znieść twój widok, jesteś dziesięć tysięcy razy bardziej obrzydliwy w jego oczach, niż najbardziej znienawidzony jadowity wąż w twoich. Obraziłeś Go nieskończenie bardziej niż zatwardziały buntownik swego księcia; a jednak to nic innego jak tylko jego ręka podtrzymuje ciebie cały czas przed wpadnięciem w ogień. To, że nie poszedłeś do piekła zeszłej nocy nie należy przypisywać niczemu innemu jak tylko temu, że pozwolono ci obudzić się ponownie na tym świecie, po tym jak zamknąłeś oczy do snu. I nie ma żadnego innego powodu, dla którego nie wpadłeś jeszcze do piekła odkąd powstałeś dzisiaj rano, jak tylko ten, że to Boża ręka cię podtrzymuje. Nie ma żadnego innego powodu, dla którego nie zostałeś wrzucony do piekła odkąd usiadłeś tutaj, w domu Bożym, prowokując jego czyste oczy przez swe grzeszne i nieprawe oddawanie Mu czci. Tak, nie istnieje nic innego oprócz Bożej cierpliwości, czym można by wyjaśnić to, że w tej chwili nie zostałeś wrzucony do piekła. Grzeszniku! Rozważ straszliwe niebezpieczeństwo, w jakim się znajdujesz: jest to wielki piec gniewu, szeroka i bezdenna czeluść, pełna ognia gniewu, nad którą trzyma cię ręka tego Boga, którego gniew jest skierowany przeciwko tobie w takim samym stopniu, jak wobec tych, którzy już odbywają wieczną karę potępienia. Wisisz na cienkiej nici, zaś płomienie Bożego gniewu płoną wokół niej, mogące ją w każdej chwili zająć i przepalić ją, a ty nie jesteś zainteresowany tym, by mieć w Chrystusie Pośrednika, ani nie szukasz niczego, czego mógłbyś się uchwycić by się uratować. Nie szukasz sposobu aby odwrócić płomienie gniewu, aby nakłonić Boga by cię choć przez chwilę oszczędził.

Dlatego też, rozważ dokładniej następujące rzeczy:

To gniew Nieskończonego Boga.

Gdyby to był tylko gniew człowieka, nawet gdyby był taki człowiek najpotężniejszym księciem, to wtedy nie trzeba byłoby zwracać na to zbyt wielkiej uwagi. Ludzie bardzo boją się gniewu królów, szczególnie władców absolutnych, którzy mają mienie i życie swych poddanych całkowicie w swojej mocy, i mogą tym rozporządzać wedle własnego uznania. „Gniew króla jest jak ryk lwa; kto go rozgniewa, grzeszy przeciwko duszy swojej” Księga Przysłów 20:2. Poddany, który bardzo rozgniewa swego księcia, będzie cierpiał najgorsze tortury, jakie sztuka ludzka może wymyślić, bądź jakie siła człowieka może zadać. Lecz najwięksi ziemscy mocarze w swym największym majestacie i mocy, kiedy wzbudzają największe przerażenie, są jedynie słabymi, pożałowania godnymi robakami pełzającymi w prochu, w porównaniu z wszechmocnym Stwórcą i Królem nieba i ziemi. Oni niewiele mogą zrobić, kiedy są najbardziej rozgniewani, kiedy w najwyższym stopniu dają upust swej wściekłości. Wszyscy królowie ziemscy są przed Bogiem niczym koniki polne; są oni niczym, a nawet mniej niż niczym: zarówno ich miłość i nienawiść jest godna pogardy. Gniew wielkiego Króla królów jest na tyle większy od ich gniewu, na ile jest większy jego majestat. [Lk 12:4-5] „A ja wam powiadam: Moi przyjaciele, nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało, a potem nic już uczynić nie mogą. Ale powiem wam, kogo macie się bać: Bójcie się tego, który po tym, gdy zabije, ma moc wrzucić do piekła, zaiste powiadam wam, tego się bójcie.”

Jego gniew jest zawzięty.

Często czytamy o płomiennym gniewie Boga, jak np. w Księdze Izajasza 59,18: „Według ich uczynków odpłaci – swoim przeciwnikom zawziętością” . Również w [Iz 66:15] „Bo oto Pan przyjdzie w ogniu, a jego wozy jak huragan, aby dać upust swojemu gniewowi i spełnić swoją groźbę w płomieniach ognia” ; a także w wielu innych miejscach. W [Obj 19:15] czytamy o „kadzi wina zapalczywego gniewu Boga Wszechmogącego”. Te słowa są w najwyższym stopniu przerażające. Gdyby było powiedziane jedynie o „gniewie Boga”, słowa implikowałyby coś, co jest niesłychanie straszne – ale jest napisane „zawziętość i gniew Boga” . Zawziętość Boga! Srogość Jahwe! Och, jakie to musi być straszne! Któż może wypowiedzieć bądź pojąć, co niosą sobą takie wyrażenia! Ale to jest również „zawziętość i gniew Wszechmogącego Boga”. Cóż stanie się z biednymi robakami, które będą musiały cierpieć gniew i zapalczywość Boga! Czyje ręce mogą być mocniejsze? Czyje serce może to znieść? W jaką straszną, niewymowną i niewyobrażalną głębię nędzy musi się zanurzyć biedne stworzenie, które będzie temu poddane! Rozważcie to wy, którzyście tu obecni i wciąż nieodrodzeni. To, że Bóg wykona zawziętość swego gniewu, oznacza, że wykona swój gniew bez żadnego miłosierdzia. Kiedy Bóg zobaczy niewymowną nędzę twojej sytuacji i twoje udręki, zupełnie nieproporcjonalne do twej siły, i zobaczy jak zdruzgotana jest twa biedna dusza, jak bardzo jest jakby zatopiona w nieskończonej rozpaczy – to nie okaże tobie żadnego współczucia, nie zmniejszy wykonania swego gniewu, ani w najmniejszym stopniu nie odsunie karzącej ręki; nie będzie żadnego umiarkowania ani zmiłowania, ani też Bóg powstrzyma swego wichru; nie będzie miał względu na twe dobro, zupełnie też nie będzie go obchodzić to, byś czasem nie cierpiał zbyt wiele. Będziesz cierpiał tyle, ile wymaga surowa sprawiedliwość. Nic nie będzie ujęte, dlatego też będzie tak trudno to znieść. W [Ez 8:18] mówi: „Dlatego i Ja postąpię w gniewie: Ani nie oszczędzi ich moje oko ani nie zlituję się! A gdy będą głośno wołać do moich uszu, nie wysłucham ich.”

Zawołaj o zmiłowanie teraz

Teraz Bóg stoi gotowy, by się nad tobą ulitować, dzisiaj jest dzień zmiłowania; teraz możesz wołać i uchwycić się niewzruszonej obietnicy udzielenia zmiłowania. Kiedy jednak dzień miłosierdzia minie, wasze najbardziej rozpaczliwe i żałosne wołania i krzyki będą na próżno; będziecie wtedy całkowicie zgubieni i odrzuceni przez Boga bez żadnego względu na wasze dobro i szczęście. Bóg nie użyje was do żadnego innego celu jak tylko do tego, byście cierpieli ból. Będziecie istnieć tylko dla tego celu, gdyż będziecie naczyniami gniewu, przygotowanymi do zguby i nie będzie żadnego innego użytku z takich naczyń, jak tylko ten, by były napełnione gniewem do końca. Bóg będzie tak daleki od zmiłowania się nad tobą, kiedy będziesz do niego wołał, że będzie tylko „śmiać się i szydzić.” [Prz 1:25-26] Jakże straszne są słowa w [Iz 63:3], które są słowami potężnego Boga: „Ja rozdepczę ich w swym gniewie i podepczę ich w mej zapalczywości, ich krew zbryzga moje szaty i splamię całe swe odzienie” . Nie można chyba wyobrazić sobie słów, które niosą sobą większą manifestację tych trzech rzeczy, mianowicie pogardy, nienawiści i zapalczywości gniewu. Jeśli będziecie wołać do Boga, by się nad wami zmiłował, będzie on tak daleki od zmiłowania się nad wami w waszym pożałowania godnym stanie, bądź okazania wam najmniejszego względu czy łaski, że zamiast tego jedynie podepcze was. I pomimo iż będzie wiedział, że nie możecie znieść ciężaru wszechmocy stąpającej po was, to jednak nie będzie miał na to względu, lecz zmiażdży was pod swymi stopami bez miłosierdzia; wyciśnie z was krew i sprawi że ona wycieknie i zbryzga Jego szaty plamiąc całe Jego odzienie. Nie tylko, że będzie was nienawidził, ale także będzie was miał w najwyższej pogardzie: nie będzie dla was żadnego odpowiedniego miejsca, jak tylko pod jego stopami, aby być rozdeptanymi jak uliczne błoto.

Wielka jest nędza, na jaką jesteście narażeni

Tą nędzą Bóg będzie was trapił po to, aby pokazać jaki jest Jego gniew. Bóg w swym sercu ma zamiar pokazać aniołom i ludziom zarówno to, jak wspaniała jest jego miłość, oraz jak straszliwy jest jego gniew. Czasami ziemscy królowie chcą pokazać jak straszny jest ich gniew poprzez najcięższe kary, jakimi karzą tych, którzy ich rozgniewali. Nebukadnesar, ów potężny i dumny władca imperium chaldejskiego, chciał pokazać swój gniew, kiedy rozwścieczyli go Szadrach, Meszach i Abed-Nego; i stosownie do tego wydał rozkazy, aby rozpalić piec siedem razy bardziej, niż je przedtem rozpalano. Niewątpliwie jego zapalczywość podniosła się do najwyższego poziomu, na jaki sztuka ludzka mogła ją wznieść. Ale wielki Bóg chce również okazać swój gniew i wywyższyć swój straszliwy majestat i potężną moc poprzez najcięższe cierpienia swych wrogów. „A cóż, jeśli Bóg, chcąc okazać gniew i dać poznać swoją moc, znosił z wielką cierpliwością naczynia gniewu przeznaczone na zagładę” [Rz 9:22] Rozumiejąc, że taki jest jego zamysł, oraz to, co ustanowił, aby okazać jak straszliwym jest niepohamowany gniew, zawziętość i zapalczywość Jahwe, wiedz, że on wykona to skutecznie. Zostanie wykonane i pokazane coś, czego widok będzie rzeczą straszną. Kiedy potężny i rozgniewany Bóg powstanie i wykona swą straszliwą pomstę na biednym grzeszniku, i kiedy ten nędznik będzie cierpiał nieskończony ciężar i moc jego oburzenia, wtedy Bóg wezwie cały wszechświat, by ujrzał ten straszliwy majestat i potężną moc, jaką w tym okaże. „I ludy będą spalone na wapno, ścięte jak ściernie, które spłoną w ogniu. Słuchajcie, wy dalecy, czego dokonałem, i poznajcie, wy bliscy, moją moc! Grzesznicy w Syjonie zlękli się, drżenie ogarnęło obłudników. Kto z nas może przebywać przy ogniu, który pożera? Kto z nas może się ostać przy wiecznych płomieniach?” [Iz 33:12-14] Tak będzie z wami, którzy nie jesteście nawróceni, jeśli będziecie w tym buncie trwać: nieskończona moc, i majestat a także okropność wszechmocnego Boga będzie wywyższona na was, w niewypowiedzianej sile waszych mąk. Będziecie dręczeni w obecności świętych aniołów i w obecności Baranka; a kiedy będziecie w tym stanie cierpienia, uwielbieni mieszkańcy niebios przyjdą i będą patrzeć na straszliwy widok, aby ujrzeć jaki jest gniew i zawziętość Wszechmogącego; a kiedy to ujrzą, upadną i oddadzą cześć tej wielkiej mocy i majestatowi. „I będzie tak, że w każdy nów i w każdy sabat przychodzić będzie każdy człowiek, aby Mi oddać pokłon – mówi Pan. A gdy wyjdą, będą oglądać trupy ludzi, którzy odstąpili ode mnie; bo robak ich nie zginie, a ogień ich nie zgaśnie i będą obrzydliwością dla wszelkiego ciała.” [Iz 66:23-24]

Jest to gniew wieczny.

Rzeczą straszliwą byłoby doświadczenie na sobie tej zawziętości i gniewu Wszechmogącego Boga – choćby przez chwilę, a wy będziecie musieli znosić go przez całą wieczność. Nie będzie końca tej w najwyższym stopniu straszliwej nędzy. Kiedy spojrzysz w przyszłość, ujrzysz przed sobą nieskończenie długie, nieograniczone trwanie, co pochłonie twe myśli, i napełni zdumieniem twą duszę. Będziesz rozpaczał, gdyż absolutnie nigdy nie będzie żadnego wybawienia, żadnego końca, żadnej ulgi, żadnego wypoczynku. Będziesz wiedział z całą pewnością, że musisz znosić to przez długie wieki, miliony milionów wieków, zmagając się i walcząc z tą wszechmocną, niemiłosierną pomstą. Wtedy zaś, kiedy tak wiele wieków spędzisz w ten sposób, będziesz wiedział, że jest to tylko punkt w porównaniu z tym, co jeszcze pozostało. A więc twoja kara będzie rzeczywiście nieskończona. Och, któż może wysłowić w jakim stanie jest dusza, znajdująca się w takich okolicznościach! Wszystko co możemy powiedzieć, daje o tym jedynie blade pojęcie — jest to rzecz niewypowiedziana i nie do pomyślenia, gdyż „któż zna moc gniewu Bożego?”. Jakże okropnym jest stan tych, którzy codziennie, w każdej godzinie stoją przed niebezpieczeństwem tego wielkiego gniewu i nieskończonej nędzy! Jest to straszny los każdej duszy w tym zgromadzeniu, która nie jest zrodzona na nowo, bez względu na to, jak bardzo jesteście moralni i ściśle przestrzegacie zasad, trzeźwi czy religijni. Obyście zechcieli to rozważyć, wy starzy i młodzi! Są powody, by sądzić, że wielu w tym zgromadzeniu, którzy teraz słuchają tego kazania, będzie doświadczać tej nędzy przez całą wieczność. Nie wiemy, którzy to są, ani w jakich miejscach teraz siedzą, ani co teraz myślą. Być może siedzą teraz spokojnie, i słyszą te wszystkie rzeczy bez zbytniego niepokoju, i schlebiają sobie, że ich to nie dotyczy, obiecując sobie, iż na pewno tego unikną. Gdybyśmy wiedzieli, że jest jedna osoba – tylko jedna osoba w całym zgromadzeniu, która zostanie poddana tej nędzy, jakąż straszną rzeczą byłaby sama myśl o tym! Gdybyśmy wiedzieli kto to jest, jakże okropnym byłby widok takiej osoby! Cała reszta zgromadzenia mogłaby podnieść pełen żalu gorzki płacz nad taką osobą! Ale biada! Zamiast jednej osoby, prawdopodobnie wielu z was będzie przypominać sobie to kazanie w piekle! Będzie cudem, jeśli niektórzy z tu obecnych nie znajdą się w piekle w niedługim czasie, nawet przed końcem tego roku. Nie byłoby cudem, gdyby pewne osoby, siedzące teraz na krzesłach w tym domu zgromadzeń, w zdrowiu, spokojnie i bezpiecznie, znalazły się tam zanim nastanie świt. Ci z was, którzy do końca będą trwać w nieodrodzonym stanie, którzy zachowani będą najdłużej przed piekłem, i tak znajdą się tam już niebawem! Wasza zguba nie drzemie; nadejdzie szybko, oraz — z wszelkim prawdopodobieństwem — nagle.

Wasza szansa

Macie powód, aby się dziwić, że jeszcze nie jesteście w piekle. Ci, których spotykaliście i których znaliście, którzy nie zasługują na piekło bardziej niż wy, a którzy już odeszli, są poza wszelką nadzieją, w niezmiernej nędzy i doskonałej rozpaczy; lecz wy jesteście w krainie żyjących i w domu Boga, macie szansę osiągnąć zbawienie. Czego by nie dały te biedne potępione dusze za jednodniową szansę, jaką wy teraz macie! Teraz stoisz przed niezwykłą szansą, oto dzień, w którym Chrystus szeroko otworzył drzwi miłosierdzia, i stoi wołając i wzywając donośnym głosem biednych grzeszników; oto dzień, w którym wielu przychodzi do Niego, i przemożnym pragnieniem (gwałtownością wiary) zdobywa Królestwo Boże. Codziennie wielu przychodzi ze wschodu, zachodu, północy i południa; wielu którzy ostatnio byli jeszcze w tym samym nędznym stanie w którym wy jesteście – teraz są szczęśliwi, mają serca napełnione miłością do Tego, który ich umiłował i obmył z grzechów swoją krwią, i radują się nadzieją chwały Bożej. Jak okropnym jest być pozostawionym w takim dniu! Widzieć tak wielu innych ucztujących, samemu zaś cierpieć męki i ginąć! Widzieć tak wielu radujących się i śpiewających z powodu radości w sercu, samemu mając powód do rozpaczy z żalu w sercu, oraz jęków z powodu utrapienia ducha! Jak możecie odpoczywać chociaż przez chwilę będąc w takim stanie? Czy wasze dusze nie są tak cenne jak dusze tych ludzi w Suffield, którzy codziennie przychodzą do Chrystusa? Czyż nie ma tutaj wielu takich, którzy przez długi czas żyli w świecie, i aż do dzisiejszego dnia nie są narodzeni na nowo? Którzy są obcy społeczności duchowego Izraela, i nic innego nie uczynili przez całe swe życie, jak tylko zaskarbiali sobie gniew na dzień gniewu? Och, ludzie, wasz przypadek jest, w szczególny sposób, niezmiernie niebezpieczny. Wasza wina i zatwardziałość serca są niezmiernie wielkie. Czy teraz widzicie jak wiele osób w waszym wieku odeszło w tym cudownym okresie wspaniałego udzielania Bożego miłosierdzia? Musicie zbadać siebie samych i całkowicie obudzić się ze snu. Nie możecie znieść srogości i gniewu nieskończonego Boga. Także wy, młodzieńcy i młode niewiasty, czy zlekceważycie ten cenny czas, którym teraz się cieszycie, kiedy tak wiele innych osób w waszym wieku odrzuca wszystkie młodzieńcze próżności, i zdąża tłumnie do Chrystusa? Macie szczególnie teraz niezwykłą szansę ale jeśli ją zlekceważycie, wkrótce będzie z wami tak, jak z tymi osobami, które spędziły wszystkie cenne dni swej młodości w grzechu, a gdy przychodzi moment ich przejścia do tamtego świata są zaślepieni i zatwardziali jak kamień. Także wy, dzieci, które nie jesteście nawrócone, czyż nie wiecie, że idziecie do piekła, aby znosić straszny gniew tego Boga, który teraz gniewa się na was każdego dnia i każdej nocy? Czy chcecie zadowolić się byciem dziećmi diabła, kiedy tak wiele innych dzieci w kraju stało się świętymi i szczęśliwymi dziećmi Króla królów?

Ratuj się, uciekaj z przeklętego miasta

Niech więc każdy, kto jest jeszcze bez Chrystusa, i który wisi nad czeluścią piekła, czy to starsi mężczyźni i kobiety, czy w średnim wieku, czy młodzi bądź dzieci, posłuchajcie teraz głośnych wezwań Bożego Słowa i Opatrzności. Otrzymaliśmy przyjemny rok od Pana, dzień wielkiej łaski dla niektórych, niewątpliwie też dzień tak samo wielkiej pomsty dla innych. Serca ludzkie zatwardzają się na Boga, a ich winy zwiększają się szybko w takim dniu jak ten, gdy zaniedbują oni swe dusze. Być może jeszcze nie było dla nich tak wielkiego niebezpieczeństwa wydania na zatwardziałość serca i zaślepienie umysłu jak właśnie dziś. Wydaje się, że Bóg pośpieszne zgromadza swych wybranych we wszystkich częściach kraju, i prawdopodobnie zbawionych będzie więcej osób dorosłych niż kiedykolwiek wcześniej czy później, zostaną oni przyprowadzeni do Pana w niedługim czasie, i będzie tak, jak było z wielkim wylaniem Ducha na Izrael w czasach apostolskich; osiągną to wybrani, zaś reszta zostanie zaślepiona. Jeśli tak będzie z tobą, będziesz wiecznie przeklinał dzisiejszy dzień, będziesz przeklinał dzień, w którym się urodziłeś, by widzieć taki czas wylania Bożego Ducha. Będziesz żałował i żałował, że nie umarłeś wcześniej zanim usłyszałeś te słowa, wzywające do upamiętania. Teraz mamy niewątpliwie taki czas, jak za dni Jana Chrzciciela – siekiera jest przyłożona do korzeni drzew, a każde drzewo, które nie wydaje dobrego owocu, zostanie ścięte i wrzucone do ognia. Dlatego też, niech każdy, kto jest Chrystusowy, obudzi się teraz i ucieka przed gniewem, który ma nadejść. Gniew Boga Wszechmogącego niewątpliwie ciąży nad sporą częścią tego zgromadzenia. Niech każdy ucieka z Sodomy: „Pośpieszcie się i uciekajcie, gdyż chodzi o wasze życie, nie patrzcie za siebie, uciekajcie w góry, aby was nie pochłonął ogień”. Oryginalną wersje angielską tego tekstu można znaleźć na witrynie Christian Classics Ethereal Library. Przedruk z witryny jezus.pl Przekład: J. Sałacki (XII 99)]]>


265






269
0


0














Edwards Jonatan http://old.bapt.pl/czytelnia/edwards-jonatan/ Fri, 14 Oct 2011 15:13:23 +0000
http://bapt.pl/?page_id=269



269






80
1


0














Watson Tomasz http://old.bapt.pl/czytelnia/watson-tomasz/ Fri, 14 Oct 2011 15:14:53 +0000
http://bapt.pl/?page_id=272



272






80
7


0














Wesley Jan http://old.bapt.pl/czytelnia/wesley-jan/ Fri, 14 Oct 2011 15:15:58 +0000
http://bapt.pl/?page_id=275



275






80
8


0














Kalwin Jan http://old.bapt.pl/czytelnia/kalwin-jan/ Fri, 14 Oct 2011 15:21:59 +0000
http://bapt.pl/?page_id=282



282






80
2


0














Krótki wykład o Wieczerzy Pańskiej (1540) http://old.bapt.pl/czytelnia/kalwin-jan/krotki-wyklad-o-wieczerzy-panskiej/ Fri, 14 Oct 2011 15:23:31 +0000
http://bapt.pl/?page_id=284

WSTĘP Pojmowanie znaczenia sakramentu Komunii (Wieczerzy) Świętej wskutek wielu błędnych nauk przez długi szereg lat było przeinaczane, a w początkach XVI wieku stało się przedmiotem gorącej i ostrej wymiany myśli. Nic więc dziwnego, że wiele chwiejnych i słabych serc nie może zdecydować się na przyjęcie takiego lub innego tłumaczenia tej Tajemnicy Pańskiej i woli pozostać w wątpliwości i niepewności aż do czasu, kiedy spór ten ustanie i słudzy Boży co do tego punktu osiągną pewne porozumienie. Wskutek takiego stanu rzeczy rodzi się poważne niebezpieczeństwo ustawicznego pozostawania w zupełnej nieświadomości co do Tajemnicy, której należyte zrozumienie jest tak koniecznie potrzebne do naszego zbawienia. Z tego powodu uważałem za rzecz pożyteczną główne punkty nauki o Komunii Świętej krótko lecz jasno wyłożyć, a to tym bardziej, iż wielu dobrze myślących ludzi, przez wzgląd na ważność kwestii, gorąco mnie do tego zachęcało. Chcąc przeto zadośćuczynić swym obowiązkom, nie mogłem się oprzeć temu życzeniu. Przede wszystkim uważam za konieczne podać plan, którego trzymać się zamierzam w opracowaniu tego przedmiotu.
  1. Pragnę najpierw wyłożyć, z jakiego powodu i w jakim celu Chrystus Pan Wieczerzę świętą ustanowił i jaki z przyjmowania jej osiągamy pożytek.
  2. Następnie postaram się wyjaśnić, w jaki sposób Ciało Chrystusa Pana w Wieczerzy Świętej zostaje podawane oraz
  3. kiedy do jej przyjęcia przygotowani jesteśmy.

POWÓD I CEL USTANOWIENIA WIECZERZY ŚWIĘTEJ

Pokarmem duszy naszej jest Chleb Żywota, Jezus Chrystus, zwiastowany i udzielany przez Słowo Boże jako wybrane ku temu narzędzie. W sakramencie Wieczerzy świętej ten chleb żywota podawany jest nam już nie tylko w nauczaniu i zwiastowaniu, lecz w ciele i krwi Chrystusa Pana. Dzięki temu osiągnąć mamy:
  • pewność zbawienia, które zjednane nam zostało przez ofiarę ciała i krwi Pańskiej,
  • upewnienie o nieskończonej względem nas miłości Bożej i Jego dobroci,
  • pobudzenie do życia w miłości i cnocie, jako uczestnicy ciała i krwi Tego, który stał się wcieleniem miłości Bożej, a w cnocie był doskonały.
W dobroci swej Bóg przyjął nas przez chrzest do swego Kościoła, do swego domu, który utrzymywać i którym rządzić sam pragnie. Przyjął nas do tego domu nie tylko jako sługi, lecz zarazem jako swe dzieci; więc jako dobry Ojciec musi nas zaopatrywać we wszystko, co do utrzymania życia jest nam potrzebne. Jednakże pokarm cielesny, którego wszyscy ludzie potrzebują, który tak złym, jak i dobrym udzielany bywa, nie stanowi jeszcze dla dzieci Bożych jakiegoś szczególnego dobra, chociaż jest świadectwem ojcowskiej dobroci Boga – że On i fizyczne potrzeby nasze zaspokaja i pozwala nam korzystać z tych wszystkich dóbr, które wraz z Jego błogosławieństwem stają się naszym udziałem; ale tak jak życie, do którego nas przez odrodzenie powołał, jest życiem duchowym, tak również i pokarm, przez który w tym życiu duchowym utrzymywani i umacniani być mamy, musi być pokarmem duchowej natury. Nie wolno nam bowiem zapominać, iż Bóg nie tylko do tego nas powołał, byśmy w przyszłości stali się uczestnikami dziedzictwa niebiańskiego, lecz i do tego, byśmy je już teraz posiedli, chociaż tylko w nadziei. On nam nie tylko przyrzekł życie wieczne, lecz już tu, na ziemi, nas w nie wprowadził, wyrwawszy nas z mocy śmierci (Ewangelia Jana 3:36 i 5:24), uczyniwszy dziećmi swymi i odrodziwszy przez nasienie nieśmiertelności, mianowicie przez Słowo Boże, które za pośrednictwem Ducha Świętego w serce nasze wszczepia. Do pielęgnowania i utrzymywania życia duchowego nie dość jest karmić ciało znikomymi, ulegającymi naturalnej przemianie pokarmami; dusza nasza wymaga doskonalszego, lepszego pokarmu. Całe Pismo święte świadczy o tym, że ów chleb duchowy, którym dusza nasza ma się karmić, jest właśnie owym Słowem, przez które Bóg nas odrodził. Tej prawdy dowodzi Pismo święte głosząc, że w Słowie Bożym Jezus, który jest jedynym żywotem naszym, zostaje nam darowany i podawany, gdyż prawdziwe życie mamy w Bogu jedynie. Z wyroku Bożego w Jezusie Chrystusie zamieszkała cała pełnia i moc życia, aby przez Niego mógł nas Bóg życiem tym obdarzyć. Przeto Słowo swe uczynił Bóg narzędziem, dzięki któremu naszym udziałem staje się sam Jezus Chrystus oraz wszelkie dary laski. Z tego wynika pewnik niezaprzeczalny, że dusza żadnym innym pokarmem żywić się nie może, jak tylko Jezusem Chrystusem, i dlatego Ojciec nasz niebieski w swej ku nam pieczołowitości nie daje nam żadnego innego pokarmu dla duszy, lecz rozkazuje zadowolić się wyłącznie Słowem Bożym, gdyż ono do duchowego umocnienia i pokrzepienia naszego najzupełniej wystarcza; bez niego nigdy nie możemy się obejść ani nasycić niczym innym. Jezus Chrystus jest więc naszym jedynym pokarmem duchowym, a ponieważ On przez Słowo Boże, jako przeznaczone do tego celu narzędzie, zostaje nam udzielony, przeto w Słowie tym nazywa się chlebem i wodą (Jan 6:35,48,51 oraz 4:10; Obj. 22:17). To, co powiedziano o Słowie, stosuje się również do sakramentu Wieczerzy świętej, przez którą Pan wprowadza nas w społeczność z Jezusem Chrystusem. Jesteśmy bowiem tak słabi i duchowo niedoskonali, że gdyby Chrystus tylko w nauce i zwiastowaniu został nam postawiony przed oczy, nie moglibyśmy Go przyjąć w prawdziwej, serdecznej ufności. Dlatego Bóg w miłosierdziu swoim, uwzględniając naszą duchową niedoskonałość, do Słowa swego dołączył jeszcze znak widzialny, przez który daje nam poznać istotę swych obietnic; pragnie On nas w ten sposób uwolnić od wszelkiej niepewności i zwątpienia, a mocą i ufnością napełnić nasze serca. Głęboka i niepojęta to tajemnica, że z ciałem i krwią Chrystusa mamy się zespolić, ponieważ więc nasza świadomość w pojmowaniu rzeczy Bożych jest tak niezmiernie słaba, przeto i ta tajemnica musiała być nam podana w formie odpowiadającej naszemu pojęciu, by stać się mogła jasna i zrozumiała. Dlatego właśnie ustanowił Pan Wieczerzę świętą, żeby potwierdzić obietnice, że pragnie nas uczynić uczestnikami ciała i krwi swojej, i aby dać nam zapewnienie, że w ciele i krwi Jego zawiera się prawdziwy pokarm dla naszej duszy, abyśmy, posiadając tak wspaniały zadatek zbawienia, posiedli pewność zbawienia. Przez Wieczerzę świętą pragnie też Bóg wpoić w nas poczucie swej nieskończonej względem nas dobroci, tak iżbyśmy chwałę i sławę Jego ustawicznie opowiadali. Na koniec pragnie On nas upomnieć, byśmy, stawszy się członkami Chrystusowymi, wiedli swe życie w niewinności, świętości, a przede wszystkim w braterskiej jedności i miłości. To ostatnie upomnienie najwięcej na sercu leżeć nam powinno. Jeżeli te trzy względy, które Pan miał na widoku ustanawiając Komunię świętą, staną się dla nas należycie jasne, wówczas poznamy, jak wielkie z niej spływa na nas błogosławieństwo oraz kiedy i w jaki sposób prawdziwy pożytek osiągnąć z niej możemy.

BŁOGOSŁAWIONE SKUTKI WIECZERZY ŚWIĘTEJ

Błogosławione skutki Wieczerzy świętej polegają na tym:
  • że kieruje ona oczy naszego serca na Krzyż, czyli na śmierć krzyżową i zmartwychwstanie Chrystusa, będące znakiem i rękojmią naszego usprawiedliwienia przed Bogiem oraz naszej nieśmiertelności;
  • że chociaż z natury jesteśmy niezdolni do uświęcenia, zostajemy jednak dopuszczeni do udziału we wszystkich, dobrodziejstwach Bożych, których wyobrazicielem jest Chrystus Pan.
Warunkiem osiągnięcia za pośrednictwem Wieczerzy świętej tych darów łaski jest to, aby w niej Chrystus sam stał się naszą własnością. On więc musi być treścią i istotą tego sakramentu, a dary łaski Bożej, które przezeń spływają na nas i są owocem Jego cierpień i śmierci, będą sakramentu tego następstwem. Przy tym nasza dusza zespolić się musi zarówno z duchem Chrystusa (gdyż dary łaski Bożej przezeń ofiarowane są natury duchowej), jak i z ciałem Jego, gdyż przez nie Chrystus, jako człowiek, aktem bezwzględnego posłuszeństwa zadośćuczynił sprawiedliwości Bożej za nasz grzech nieposłuszeństwa. To jednak bynajmniej nie prowadzi do uznania chleba i wina przy Wieczerzy świętej za ciało i krew Chrystusa. Ten chleb i to wino są tylko znakami i rękojmią obecności Ciała Chrystusowego. Oddzielenie widomego znaku od tego, co on oznacza, jest niemożliwe i to właśnie stanowi sakramentalność tych znaków widzialnych; ale odróżnienie jednego od drugiego jest konieczne, by znaku nie przyjmować za istotę rzeczy i przez to nie wstąpić na drogę bałwochwalstwa. Tylko w takim zespoleniu się nie tylko z duchem Chrystusa, objawionym w Ewangelii, lecz zarazem z ciałem i krwią Jego, jako zadatkami i rękojmią naszego zbawienia, stajemy się dopiero uczestnikami owych trzech darów, o których na samym początku mówiliśmy:
  • zyskujemy całą pewność tych darów łaski, które przez Chrystusa na nas spływają, mianowicie: odpuszczenia grzechów, zbawienia i życia wiecznego i umocnienia wiary;
  • zostajemy utwierdzeni we wdzięczności za doznane dobrodziejstwa, pobudzeni do dziękczynienia za nie i do wyznania tego przed światem;
  • pobudzeni zostajemy do życia świątobliwego (życia w poświęceniu), które objawić winniśmy w uczynkach miłości.
W rozdziale niniejszym należy przede wszystkim wskazać, jakie korzyści zapewnia nam Wieczerza święta, jak błogosławione są jej owoce, jeśli tych korzyści rzeczywiście pożądamy. Tylko wówczas, gdy wnikniemy w niedolę duchową, którą Wieczerza święta ma usunąć, możemy należycie ocenić korzyści z niej płynące. Wielki, zaiste, niepokój sumienia ogarnąć nas musi, gdy zastanowimy się, czym jesteśmy i co w nas mieszka. Nikt ze śmiertelnych nawet iskierki sprawiedliwości doszukać się w sobie nie może, jesteśmy wszyscy tak grzechem skalani, tyle występków ciąży na sumieniu naszym, że innego oskarżyciela nad własne sumienie nie potrzebujemy; ono nas oskarża, sądzi i potępia. Słusznie więc gniew Boży spoczywa na nas i nikt z nas śmierci wiecznej uniknąć nie może. Gdyby nie to przytępienie zmysłu duchowego, gdyby nie ta ospałość duchowa, w jaką obcowanie ze światem nas wprowadza, to myśl ta okropna musiałaby się stać dla nas źródłem piekielnych udręczeń, musiałaby napełniać całe życie nasze goryczą. Nie możemy bowiem myśleć o sądzie Bożym nie stawiając sobie jednocześnie przed oczy naszego potępienia. I w tej otchłani śmierci musielibyśmy pozostać, gdyby Bóg dobrotliwy nie był nas z niej wybawił. Jakże byśmy mogli żywić nadzieję zmartwychwstania, gdybyśmy tylko na ciało nasze, które ulega rozkładowi i pastwą robactwa się staje, uwagę zwracać mieli. Jeżeli w tej nadziei na sobie tylko polegamy, jesteśmy na duszy i ciele więcej niż nędzni. I to przeświadczenie o naszej nędzy i niemocy może przejąć nasze serca tylko smutkiem i obawą. Żeby takiemu stanowi ducha dopomóc, by go pokrzepić i umocnić, obdarza nas Ojciec niebiański Wieczerzą świętą, abyśmy w niej, jak w zwierciadle, ujrzeli Pana Jezusa, który ukrzyżowany został, by grzech i występki nasze zgładzić; zmartwychwstał zaś, by nas wyswobodzić od śmierci i zniszczenia i uczynić uczestnikami nieśmiertelności. Osobliwa, szczególna pociecha, jaką z Wieczerzy świętej czerpiemy, polega na tym, że kieruje ona oczy naszego serca na Krzyż i zmartwychwstanie Chrystusa, że prowadzi nas do Niego, by zaświadczyć, iż Bóg, mimo grzechów, którymi jesteśmy obciążeni, usprawiedliwia nas i przyjmuje; że w śmierci pogrążonych powołuje do życia, a obarczonych cierpieniem i utrapieniem – obdarza pełną szczęśliwością. Musimy się jednak jeszcze dokładniej wyrazić. Ponieważ nie jesteśmy zdolni do spełnienia jakiegokolwiek czynu dobrego, nie władamy niczym, co by nas uświęcić mogło, przeto Wieczerza święta daje nam tę pewność, że pomimo to posiadamy wszystko, co pożyteczne i zbawienne, jeśli tylko stajemy się uczestnikami cierpień i śmierci Chrystusa. Dlatego powiedzieć możemy, że przez Wieczerzę świętą otwiera nam Pan wszelkie skarby swej łaski niebiańskiej, dopuszczając do udziału w bogactwach i dobrodziejstwach, których wyobrazicielem jest Jezus Chrystus. Powinniśmy więc pamiętać, że Wieczerza Pańska jest jakby zwierciadłem, w którym Jezusa Chrystusa oglądamy – Jezusa, który ukrzyżowany został, aby uratować nas od potępienia: zmartwychwstał zaś, by wyjednać nam usprawiedliwienie i życie wieczne. Łaska ta wprawdzie jest nam już w Ewangelii ofiarowana, lecz w Wieczerzy Pańskiej zyskujemy o wiele większą pewność tej łaski i osiągamy z niej obfitszą korzyść, tak iż słusznie zupełnie spożywaniu Wieczerzy świętej przypisujemy szczególną i wyjątkową skuteczność. Ale dary łaski Chrystusowej, których dostępujemy przez spożywanie Wieczerzy świętej, wówczas tylko stają się naszym udziałem, jeżeli przedtem Chrystus sam stał się naszą własnością. I dlatego Chrystus w Wieczerzy świętej musi nam być naprzód darowany, jeśli to wszystko, o czym dopiero co mówiliśmy, ma się w nas rzeczywiście spełnić. Uważam tedy Pana Jezusa za treść i istotę sakramentów, a za ich skutki poczytuję te dary łaski i błogosławieństwa, które przez Pana Jezusa stają się naszym udziałem. Skuteczne działanie Wieczerzy świętej polega na tym, iż potwierdza ona nasze pojednanie z Bogiem, dokonane przez cierpienie i śmierć Chrystusa. Upewnia nas ona, iż przez krew Jego zyskaliśmy oczyszczenie naszych dusz i że Jego posłuszeństwo zjednało nam usprawiedliwienie. Krótko mówiąc, Wieczerza święta zapewnia i jakby pieczęcią stwierdza nadzieję naszego zbawienia, którą opieramy na wszystkim, co Chrystus dla nas uczynił. Dlatego istota sakramentu, czyli sam Chrystus, musi być ściśle związana ze skutkami jego działania, inaczej bowiem nic pewnego przez sakrament osiągnąć byśmy nie mogli. Dochodzimy więc do wniosku, że w Wieczerzy świętej dwie rzeczy są podawane:
  • Jezus Chrystus, jako źródło i istota wszelkiego dobra oraz
  • owoc i skutki Jego cierpień i śmierci.
Stwierdzają to słowa ustanowienia Wieczerzy świętej. Gdy bowiem Chrystus polecił nam spożywać ciało i pić krew swoją, dodał zarazem, iż ciało to zostało za nas ofiarowane, a krew za nas przelana na odpuszczenie grzechów (Mat. 26:26-28; Mk 14:22-24; Łuk. 22:19-20). W jaki sposób Chrystus Pan wskazuje nam, że powinniśmy spożywać Jego ciało i pić Jego krew z całym przekonaniem, i że jednocześnie przyjmujemy również te owoce, które pozyskaliśmy przez Jego cierpienie i śmierć. Zauważyć jednak musimy, iż ten drogocenny owoc tylko wówczas możemy posiąść, gdy w ciele i krwi Chrystusa bierzemy udział, gdyż z nich dopiero owoc ten wyrasta. Zbliżyliśmy się więc do pytania, które w dawnych i nowszych czasach tak często było i jest roztrząsane, mianowicie: jak należy rozumieć słowa, w których Chrystus nazywa chleb i wino ciałem i krwią swoją? Na pytanie to odpowiemy bez trudności, jeśli trzymać się będziemy ściśle tego, co wyżej zostało wykazane, mianowicie, że błogosławione skutki Wieczerzy świętej, których w niej szukamy, wniwecz się obrócą, jeżeli w Wieczerzy tej Jezus Chrystus – jako jej treść i podstawa – ofiarowany nam nie jest. Skoro więc mamy tę pewność, to zaprzeczając, że w niej dostępujemy rzeczywistej społeczności z Chrystusem Panem, uczynilibyśmy z Wieczerzy świętej zbyteczną i bezwartościową formalność; byłoby to nawet wstrętne i godne potępienia bluźnierstwo. Jeżeli jednak wejście w społeczność z Jezusem Chrystusem ma na celu zapewnienie nam uczestnictwa we wszystkich darach łaski, które On przez swoją śmierć dla nas wyjednał, to nie da się zaprzeczyć, że zespolenie się z Nim jest zespoleniem się naszego ducha z Jego duchem. Zarazem jednak musimy koniecznie i z Jego ludzką naturą być zespoleni, gdyż On jako człowiek całkowicie Ojcu był posłuszny, by ofiarować Mu zadośćuczynienie za nasz grzech. Jedno bez drugiego, to jest zespolenie z duchem bez zespolenia się z ciałem, jest niemożliwe, gdyż jeśli Chrystus oddaje się nam na własność, to czyni to w tym celu, byśmy Go całkowicie posiedli. Jak jest powiedziane, że duch Jego jest naszym żywotem (II Kor. 3:6; Jan 6:63), tak też z ust Jego wyszły słowa: „Ciało moje jest prawdziwym pokarmem i krew moja prawdziwym napojem” (Jan 6:53-56). Jeżeli słowa te nie mają pozostać słowami bez treści, to dusza nasza musi się karmić ciałem i krwią Jego jako swym prawdziwym i właściwym pokarmem, by Chrystus stał się życiem naszym. To właśnie jest nam wyraźnie przy Wieczerzy Pańskiej oznajmiane, gdy mówi się o chlebie i winie: „Bierzcie i jedzcie, to jest ciało moje”, a o kielichu: „Bierzcie i pijcie, to jest krew moja”, żebyśmy w tym ciele i krwi Chrystusa nauczyli się szukać treści i istoty naszego życia duchowego. Ale na pytanie, czy chleb jest ciałem, a wino krwią Chrystusa Pana, odpowiadamy, że chleb i wino są tylko widomymi znakami, które nam to ciało i krew przedstawiają. Nazywają się zaś one ciałem i krwią, ponieważ są niejako narzędziami, za pomocą których Jezus Chrystus daje nam swe ciało i krew. Ten znak zewnętrzny i sposób wyrażenia go jest nadzwyczaj trafnie obmyślony, gdyż przezeń nasza społeczność z ciałem Jezusa Chrystusa, co dla zmysłów naszych jest czymś nie do pojęcia, zostaje nam namacalnie przed oczy postawiona. Przykład podobnej natury niech objaśni nam to, co powiedziano wyżej: Pan chciał, aby Duch Jego ukazał się podczas chrztu Jezusa; więc przedstawił Go nam w postaci gołębia. Jan Chrzciciel, który o tym zdarzeniu opowiada, mówi: „Widziałem Ducha Świętego, zstępującego nań”. Zastanowiwszy się głębiej nad tymi słowami, przyjdziemy do wniosku, iż Jan Chrzciciel widział tylko gołębia, gdyż w istocie Duch Święty jest niewidzialny. Ponieważ jednak wiedział, iż to, co widział, nie było bynajmniej złudzeniem, lecz pewnym znakiem obecności Ducha Świętego, nie waha się twierdzić, iż widział Ducha Świętego, bo sposób przedstawienia się Go był taki, jaki odpowiadał pojęciu Jana Chrzciciela (Jan 1:32). Zupełnie tak samo jest ze społecznością, jaką mamy z ciałem i krwią Chrystusa. To zespolenie jest duchową tajemnicą, niedostępną ani dla oka, ani dla umysłu ludzkiego. W celu uświadomienia sobie naszej duchowej niemocy, tajemnica ta została nam przedstawiona pod postacią znaków widzialnych w taki jednak sposób, by na znaku nie poprzestawać, lecz związać go z tym, co on rzeczywiście oznacza. A więc, słusznie chleb nazywany jest ciałem, gdyż nie tylko nam to ciało przedstawia, czyli uzmysławia, lecz zarazem podaje nam istotne ciało Chrystusa. Zgadzając się, że nazwa „ciało Chrystusowe” do chleba słusznie jest zastosowana, gdyż chleb jest znakiem i rękojmią obecności ciała Chrystusowego, kładziemy jednocześnie nacisk na to, iż jest niedopuszczalne i niemożliwe oddzielanie ustanowionych przez Pana sakramentów od ich prawdziwej istoty. Odróżnianie jednego od drugiego jest nie tylko słuszne, ale i potrzebne dla uniknięcia wzajemnego ich łączenia; błędem jednak jest oddzielanie ich w ten sposób, by były wyodrębnione. Gdy widzimy znak, musimy myśleć o tym, co on ma przedstawiać i kto go nam daje. Chleb w sakramencie Wieczerzy Pańskiej jest podawany, by nam ukazywał ciało Chrystusowe, a nawet rozkazano przy tym, byśmy to ciało Chrystusowe spożywali. Chleb ten dany nam został od Boga, który jest wieczną i nieodmienną prawdą. Skoro jednak Bóg ani kłamać, ani zwodzić nie może, przeto wynika stąd [wniosek], że spełni również i to, co nam w Wieczerzy świętej podaje. A więc, musimy w Wieczerzy świętej rzeczywiście przyjmować ciało i krew Chrystusa, ponieważ przez nią Bóg pragnie nas zespolić z ciałem i krwią Chrystusa. Jakie znaczenie miałoby spożywanie chleba, i picie wina, gdyby ukazywało tylko tę prawdę, iż ciało Chrystusa jest naszym pokarmem, a Jego krew naszym napojem? Gdyby nam nic innego nad chleb i wino nie podawano, to o duchowym charakterze Wieczerzy Pańskiej nie mogłoby być mowy. Czyż wówczas nie posługiwałby się Pan znakami kłamliwymi ustanawiając Wieczerzę świętą? Musimy więc przyjąć, że jeżeli środki zewnętrzne, którymi się Bóg przy Wieczerzy świętej posługuje, zupełnie odpowiadają prawdzie, wówczas wewnętrzna istota sakramentu musi być ściśle związana ze znakami zewnętrznymi. Jak więc jest rzeczą pewna, iż chleb ręką podawany nam zostaje, tak samo jest rzeczą pewną, że w sakramencie tym ciało Chrystusa nam się oddaje, żebyśmy mieli z Nim społeczność, a tym samym zdobyli pokarm dla duszy. To przekonanie niech nam starczy za dowód, że Jezus Chrystus w Wieczerzy świętej obdarza nas prawdziwą istotą ciała i krwi swojej, żebyśmy Go całkowicie i zupełnie posiedli, i dzięki temu osiągnęli wszystkie dary Jego łaski. Jeśli bowiem Jego posiadamy, wówczas całe bogactwo darów Bożych, w Nim ukrytych, dostaje się nam w udziale. Tak więc, najgłówniejszym darem, który przez spożywanie Wieczerzy świętej otrzymujemy, jest ten: w niej Jezus Chrystus zostaje nam dany, a wraz z Nim cała pełnia wszelkich darów łaski, jakich tylko serce nasze zdolne jest pożądać. Jednocześnie zyskujemy w niej silną podporę, którą w Chrystusie mieć winniśmy. Drugi dar, który nam Wieczerza święta przynosi, objawia się w tym, iż przez nią pobudzeni zostajemy do głębszego uznania tych dobrodziejstw, których od Jezusa doznaliśmy i codziennie doznajemy, a zarazem do wielbienia Go za te dobrodziejstwa tak, jak Go wielbić należy. Z natury swej bowiem jesteśmy tak bezprzykładnie leniwi, że sami z siebie nie bylibyśmy w stanie zastanowić się nad dobrocią Bożą, gdyby On nas z tej obojętności nie wyrwał i nie pobudził do czynienia tego, co jest naszym obowiązkiem, i nie może On dać nam silniejszego bodźca do wyrwania się z tej obojętności, z tego duchowego lenistwa, jak stawiając nam przed oczy i czyniąc dotykalnym ten nieoceniony skarb, przez który karmi nas swą własna istotą, bo ciałem i krwią swoją. To właśnie daje nam do zrozumienia, gdy mówi: „Śmierć Pańską opowiadajcie, aż przyjdzie” (1 Kor. 11:26). Uznanie darów łaski Bożej, zachowanie ich w pamięci i wysławianie między ludźmi dla wspólnego budowania się – jest rzeczą wielce dla nas zbawienną. Łącznie z tym uznać więc musimy jeszcze jeden szczególny pożytek z pożywania Wieczerzy świętej, mianowicie: chroni nas ona od niewdzięczności, nie dopuszcza, byśmy zapominali o dobrodziejstwie, które nam zjednał Pan nasz, Jezus Chrystus, umierając za nas. Wieczerza święta pobudza nas do dziękczynienia i otwartego przed światem wyznawania, jak wiele Zbawicielowi naszemu zawdzięczamy, i do stwierdzenia naszej przynależności do Niego. Trzecim darem, który z Wieczerzy świętej na nas spływa, jest ten, iż wzywa nas ona do życia świątobliwego, do miłosierdzia i bratniej miłości. Ponieważ przez Wieczerzę świętą stajemy się członkami Chrystusowymi, wcielonymi weń i z Nim – jako Głową naszą – złączonymi, przeto godzi się, byśmy w czystości i niewinności naszej upodobnili się do Niego i posiedli przede wszystkim taką miłość i jedność wzajemną, jaka łączyć i zdobić winna członki jednego i tego samego ciała. Chcąc należycie ocenić powyższe dary, przez sakrament Wieczerzy świętej na nas spływające, nie powinniśmy myśleć, że Bóg pragnie tylko tymi zewnętrznymi znakami serca nasze pobudzić i rozpłomienić. Główna rzecz leży raczej w tym, że On przez Ducha Świętego dzieło swe w nas wykonuje tak, by sakrament okazał się w nas skuteczny, i posługuje się tym sakramentem jako narzędziem, by dzieła swego w nas dokonać. Skoro więc moc Ducha Świętego jest połączona z sakramentami, jeśli je godnie przyjmujemy, to musimy mieć nadzieję, iż znajdujemy w nich doskonałe środki i silną pomoc przy wzrastaniu i rozwijaniu się świętości naszego życia, przede wszystkim zaś przy wzrastaniu i doskonaleniu się w miłości.

GODNE I NALEŻYTE SPOŻYWANIE WIECZERZY ŚWIĘTEJ

Przechodzimy do trzeciego punktu naszych badań: chcemy mówić o należytym i godnym spożywaniu ustanowionej przez Pana Wieczerzy świętej. Kto z lekceważeniem lub obojętnością przystępuje do tego sakramentu i nie jest gotowy pójść chętnie za Panem tam, dokąd On go wzywa, ten znieważa sakrament i przez to nadużycie pozbawia go świętości. Znieważenie i profanowanie tego, co Bóg uświęcił, jest gorszącym świętokradztwem. Nie bez powodu wypowiada święty Paweł wyrok potępienia dla tych, którzy Wieczerzy świętej używają niegodnie (I Kor. 11:27,28). Skoro bowiem ani na niebie, ani na ziemi nie ma niczego cenniejszego i godniejszego nad ciało i krew Chrystusa, przeto musi być ciężkim grzechem przyjmować ten dar nierozważnie, bez gruntownego przygotowania się oraz wniknięcia w samego siebie. Apostoł napomina nas, byśmy z całą powagą badali samych siebie w celu należytego spożywania Wieczerzy Pańskiej, jak przystoi. Skoro poznamy, jakiego rodzaju ma to być badanie samego siebie, pojmiemy, co rozumieć należy przez godne używanie tego sakramentu. Otóż w tym punkcie właśnie zaleca się wielką ostrożność. Badanie samych siebie w sposób, w jaki nam Pan nakazuje, nie znaczy, że mamy to robić ze zbyt wielką przezornością i starannością. Pod tym względem różni wykrętni i sofistycznie usposobieni nauczyciele zdołali wprowadzić chwiejne i słabe sumienie ludzkie w rozstrój i niepokój, udręczając i męcząc je żądaniem takiego badania samych siebie, jakiego nikt skutecznie uczynić nie jest w stanie. Żeby w tym względzie stawić czoła wszelkim niepokojom sumienia, musimy, jak to wyżej już powiedziano, wszystko ześrodkować w tym, by rozkaz Pański spełnić, mając na widoku ten cel, jaki miał Chrystus przy ustanawianiu Wieczerzy świętej. Nigdy nie zbłądzimy, gdy tej drogi trzymać się będziemy. A więc, musimy sprawdzić, czy nasze serce ożywia skrucha pełna prawdy i szczerości wobec samych siebie oraz prawdziwa wiara w naszego Pana, Jezusa Chrystusa. Te dwie rzeczy są tak ściśle z sobą złączone, że jedna bez drugiej ostać się nie może. Jeśli mianowicie wierzymy, że całe nasze życie spoczywa w Jezusie Chrystusie, musimy zarazem przyznać, że sami z siebie sił do życia zaczerpnąć nie możemy, tj., że jesteśmy martwi. Jeżeli w Nim jedynie mamy szukać umocnienia, musimy uznać, żeśmy bezsilni w walce duchowej, jaką sami z sobą staczać musimy. Jeżeli przyznajemy, że całe nasze szczęście, zbawienie i uświęcenie zależą wyłącznie od łaski Chrystusa, to uznać też musimy, że bez tej łaski pozostalibyśmy nędzni i zgubieni. O ile w Chrystusie znajdujemy spokój i zadowolenie, o tyle pozostawieni sami sobie – odczuwamy w sercach tylko niepokój i trwogę. Takie poczucie wewnętrznej skruchy powstać w nas nie może, póki nie rozbudzi się w nas przede wszystkim niezadowolenie z dotychczasowego życia, następnie bojaźń i troska, wreszcie tęsknota i umiłowanie sprawiedliwości. Kto bowiem odczuje całą hańbę grzechu i własną nędzę, gdy jest od Boga odłączony, tego ogarnie taki wstyd i upokorzenie, iż brzydzi się sam sobą, potępia siebie i w ciężkim utrapieniu duszy szuka ulgi w westchnieniach i żalu serdecznym. Przy tym w chwilach takich myśl o sądzie Bożym narzuca nam się z siłą nieprzepartą, a sumienie, brzemieniem win obarczone, napełnia się niewysłowioną trwogą i niepokojem, nie znajduje ani miejsca ucieczki, ani środka obrony. Gdy takim poczuciem swojej nędzy zostaliśmy łaskawie przez Boga obdarzeni, dopiero wtedy rodzi się w nas pragnienie urządzenia życia według Jego świętej woli, zaczynamy dążyć do wyrzeczenia się całego dotychczasowego sposobu życia, by w Chrystusie stać się nowym stworzeniem. Jeżeli więc chcemy wziąć godny udział w Wieczerzy świętej, musimy ze szczerą i serdeczną ufnością przyznać, że Pan Jezus jest naszym jedynym usprawiedliwieniem, że jest naszym życiem i zbawieniem, musimy obietnice Jego, jako pewne i prawdziwe, przyswoić sobie zupełnie, a wszelką ufność w cokolwiek innego – odrzucić. Gdy taka nieufność względem samych siebie i względem wszelkiego ziemskiego stworzenia nami owładnie, tylko wówczas znajdziemy dla duszy zupełny spokój w Jezusie i wyłącznie na Jego łasce poprzestaniemy. To jednak stanie się możliwe dopiero wtedy, gdy uznamy, iż potrzebujemy Jego pomocy. Dlatego serce nasze musi być żywo przejęte poczuciem własnej nędzy, byśmy odczuć mogli głęboką potrzebę pomocy Pańskiej. Pożądać pokarmu możemy tylko wówczas, gdy odczuwamy potrzebą jedzenia, do czego jednak potrzebny jest nie tylko czczy, lecz i zdrowy, gotów do przyjęcia pokarmu organizm. Bo czyż nie byłoby śmieszne żądać pokarmu, nie czując łaknienia? Dobry apetyt objawia się nie tylko wtedy, gdy żołądek jest pusty, lecz także zdrowy i zdolny do przyjęcia pokarmu. Tak też i dusza nasza musi być morzona głodem i z całą ufnością pożądać pokarmu, jeśli w Wieczerzy Pańskiej znaleźć go pragnie. Ale pragnienie połączenia się z Jezusem Chrystusem może w nas powstać tylko wówczas, gdy gonimy za sprawiedliwością Bożą, która polega na wyrzeczeniu się własnego „ja”, na całkowitym posłuszeństwie wobec woli Bożej. Pojęcie zespolenia się z Chrystusem wyłącza możliwość życia zdrożnego i wyuzdanego. Chrystus jest uosobieniem czystości, dobroci, skromności, prawdy, pokory i wszystkich cnót pokrewnych tym cnotom. Jeżeli więc pragniemy stać się członkami Chrystusowymi, wówczas obce nam muszą się stać: zarozumiałość, nieumiarkowanie, kłamstwo, duma i tym podobne występki. Obok Chrystusa występków tych ścierpieć w sobie nie możemy bez zgotowania Mu wstydu i hańby. Musimy pamiętać ustawicznie, że Chrystusa z niesprawiedliwością pogodzić się nie da tak samo, jak nie da się nigdy pogodzić światła z ciemnością. Tylko wówczas dojdziemy więc do prawdziwej skruchy, gdy swe życie zdołamy ukształtować na wzór życia Chrystusa Pana. To żądanie dotyczy wprawdzie wszystkich stron naszego życia, ale przede wszystkim stosuje się do miłości, która w Wieczerzy świętej uwydatnia się i zaleca; z tego powodu też Wieczerza jest nazwana węzłem miłości. Jak chleb, dla wszystkich do wspólnego użytku przeznaczony, powstał z wielu ziaren, których rozróżnić niepodobna, tak i my pomiędzy sobą związani być winniśmy nierozerwalnym węzłem braterskiej miłości, a to tym bardziej, iż w Wieczerzy świętej wszyscy jedno i to samo ciało Chrystusowe przyjmujemy po to, byśmy wszyscy stali się Jego członkami. Jeżeli więc, mimo to, panują między nami rozterki i niezgoda, stajemy się, mimo naszej woli, winni tego, że jedność Chrystusowa, czyli doskonałość życia Chrystusowego, zostaje w nas rozerwana, że Jezus Chrystus w nas zostaje rozczłonkowany. Nie powinniśmy więc odważyć się na przystępowanie do Wieczerzy świętej, dopóki tli w nas chociażby drobna iskierka urazy, nienawiści lub zawziętości względem kogokolwiek, a zwłaszcza względem tego, kto do społeczności i jedności kościelnej z nami należy. W celu jednak zupełnego i rzetelnego spełnienia rozkazu Pańskiego winniśmy też z całego serca być przygotowani do wyznania ustami i czynami, jak wiele zawdzięczamy naszemu Zbawicielowi. Dziękczynienie nasze winniśmy składać Mu nie tylko po to, by Jego święte Imię było między nami chwalone, lecz i dlatego, byśmy innych budowali i przykładem swym wskazywali im, co czynić powinni. Żaden wszakże człowiek na ziemi ani w wierze, ani w uświęceniu swym nie jest tak zaawansowany i tak doskonały, by w takim lub innym kierunku nie uległ ułomnej naturze. Gdybyśmy więc nie złagodzili nieco naszych zapatrywań na kwestie wiary i pokuty, zrodzić by się mogło niebezpieczeństwo rozbudzenia trwogi i niepokoju w sumieniu ludzi bogobojnych. Dlatego wielce niebezpieczna jest nauka tych, co kładąc nacisk na doskonałość pokuty i doskonałość wiary, od uczestnictwa Chrystusowego wyłączają wszystkich, którzy do tej doskonałości nie doszli. W tym przypadku należałoby bowiem wyłączyć każdego bez wyjątku, bo któż może się poszczycić, że jest wolny od grzechów i ułomności, a dla niewiary zupełnie niedostępny. Dzieci Boże są niewątpliwie przeświadczone o tym, iż codziennie modlić się muszą: „Panie! Pomóż niedowiarstwu memu” (Mk 9:24; Łuk. 17:5). Choroba niewiary jest w naturze naszej tak głęboko zakorzeniona, że zostaniemy z niej uleczeni dopiero wtedy, gdy wyswobodzimy się z więzów ciała. Sprawa uświęcenia, czyli wzrostu w wierze i bogobojności, wymaga od chrześcijan, by codziennie prosili Boga o odpuszczenie grzechów i pomnożenie łaski. Jedni są bardziej doskonali, drudzy mniej, ale nie ma wśród ludzi takiego, który by nie upadał i nie błądził. Gdybyśmy mieli przystępować do Wieczerzy Pańskiej z wiarą doskonałą i niczym nie skalaną świątobliwością, wówczas sakrament ten byłby zupełnie nieużyteczny. Tak jednak nie jest, gdyż nie mamy żadnego daru Pańskiego, udzielonego Kościołowi, który by był cenniejszy od daru Wieczerzy Pańskiej. Chociaż więc czulibyśmy, iż wiara nasza jest słaba i niedoskonała, chociaż nieczyste sumienie oskarżałoby nas o wiele upadków i grzechów, nie powinno nas to wstrzymywać od przystąpienia do stołu Pańskiego, bylebyśmy tylko czuli w swym sercu, iż bez wszelkiej obłudy i dwulicowości jedynie szukamy w Chrystusie i od Niego tylko oczekujemy zbawienia i według wskazówek Ewangelii żyć zamierzamy. Nie bez celu mówimy: „bez obłudy”, gdyż wielu ludzi obałamuca swoje sumienie nierozsądnymi iluzjami i wmawia w siebie, iż dostateczną jest rzeczą grzech w zasadzie potępić, nawet gdy się stale w grzechach żyje; lub też, iż wystarcza przez pewien czas od grzechu się wstrzymywać, by potem z całą pożądliwością w ten sam grzech wpaść. Tymczasem jest zupełnie przeciwnie: prawdziwa pokuta jest silna i stała, ona pobudzać nas winna do ustawicznej walki ze złem, które w nas tkwi, nie zaś do chwilowego zaniechania grzechów. Jeżeli jednak odczuwamy szczerze, iż pod wpływem bojaźni Bożej rozbudziło się w nas głębokie niezadowolenie i nienawiść grzechów oraz pragnienie podobania się we wszystkim Panu, a także pragnienie życia świątobliwego – wówczas jesteśmy przygotowani do wzięcia udziału w Wieczerzy Pańskiej bez względu na ułomności, którym ciało nasze podlega. I rzeczywiście, gdybyśmy nie byli ułomni i w wierze niedoskonali, wówczas pomoc tego sakramentu byłaby niepotrzebna, a ustanowienie go przez Pana Jezusa zbyteczne. Gdy jednak sakrament ten jest tak zbawiennym środkiem, za pośrednictwem którego Bóg przychodzi z pomocą w naszej niemocy, przez który umacnia naszą wiarę, pomnaża w nas miłość i pragnie nas skutecznie wspierać w pracy nad naszym uświęceniem, to musimy tym częściej nim się posiłkować, im więcej czujemy się uciśnieni własną niemocą. Pod żadnym pozorem nie powinniśmy się uchylać od brania udziału w Wieczerzy świętej. Gdybyśmy chcieli podawać naszą niedoskonałość duchową i słabą wiarę za przyczynę stronienia od stołu Pańskiego, byłoby to równie nieuzasadnione i dziwne, jak gdyby chory wzbraniał się przyjmować lekarstwo dlatego, że jest chory. Właśnie to poczucie słabości wiary i niedoskonałości uświęcenia powinno pobudzać nas do korzystania z Wieczerzy Pańskiej jako jedynie skutecznego środka, dzięki któremu braki te mogą być usunięte. Nie stawajmy tylko u stołu Pańskiego bez wiary i pokuty. Wiara ukryta jest w naszym sercu i potrzebna, by sumienie dało o niej świadectwo przed Bogiem. Pokuta zaś objawić się musi w czynach, nasze życie musi ją uwydatnić. Tyle powiedzieć możemy o godnym spożywaniu sakramentu Wieczerzy świętej. Co się zaś tyczy czasu, to znaczy pytania, kiedy mianowicie należy brać udział w Wieczerzy świętej, nie można wydawać ogólnie obowiązujących postanowień i terminów. Czasami zdarzyć się mogą okoliczności usprawiedliwiające niemożność wzięcia udziału w Wieczerzy Pańskiej. Nie mamy też wyraźnego rozkazu zniewalania chrześcijan do przyjmowania Komunii świętej za każdym razem, gdy ta bywa rozdzielana. Jeżeli jednak weźmiemy pod uwagę cel, ku któremu pragnie nas Pan doprowadzić przez sakrament Wieczerzy świętej, to przyznać musimy, że przyjmowanie tego sakramentu winno mieć miejsce częściej, niż to jest u wielu chrześcijan we zwyczaju. Im silniejsze poczucie naszej niemocy, tym częściej używać winniśmy tego, co ma i powinno służyć umocnieniu wiary, wzrostowi i uświęceniu naszego życia. Dlatego we wszystkich dobrze zorganizowanych zborach powinien panować dobry zwyczaj, by Wieczerza święta często była święcona, mianowicie w miarę więcej lub mniej odczuwanej przez zbór potrzeby. W każdym jednak razie każdy starać się winien do Wieczerzy Pańskiej przystępować zawsze, gdy bywa podawana. Chociaż, jak to już powiedziano, nie mamy wyraźnego rozkazu Pańskiego w tym względzie, lecz winniśmy mieć to przeświadczenie, iż wolą Pana jest, byśmy sakramentu tego często używali, w przeciwnym bowiem razie zaniedbujemy pożytek, jaki przezeń osiągamy. Usprawiedliwienia, przytaczane przez ludzi w tej mierze, są często bardzo lekkomyślne i nierozsądne. Jedni utrzymują, iż są niegodni tej łaski i przez cały rok trzymają się z dala od stołu Pańskiego. Inni uważają się wprawdzie za godnych, lecz utrzymują, iż przystępować do Wieczerzy Pańskiej nie mogą z takimi, którzy według ich przekonania nie przygotowują się należycie do tego sakramentu. Inni znów mniemają, iż jest rzeczą zbyteczną często przystępować do Wieczerzy Pańskiej, gdyż raz przyjąwszy Pana Jezusa, nie potrzeba tego ponawiać. Pierwszych, którzy się swą niegodnością zasłaniają, zapytuję: jakże wam sumienie wasze pozwala trwać dłużej niż rok w stanie ducha, pozbawionym wszelkiej pociechy, w stanie, w którym nie możecie odważyć się wzywać Boga w sposób należyty? Przyznacie chyba bowiem, że zuchwalstwem jest wzywać Boga jako Ojca waszego, gdy członkami Chrystusa nie jesteście. Członkami zaś Chrystusowymi stajemy się tylko wtenczas, gdy Wieczerza Pańska w swej prawdziwej treści stała się naszym udziałem. A gdy już posiadamy to, co stanowi istotę Wieczerzy Pańskiej, dlaczegóż nie mielibyśmy być godni przyjęcia jej znaku zewnętrznego? Widzimy więc, że kto z tego powodu uchyla się od Wieczerzy Pańskiej, iż mniema, jakoby był jej niegodnym, ten też pozbawia się prawa modlenia się do Boga. Daleki jestem od tego, by mających sumienie zaniepokojone wątpliwościami zmuszać pomimo to do lekkomyślnego przystępowania do Wieczerzy świętej, owszem, radzę im czekać tak długo, póki ich Pan z tych więzów nie wyswobodzi. Uznaję również, że należy odłożyć wzięcie udziału w Wieczerzy świętej, jeśli po temu istnieją przeszkody. Zależało mi tylko na tym, by zaznaczyć, iż nikt przez czas dłuższy nie powinien uspokajać sumienia swego tym, że do Wieczerzy Pańskiej nie przystępuje, nie czując się godnym, przez to bowiem odłącza się od społeczności kościelnej, w której całe nasze dobro spoczywa. Należy poważnie zwalczać wszelkie przeszkody, które nam w tym względzie szatan nasuwa, byśmy nie zostali wyłączeni od tego drogocennego skarbu, a tym samym od wszystkich darów łaski Bożej, które w skarbie tym są zawarte. Powody, którymi usprawiedliwiają się drudzy, są już nieco więcej uzasadnione. Mówią oni: jeżeli wzbronione jest spożywanie chleba powszedniego z ludźmi, którzy wprawdzie mienią się braćmi naszymi, lecz źle życie prowadzą, o ile więcej winniśmy się strzec spożywania z nimi Chleba Pańskiego, który na to został poświęcony, by przedstawiał nam ciało Chrystusowe i uczynił nas uczestnikami tego ciała. Odparcie takiego mniemania nie jest jednak zbyt trudne, gdy weźmiemy pod uwagę, że nie każdemu oddzielnie służy prawo rozporządzania, kogo dopuścić, a kogo odsądzić od prawa spożywania Wieczerzy Pańskiej. Przywilej ten przysługuje wyłącznie całemu zborowi lub też pasterzowi zboru wraz ze starszymi, którzy mu są dodani do prowadzenia zboru. Apostoł Paweł nie upomina nas, byśmy sprawdzali innych, lecz zaleca, by każdy samego siebie badał (I Kor. 11:28). Chociaż obowiązkiem naszym jest upominanie tych, o których wiemy, iż prowadzą życie nieporządne, a gdy to skutku nie osiągnie, powiadamianie o tym pasterza, by on, na mocy przysługującego mu prawa, wdał się w tę sprawę, jednakże niesłuszne jest wyłączanie się ze społeczności kościelnej tylko z tego powodu, że się nie chce wejść w obcowanie ze złymi. Zdarza się też często, że występki nie są tak jawne i wyraźne, by spowodować mogły wyłączenie ze społeczności kościelnej. I duchowny, choć jest przekonany, że ktoś nie jest godny przystąpienia do stołu Pańskiego, nie powinien tego rozgłaszać i odnośnej osobie udziału w Wieczerzy Pańskiej odmawiać, chyba że ją sądem zboru przekona o tej niegodności. W takich wypadkach nie mamy innego środka do usunięcia zła, jak tylko prosić Boga, by On Kościół swój od wszelkiego zgorszenia ochraniać raczył w oczekiwaniu dnia, w którym plewy od ziarna będą w zupełności oddzielone. Zarzut ostatni, choć pozornie słuszny, nie ma cech prawdziwości. Ów chleb duchowy nie jest nam podawany w tym celu, byśmy się nim jednorazowo nasycili, lecz raczej dany dlatego, żebyśmy w nim zasmakowali i pożądali przyswajania go sobie coraz usilniej i tak często, jak on bywa rozdzielany. W całym też poprzednim objaśnieniu pragnęliśmy właśnie wykazać, że w doczesnym życiu naszym Pan Jezus nigdy w ten sposób nam się nie udziela, ażeby dusza nasza raz na zawsze Nim nasycona była, lecz że musi ona karmić się Nim ustawicznie. Autor: Jan Kalwin, Genewa, 1540 Tłumaczenie oryginalne: http://www.kalwin2009.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=25&Itemid=44]]>


284






282
0


0














Washer Paul http://old.bapt.pl/czytelnia/washer-paul/ Fri, 14 Oct 2011 16:01:36 +0000
http://bapt.pl/?page_id=291



291






80
6


0














Paul Washer na konferencji młodzieżowej (2001) http://old.bapt.pl/czytelnia/washer-paul/paul-washer-na-konferencji-mlodziezowej/ Fri, 14 Oct 2011 16:04:28 +0000
http://bapt.pl/?page_id=293

Kim jest Paul Washer? Jest popularnym i wzbudzającym skrajne emocje pastorem z USA. Doświadczył spektakularnego nawrócenia w trakcie studiów, skończył seminarium i przez 10 lat był misjonarzem w Peru. Dyrektor Misji „HeartCry”, która wysyła misjonarzy do wielu krajów Ameryki Łacińskiej, Azji, Afryki i Europy Wschodniej. Prezbiter (starszy) w First Baptist Church of Muscle Shoals, Alabama. Występuje jako orędownik reformacji kościołów protestanckich w USA, które obecnie są wypełnione osobami nie nawróconymi. Wg niego wynika to z błędnie pojmowanej i nauczanej doktryny o nawróceniu, zbawieniu z wiary, uświęceniu i pewności zbawienia. Zobacz też:

Treść Kazania wygłoszonego do ok. 5000 nastolatków na konferencji młodzieżowej:

Jest ogromnym przywilejem dla mnie być dzisiaj tutaj z wami. Zanim zacznę mówić, chciałbym abyśmy pomodlili się do Pana. Proszę byście się modlili. Dzisiaj po południu wiele się dzieje. Tak wiele, że nawet nie pojmujecie, ale powiem wam skąd przybywam. Będę głosił jak ktoś umierający do umierających mężczyzn, kobiet i młodzieży. Będę głosił tak jakbym nigdy więcej miał już tego nie robić. Powiem wam rzeczy których nie zrozumiecie. Powiem wam rzeczy, które was rozgniewają. Rzeczy którym zaprzeczycie. Powiem je wam, a wy powiecie, że nie mam prawa mówić tego co mówię. Zanim jednak dojdziecie do jakichkolwiek wniosków na temat tego co zostanie dzisiaj powiedziane, zadacie sobie ważne pytania. Głoszenie kazań jest bardzo niebezpiecznym zajęciem. Jest niebezpieczne dla mnie, ponieważ Biblia mówi, że fałszywi nauczyciele otrzymają surowszą karę. Jeśli to co dzisiaj powiem nie jest prawdą, to będę w poważnych tarapatach. Gdy stanę przed Bogiem – On mnie potępi. Lecz jeśli to co dzisiaj powiem jest prawdą, to wy jesteście tymi którzy powinni drżeć i lękać się. Jeśli właściwie interpretuję urywek Pisma, który przeczytam to będzie to tak jakby Bóg przemówił przez człowieka. Wasz problem nie będzie dotyczył mnie, lecz będzie dotyczył Boga i Jego Słowa. Jedyną kwestią co do której musicie zająć stanowisko, jest to czy człowiek, który przed wami stoi jest fałszywym prorokiem, czy też mówi wam prawdę. Jeśli mówi nam prawdę to musimy skonfrontować nasze życie z tą prawdą. Módlmy się. Ojcze…jestem tak mały i godny pożałowania w tak wielu sprawach. Ty wiesz Panie, Ty wiesz o drogi Boże, czy fałszywy ogień powinien być jedynym, który kładziemy na twoim ołtarzu, czy też spadnie ogień z nieba pośród tego hałasu, zgiełku i dzieł….czy spadnie ogień z nieba i te martwe kości ożyją. Znasz mnie Panie. W Twojej suwerenności modlę się i błagam przed twoim tronem byś był miłosierny dla nas, byś otworzył serca i umysły. Panie nie możemy oczekiwać, że one same się otworzą. Otwórz ich serca i umysły i pozwól im ujrzeć biblijną prawdę. Tchnij na nich. Spraw w nich pokutę. Spraw w nich wiarę. Pociągnij ich do twego królestwa, dla Twojej chwały, dla chwały Twego imienia uczyń to Panie. Tak jak powiedział brat, niech się stanie, tak aby żaden człowiek nie przypisał sobie tego, aby żaden człowiek nie położył ręki na arce. A jeśliby tak uczynił niech padnie martwy. O Panie proszę poruszaj się pośród nas, gdyż nie mamy innej nadziei. Nie mamy innej nadziei. Te dzieci nie mają innej nadziei z wyjątkiem tego, że Ty się poruszysz. Amen. Będę nauczał z 7 rozdziału Ewangelii Mateusza. Jeśli macie Biblie, czytajcie za mną. W Mateusza 7, poczynając od wiersza 13, Jezus powiedział: Wchodźcie przez ciasną bramę; albowiem szeroka jest brama i przestronna droga, która wiedzie na zatracenie, a wielu jest takich, którzy przez nią wchodzą. A ciasna jest brama i wąska droga, która prowadzi do żywota; i niewielu jest tych, którzy ją znajdują. Strzeżcie się fałszywych proroków, którzy przychodzą do was w odzieniu owczym, wewnątrz zaś są wilkami drapieżnymi! Po ich owocach poznacie ich. Czyż zbierają winogrona z cierni albo z ostu figi? Tak każde dobre drzewo wydaje dobre owoce, ale złe drzewo wydaje złe owoce. Nie może dobre drzewo rodzić złych owoców, ani złe drzewo rodzić dobrych owoców. Każde drzewo, które nie wydaje dobrego owocu, wycina się i rzuca w ogień. Tak więc po owocach poznacie ich. Nie każdy, kto do mnie mówi: Panie, Panie, wejdzie do Królestwa Niebios; lecz tylko ten, kto pełni wolę Ojca mojego, który jest w niebie. W owym dniu wielu mi powie: Panie, Panie, czyż nie prorokowaliśmy w imieniu twoim i w imieniu twoim nie wypędzaliśmy demonów, i w imieniu twoim nie czyniliśmy wielu cudów? A wtedy im powiem: Nigdy was nie znałem. Idźcie precz ode mnie wy, którzy czynicie bezprawie. Każdy więc, kto słucha tych słów moich i wykonuje je, będzie przyrównany do męża mądrego, który zbudował dom swój na opoce. I spadł deszcz ulewny, i wezbrały rzeki, i powiały wiatry, i uderzyły na ów dom, ale on nie runął, gdyż był zbudowany na opoce. A każdy, kto słucha tych słów moich, lecz nie wykonuje ich, przyrównany będzie do męża głupiego, który zbudował swój dom na piasku. I spadł ulewny deszcz, i wezbrały rzeki, i powiały wiatry, i uderzyły na ów dom, i runął, a upadek jego był wielki. Stoję tutaj dzisiaj…Nie porusza mnie wasze poczucie godności. Nie jestem zakłopotany tym czy myślicie o sobie dobrze czy źle, czy wasze życie toczy się tak jakbyście chcieli ani tym czy nie macie debetu na koncie. Jest tylko jedna rzecz, która sprawiła że nie mogłem spać. Jest tylko jedna rzecz, która dręczyła mnie dzisiaj rano. A chodzi o to, że znaczna większość ludzi w tym budynku za 100 lat prawdopodobnie będzie w piekle. I nawet Ci, którzy wyznają Jezusa Chrystusa jako Pana spędzą wieczność w piekle. Możesz powiedzieć, pastorze jak możesz mówić takie rzeczy?. Mogę, gdyż nie wykonuję swojej chrześcijańskiej pracy tutaj w Ameryce. Większość czasu spędzam głosząc w Południowej Ameryce, Afryce i Wschodniej Europie. Chcę, żebyście wiedzieli, że amerykańskie chrześcijaństwo bardziej opiera się na bezbożnej kulturze niż na Słowie Bożym. Tak wielu ludzi jest zwiedzionych, tak wiele młodzieży jest zwiedzionej, tak wielu dorosłych jest zwiedzionych, wierząc, że ponieważ kiedyś w życiu pomodlili się modlitwą to pójdą do nieba. A potem przyglądają się innym również wyznającym Chrystusa, widzą, że są równie świeccy jak świat i przyrównują się do nich i ich serce nie jest zaniepokojone. Myślą: cóż, jestem taki sam jak inny w mojej grupie. Oglądam programy telewizyjne, których nie powinienem oglądać. Śmieje się z rzeczy których Bóg nienawidzi. Zakładam zmysłowe ubrania. Rozmawiam jak świat. Chodzę jak świat. Lubię światową muzykę. Tak wiele kocham światowych rzeczy, ale chwała Bogu jestem chrześcijaninem. Dlaczego jestem chrześcijaninem? Ponieważ niczym się nie różnię od wielu innych osób w moim kościele. Dlaczego jestem chrześcijaninem? Ponieważ był kiedyś moment w moim życiu, że zaprosiłem Jezusa do mojego serca. Pragnę abyście wiedzieli, że największą herezją w amerykańskim ewangelicznym i protestanckim kościele jest myślenie, że jeśli pomodlisz się modlitwą i poprosisz Jezusa aby przyszedł do twojego serca, to On na pewno to zrobi. Nigdzie tego nie znajdziecie w Słowie. Nie ma tego także w historii Baptystów sprzed 50 lat. To co musicie wiedzieć, to fakt, że zbawienie jest jedynie przez wiarę w Jezusa Chrystusa. A wiara w Jezusa Chrystusa jest poprzedzona i kontynuowana przez pokutę…odwrócenie się od grzechu, nienawiść do rzeczy, których Bóg nienawidzi i miłość do rzeczy, które Bóg kocha. Wzrastanie w świętości i pragnienie aby nie być jak Britney Spears, nie być jak świat, i nie być jak większość amerykańskich chrześcijan, ale być jak Jezus Chrystus! (słuchacze przerywają oklaskami). Nie wiem dlaczego klaszczecie. Ja mówię o was. Nie przyjechałem tutaj by mówiono mi amen. Nie przyjechałem tu, by mi bito brawo. Mówię o was. Tak wiele razy ludzie podchodzą do mnie i mówią: „Chciałbym pojechać z tobą do Rumunii”; „Chciałbym pojechać z tobą na Ukrainę”; „Chciałbym głosić gdzie ty głosiłeś i zakładać kościoły w dżungli w Peru”. Odpowiadam im: „Wcale nie chciałbyś”.
  • Mówią: „Chciałbym”.
  • Ja: „Nie chciałbyś”.
  • Mówią: „Dlaczego?”
  • Ja: „Ponieważ zostałbyś ekskomunikowany przez tamtejszy kościół.”
Nie próbuję być specjalnie szorstki. Czy zdajecie sobie sprawę z tego jak wiele miłości wymaga to by stanąć przed 5000 ludzi i powiedzieć im, że amerykańskie chrześcijaństwo jest niemal całkowicie w błędzie? Czy wiecie ile kosztuje mnie to wiedząc, że nigdy nie będę już więcej zaproszony? By być niepopularnym. Duszpasterze, dlaczego tego nie robicie? Nie robicie tego, gdyż dobrze wam płacą. Nie robicie tego, gdyż ludzie was kochają. Robicie tak ponieważ kochacie ludzi bardziej niż oddajecie cześć Bogu. Powiem wam coś. Przejdziemy do Słowa i chcę abyście je zobaczyli takim jakie rzeczywiście jest. Nie przez porównywanie się do innych jesteś nazwany chrześcijaninem, ale poprzez porównanie się do Pisma. Gdy jakaś młoda osoba przychodzi do pastora czy też lidera młodzieżowego i mówi: „Nie jestem pewien swego zbawienia”, wtedy on wypowiada komunał:
  • Lider: „Czy kiedykolwiek w życiu modliłeś się o przyjęcie Pana Jezusa do swego serca?”
  • Młoda osoba: „Tak.”
  • Lider: „Czy byłeś szczery?”
  • Młoda osoba: „No, nie wiem, ale tak myślę.”
  • Lider: „Cóż, musisz powiedzieć szatanowi aby przestał zawracać ci głowę. Czy zapisałeś to na końcu swojej Biblii, tak jak mówił o tym ewangelista gdy zostałeś zbawiony – zapisz datę na końcu Biblii abyś za każdym razem gdy przyjdzie wątpliwość, mógł mu wskazać na to miejsce?”
Cóż za przesąd wkradł się do naszej denominacji? Czy wiesz o czym Biblia mówi aby Chrześcijanin robił? Badaj się. Testuj się w świetle Pisma aby sprawdzić czy trwasz w wierze. Badaj się aby sprawdzić czy jesteś chrześcijaninem. Jeśli zakończyłbym spotkanie i kazał każdemu z was zapukać do wszystkich drzwi w mieście, czy wiecie co byście odkryli? Co najmniej 99% ludzi w tym mieście wierzy, że są wierzący. Gdybyście wrócili do swego rodzinnego miasta aby zapukać do wszystkich drzwi…. Ja wróciłem do swego miasta gdy narodziłem się na nowo i zapukałem do wszystkich drzwi i wiecie co odkryłem? Wszyscy w moim mieście są chrześcijanami. 85% z nich nie chodzi do kościoła, a ci którzy chodzą do kościoła nie przejmują się świętością. Nie widzą potrzeby by służyć. Nie przejmują się tym by być oddzielonymi od świata. Nie troszczą się aby ewangelia była głoszona wśród narodów świata. Ale chwała Bogu są chrześcijanami. Dlaczego są zbawieni? Ponieważ jakiś ewangelista, który powinien spędzać mniej czasu głosząc a więcej czasu studiując swoją Biblię powiedział im, że są zbawieni. A zrobił to aby móc się przechwalać ilu to wyszło do przodu w czasie jego usługi. Kocham was i są tutaj ludzie którzy was kochają. Chcę przejść teraz do Pisma, aby potrząsnąć wami ku światłości. Posłuchajcie mnie. Posłuchajcie Słowa Bożego i zadajcie sobie pewne pytania. Po pierwsze: Wchodźcie przez ciasną bramę; albowiem szeroka jest brama i przestronna droga, która wiedzie na zatracenie, a wielu jest takich, którzy przez nią wchodzą.

Brama jest naprawdę ciasna!!

Historycznie – jednym z powodów dla których jestem Południowym Baptystą jest to, że oni zawsze byli szybcy – podczas gdy inne denominacje zawodziły w zrozumieniu – Południowi Baptyści zawsze szybko pojmowali, że istnieje jedna brama; jest jeden Bóg; jest tylko jeden pośrednik pomiędzy Bogiem a ludźmi; a Jego imię to Jezus Chrystus. Nie ma wielu wyborów. Nie każda droga wiedzie do Rzymu. Jako denominacja zawsze mówiliśmy ludziom, że Jezus mówił ludziom: Ja jestem droga i prawda i żywot, nikt nie przychodzi do Ojca jak tylko przeze mnie. Chwalę za to Boga, że jedynym sposobem aby każdy człowiek na ziemi mógł zostać zbawiony jest przez Jezusa Chrystusa – to wszystko. Musicie zdać sobie sprawę, że Biblia mówi iż: Wszyscy zgrzeszyli i brak im chwały Bożej. Nie macie pojęcia co oznacza, że urodziliśmy się skrajnie zepsuci i nienawidzący Boga, że nigdy nie szukaliśmy Boga, nigdy nie przyszliśmy do Boga. Zbuntowaliśmy się przeciwko Niemu, złamaliśmy wszystkie przykazania. Nie ma wątpliwości, że zgrzeszyłeś. Rzecz w tym, że nigdy nic innego poza grzechem nie robiłeś. W księgach proroków Biblia mówi, że nawet nasze najwspanialsze czyny są przed Bogiem jak splugawiona szmata. Czy wiesz na co zasługujemy? Na gniew Boży. Na świętą Bożą nienawiść. Powiesz: „Chwileczkę. Bóg nie nienawidzi nikogo. Bóg jest miłością.” Nie mój przyjacielu. Musisz coś zrozumieć. Jezus Chrystus nauczał, prorocy nauczali, apostołowie nauczali w ten sposób – poza łaską Bożą objawioną w Jezusie Chrystusie naszym Panu – jedyną rzeczą, która cię czeka jest gniew, niepohamowana złość Boga z powodu twego grzechu i twego buntu. Kiedy przemawiam na uczelniach to oni zawsze są szybcy aby zauważyć: „Nie, Bóg nie może nienawidzić ponieważ Bóg jest miłością.” A ja wam mówię, że Bóg musi nienawidzić ponieważ Bóg jest miłością. Ponieważ kocham dzieci, nienawidzę aborcji. Jeśli kocham to co jest święte, muszę nienawidzić tego co jest nieczyste. Bóg jest święty. Jest to coś o czym Amerykanie zapomnieli. Wiele rzeczy, które kochasz robić, Bóg nienawidzi. Wiedziałeś o tym? Modlisz się o przebudzenie. Przygotowujecie spotkanie młodzieżowe; chcecie aby Bóg poruszył miejsce na którym jesteście zgromadzeni. Ale zanim się zbierzecie oglądacie w telewizji programy, którymi Bóg gardzi. Potem zastanawiacie się dlaczego Duch Święty nie zstąpił na to miejsce i dlaczego musicie stwarzać fałszywy ogień i fałszywą ekscytację. Ponieważ w tym nie ma Boga. Bóg jest święty i jedynym sposobem abyśmy ty i ja mogli być z nim pojednani jest poprzez śmierć na krzyżu jedynego Syna Bożego. Jeśli jesteś dzisiaj zbawiony, to nie dlatego, że Rzymianie i Żydzi odrzucili Jezusa. Nie jesteś zbawiony ponieważ oni włożyli koronę cierniową na Jego głowę. Nie jesteś zbawiony ponieważ włócznia przebiła Jego bok, ani nawet dlatego, że przybito go do krzyża. Czy wiesz dlaczego jesteś zbawiony jeśli jesteś zbawiony? Ponieważ kiedy Jezus Chrystus wisiał na krzyżu poniósł twój grzech, grzech wszystkich ludzi. Cały niepohamowany gniew Boży, który powinien spaść na ciebie, spadł na jego jedynego Syna. Ktoś musiał zapłacić cenę. Ktoś musiał umrzeć. To Bóg Ojciec zmiażdżył swego jedynego Syna. Zgodnie z Izajasza 53 Pan jego dotknął karą za winę nas wszystkich. Ludzie mówią, że krzyż jest znakiem tego ile wart jest człowiek. To nie jest prawda. Krzyż jest znakiem tego że jesteśmy tak zdeprawowani, iż wymagało to śmierci Bożego jedynego Syna. Jedynym sposobem aby uratować ludzi takich jak ja, było zapłacić cenę śmierci Syna Bożego spowodowanej gniewem własnego Ojca i potem zmartwychwstać. Oto jest ewangelia Jezusa. Do czego jesteś wezwany aby to uczynić? Mówisz, że wchodzisz przez wąską bramę. Jak to robisz? Jezus powiedział: Czas się wypełnił, nadeszło Królestwo Boże. Co musisz zrobić? W Ewangelii Marka mówi … pokutuj i wierz ewangelii. Powiesz: „Bracie Pawle, zostałem zbawiony modląc się i zapraszając Jezusa Chrystusa do serca.” Z pewnością tak było :). Ale nie zostałeś zbawiony za pomocą magicznej formuły lub też słów które powtarzałeś po kimś. Zostałeś zbawiony ponieważ pokutowałeś ze swoich grzechów i uwierzyłeś. I nie miało to miejsca kiedyś w przeszłości. Czynisz to nadal nawet teraz. Właściwe tłumaczenie tego wersetu, który podał Jezus jest takie: Nadeszło Królestwo Boże. Czas się wypełnił. Od teraz spędźcie resztę swojego życia pokutując z grzechów i wierząc we Mnie. Nawrócenie nie działa jak szczepionka. „Och, tak, zrobiłem to. Pokutowałem. Uwierzyłem.” Mój przyjacielu pytanie brzmi: „Czy nadal pokutujesz z grzechów? Czy nadal wierzysz?” Ponieważ ten, który zaczął w tobie dobre dzieło, ukończy je. On je ukończy. Jako Południowi Baptyści nauczamy, że musisz przejść przez tą jedną i jedyną bramę, którą jest Jezus Chrystus. Zapomnieliśmy jednak o czymś. I chcę abyście wy liderzy młodzieżowi, pastorzy i wszyscy inni, rodzice posłuchali. Zapomnieliśmy o bardzo ważnej rzeczy, której naucza ewangelia. On mówi, że nie tylko brama jest ciasna, ale również droga jest wąska. To co robimy to prowadzimy kogoś do Chrystusa, prowadzimy kogoś w modlitwie a potem ten ktoś przez resztę swojego życia żyje jak świat. Jeśli mi zaprzeczycie to mogę wam zacytować statystyki, które udowodnią, że się mylicie. Sondaż Gallupa, sondaż Barny czy też jakikolwiek inny sondaż na który moglibyście spojrzeć, bada moralność Kościoła w Ameryce w stosunku do moralności tych, którzy twierdzą, że są zgubieni. Sondaże te nie stwierdzają żadnej różnicy. Takie są statystyki. Nie ma to nic wspólnego z religijną interpretacją. To są statystyki. Książka za książką produkowana jest przez teologów, filozofów czy też socjologów. Co stało się z Kościołem? Spostrzegamy, że aborcja w Kościele jest tak samo powszechna jak w świecie. Widzimy, że rozwód jest tak samo powszechny. Widzimy niemoralność…wiecie tak samo dobrze jak ja, że są tutaj młodzi ludzie, którzy tkwią w niemoralności i w tym samym czasie uwielbiają Boga. Są tutaj młodzi ludzie, którzy biorą narkotyki a mimo to przychodzą na spotkania młodzieżowe. Oglądają i robią rzeczy, które nie są właściwe dla chrześcijan a mimo to przychodzą na spotkania, są usatysfakcjonowani, uważają, że są zbawieni i twierdzą, że są cielesnymi chrześcijanami. Są cieleśni. To jest doktryna, której początki mają miejsce w seminarium Baptystów – nie Południowych Baptystów – kilka dziesięcioleci wstecz. To nie jest ani biblijne ani historycznie uzasadnione. Drodzy przyjaciele, nie ma czegoś takiego jak cielesny chrześcijanin. Powiecie: „Chwileczkę bracie Pawle. 1 Koryntian, rozdział 3 mówi: Czyż nie jesteście cieleśni?”. Tak, tak Paweł powiedział. Ale musicie przeczytać cały list aby wiedzieć co miał na myśli. Naszym problemem jest to, że większość naszego chrześcijaństwa opiera się na sloganach umieszczonych z tyłu naszych koszulek. Więcej w naszym chrześcijaństwie czerpiemy z pieśni niż z Biblii. Większość tego w co wierzymy, podyktowana jest nam przez kulturę a nie przez Boże Słowo. Nigdzie Biblia nie mówi, że ktoś może być autentycznym chrześcijaninem i nadal żyć w cielesności, niegodziwości i grzechu przez resztę życia. Biblia uczy, że autentyczny chrześcijanin otrzymał nową naturę. Autentyczny chrześcijanin posiada Ojca, który go kocha, dyscyplinuje, obserwuje i troszczy się. Moje serce jest zdruzgotane, ponieważ wiecie o tym tak samo jak ja, nie bądźmy hipokrytami. Nie ukrywajmy tego. Jest ich tak wielu. Znacie ich. Możesz być jednym z nich, a może wiesz, że są tacy w grupie młodzieżowej, że przychodzą tam. Udają chrześcijan, ale w swoim sercu są tak źli, jak złym można być. Nie ma różnicy. Nie ma światła Bożego. Wszystko co robi świat, oni także robią i mówią, że to jest w porządku. Moi przyjaciele – to nie jest chrześcijaństwo. Nie są w niebezpieczeństwie utraty nagrody. Są w niebezpieczeństwie trafienia do piekła. Nie znają Boga. Czego nie nauczamy? Kiedy ostatni raz słyszałeś, że ktoś nauczał nie tylko o ciasnej bramie prowadzącej do nieba, ale także wąskiej drodze. Pan Jezus wskazywał, że jedną z głównych oznak bycia autentycznym chrześcijaninem jest fakt, że kroczysz wąską drogą. Czy wiesz co w Ameryce jest oznaką tego, że jesteś autentycznym chrześcijaninem? To, że kiedyś odmówiłeś modlitwę. Czy nie jest to zdumiewające? O co prosiłeś, jeśli wątpisz w swoje zbawienie? Czy kiedyś modliłeś się tą modlitwą? Co naucza Pismo? Zbadaj siebie. Przetestuj siebie w świetle Pisma aby sprawdzić czy jesteś na dobrej drodze. Czy twierdzę, że chrześcijanin nie popełnia grzechu? Nie, ponieważ w 1 Liście Jana, dowiadujemy się, że chrześcijanin grzeszy i jeśli ktoś nie uznaje swojego grzechu to nie zna Boga. Nie chodzi w świetle. Jaka jest więc różnica? Do czego zmierzam? Zmierzam mianowicie do tego. Jeśli jesteś autentycznie narodzonym na nowo chrześcijaninem, dzieckiem Bożym, to twoim stylem życia będzie kroczyć drogą prawości. Jeśli zdarzy się, że zboczysz z tej drogi, Ojciec przyjdzie po ciebie. Podda cię dyscyplinie. Przywoła cię z powrotem na tą drogę. Jeśli jednak twierdzisz, że wszedłeś przez ciasną bramę a mimo to idziesz szeroką drogą, tak jak wszyscy inni w twojej szkole, tak jak wszyscy inni ludzie, którzy są cieleśni i niegodziwi, Biblii mówi, że musisz zacząć się bać, bo nie znasz Boga. Obawiam się człowieka, który większość swojego życia spędził mówiąc innym, że są zbawieni. Lękam się ciebie jeśli tak robisz. Nie mów człowiekowi, że jest zbawiony. Powiedz mu jak może być zbawiony. Bóg mówi im, że są zbawieni. To o czym zapomnieliśmy to fakt, że zbawienie jest nadnaturalnym dziełem Boga a ci, którzy zostali autentycznie zbawieni, przemienieni przez moc Ducha Świętego są nowymi stworzeniami. Biblia mówi: każdy kto jest w Chrystusie, jest nowym stworzeniem. Znajdujemy więc w Słowie, że jest ciasna brama i wąska droga. Przejdźmy do wersetu 15. Strzeżcie się fałszywych proroków, którzy przychodzą do was w odzieniu owczym, wewnątrz zaś są wilkami drapieżnymi! Po ich owocach poznacie ich. Musicie zdać sobie sprawę z pewnej rzeczy – z rzeczy, o której kiedyś powiedział mi pewien mędrzec. Powiedział: „Pawle, twoim najlepszym przyjacielem jest ten kto mówi Ci prawdę”. W Ameryce staliśmy się tak wrażliwi, że nikt nie może nas napomnieć. Nikt nie może nam powiedzieć, że błądzimy. Usługujący i liderzy kupili to kłamstwo. Nie chcemy obrazić. Chcemy być przyjaźni poszukującym. Jest tylko jeden poszukujący i ma na imię Bóg a jeśli chcesz być przyjazny dla kogokolwiek w twoim kościele, musisz być przyjacielem Boga. Musisz bardziej troszczyć się o chwałę Bożą niż o nastawienie ludzi. Musisz wiedzieć, że ten kocha cię najbardziej kto mówi ci szczerą prawdę. Jedną z najbardziej wyróżniających oznak cechujących fałszywego proroka jest to, że zawsze powie ci to co chcesz usłyszeć. Nie uczyni nic niestosownego. Sprawi, że będziesz klaskać. Będziesz skakać. Będziesz oszołomiony. Będzie cię zabawiał, będzie przedstawiał Ci chrześcijaństwo w sposób łatwy do zaakceptowania i nie poruszy pewnych tematów jak: Czy Bóg działa w moim życiu? Czy wzrastam w świętości? Czy naprawdę narodziłem się na nowo? Posłuchajcie. Jeśli każdy w tym mieście uważa, że jest zbawiony – a my wiemy, że to nie jest prawda, gdyż Pismo mówi, że niewielu wejdzie do Królestwa – to skąd wiesz, że ty jesteś zbawiony? Skąd wiesz, że na pewno jesteś zbawiony? Ponieważ ktoś ci tak powiedział? Ponieważ kiedyś się pomodliłeś? Ponieważ uwierzyłeś? To zadam ci pytanie. Skąd wiesz, że uwierzyłeś? Ponieważ każdy mówi, że uwierzył. Skąd wiesz, że nie jesteś jak oni? Czy wiesz jak Biblia naucza, skąd możesz wiedzieć, że jesteś zbawiony? Czy wiesz jak Baptystyczna teologia – sprzed 50 lat – powiedziałaby ci, że możesz rozpoznać, że jesteś zbawiony? Wiesz, że jesteś zbawiony, ponieważ twoje życie znajduje się w procesie przemiany, a stylem twojego życia jest chodzić ścieżkami Bożej prawdy. A gdy zbaczasz z tej ścieżki w nieposłuszeństwie – co zdarza się każdemu z nas – Bóg przychodzi i na nowo zawraca cię na tą drogę. Jednym z największych dowodów tego, że naprawdę narodziłeś się na nowo, jest fakt, że Bóg nie pozwoli ci mówić w sposób w jaki ciało chce mówić. Bóg nie pozwoli ci się ubierać jak ubiera się zmysłowy świat i zmysłowy kościół. Bóg nie pozwoli ci działać jak świat, pachnieć jak świat, mówić jak świat, słuchać rzeczy, które słucha świat. Bóg w twoim życiu sprawi różnicę. W wersecie 16 Bóg mówi: Poznacie ich po ich owocach. Jak rozpoznacie fałszywego proroka. W szerszym kontekście tutaj i w całym Słowie, jak rozpoznasz czy ktoś jest autentycznie chrześcijaninem? Po owocach. Po owocach drodzy przyjaciele. Popatrzcie na swoje życie. Popatrzcie na sposób w jaki żyjecie. Popatrzycie na sposób w jaki mówicie. Popatrzcie na pragnienia swego serca. Czy gdzieś tam jest Jezus? Czy też jest on tylko jakimś dodatkiem do twojego życia. Czy też jest on czymś co robisz w środę lub niedzielę? Czy jest czymś na co zgadzasz się tylko w myślach? Czy jest dodatkiem czy też jest centrum twojego życia? A jaki jest owoc, który wydajesz? Czy wyglądasz jak świat? Zachowujesz się jak świat? Czy doświadczasz takich samych przyjemności jakich doświadcza świat? Czy kochasz i rozkoszujesz się grzechem? Czy kochasz i rozkoszujesz się buntem? Jeśli tak to nie znasz Boga. Poznasz ich po ich owocach. Bóg tylko ma moc to zmienić. Wyobraź sobie, że to Jezus naucza tego fragmentu a ty siedzisz i słuchasz. I On spogląda na ciebie i mówi: „Oset. Czy znajdujesz oset na drzewie figowym?” A ty odpowiadasz. „Oczywiście, że nie, Jezu. Nie jesteś rolnikiem, nie jesteś farmerem – jesteś cieślą. Wszyscy Panie Jezu wiedzą, że nie znajduje się kolczastych owoców na drzewie figowym.” „Pozwól więc, że zadam ci jeszcze jedno pytanie. Czy znajdujesz figi – dobre owoce – na kolczastym krzaku cierniowym?” „No nie Jezu. To jest śmieszne. Nigdy nie znajdziesz ciernia na drzewie figowym, i nigdy nie znajdziesz figi na krzaku ciernia. Mówienie, że to jest możliwe – Jezu, to kłamstwo. Każdy kto tak by ci powiedział, możesz uznać, że albo jest szalony, albo jest kłamcą.” Wtedy Jezus odpowie ci. „Cóż w takim razie powiedzieć o tych, którzy nazywają się moimi uczniami a przynoszą złe owoce – czy nie byłoby słuszne wywnioskować, że albo kłamią albo postradali zmysły twierdząc, że nimi są?” Pozwólcie, że pójdę nieco dalej. Wyobraźmy sobie, że się spóźniłem i wbiegam tutaj w trakcie uwielbienia. Wszyscy liderzy są na mnie wściekli i mówią: „Bracie Pawle, czy nie doceniasz faktu, że dano ci możliwość aby tutaj przemawiać i spóźniasz się?” Co było by gdybym wam powiedział tak: „Bracia musicie mi przebaczyć.” „Dlaczego?” „Jechałem autostradą i złapałem gumę. Musiałem wysiąść z samochodu aby zmienić koło. Kiedy to robiłem odpadła nakrętka. Nie zwróciłem uwagi na to, że jestem na autostradzie, puściłem się w pogoń aby złapać nakrętkę. Gdy tylko mi się udało ją schwytać, byłem na środku autostrady. Podniosłem się a 30 tonowa ciężarówka pędząca z prędkością 120 km na godzinę w moim kierunku uderzyła we mnie i dlatego się spóźniłem.” Wiem, że dzisiaj już nikt nie studiuje logiki, ale nasuwałyby się tylko dwa logiczne wnioski. Pierwszy, że jestem kłamcą, drugi, że jestem szalony. Powiedzielibyście: „Bracie Pawle to jest absurd. To jest niemożliwe Pawle aby zderzyć się z czymś tak ogromnym jak ciężarówka i nie zostać zmienionym.” Teraz moje pytanie jest następujące: Co jest większe? Ciężarówka czy Bóg? Jak to jest, że dzisiaj tak wiele osób wyznaje, że spotkało się z Jezusem Chrystusem i mimo to nie ma w nich trwałej zmiany? Pozwólcie, że podsunę wam kilka myśli. Wiecie, że mówię prawdę. Ile razy przychodzicie aby na nowo oddać swoje życie Bogu? Ile razy grupy młodzieżowe pojawiają się na takich konferencjach, zapalają się, wracają do kościoła i trwa to około półtora tygodnia. Mówią: „Och to było wspaniałe poruszenie Boże”. Nie, nie było. Jeśli to nie trwa to nie było to poruszenie Boże. To były emocje. Mogło to być wiele rzeczy, ale na pewno nie poruszenie Boże. Czy Bóg pracował w twoim życiu? Czy teraz pracuje w nim? Po ich owocach poznacie ich. Po ich owocach poznacie ich. Przejdźmy do wersetu 19: Każde drzewo, które nie wydaje dobrego owocu, wycina się i rzuca w ogień. Tak więc po owocach poznacie ich. Spójrzcie na to. Musicie zrozumieć coś na temat literatury Hebrajskiej. Gdybyśmy my chcieli coś podkreślić, wiecie cobyśmy zrobili? Mówilibyśmy głośniej. Gdy piszemy to używamy grubszych liter, lub dużych liter. Ale Żyd robi inaczej. Kiedy chce coś podkreślić to powtarza. To dlatego znajdujemy Hebrajskie porównania w Księdze Przysłów. Niegodziwi nie zamieszkają w ziemi. Niegodziwi zostaną wytraceni. Mowa jest o tej samej rzeczy lecz w inny sposób aby nadać temu mocniejsze znaczenie. To właśnie Jezus robi tutaj. Po owocach poznacie ich. Po owocach poznacie ich. Poznacie ich po drogach którymi kroczą. Po owocach poznacie ich. Po owocach poznacie ich. A potem mówi: Każdego kto nie wydaje dobrego owocu, wycina się i rzuca w ogień. O czym On mówi? Moi drodzy przyjaciele, On mówi o Sądzie przez Wszechmogącego Boga, który pewnego dnia odbędzie się na świecie i który prawdopodobnie odbędzie się nad tobą. Drogi przyjacielu, nie mogę zajrzeć w twoje serce. Tak łatwo zwodzi mnie moje. Jest jednak On, który nie jest zwiedziony. On nie ulega zwiedzeniu współczesną kulturą chrześcijańską. On wie. Po owocach poznacie ich. Następnie Jezus przechodzi do wersetu 21: Nie każdy, kto do mnie mówi: Panie, Panie, wejdzie do Królestwa Niebios; lecz tylko ten, kto pełni wolę Ojca mojego, który jest w niebie. Czy wiesz ile warte jest twoje wyznanie wiary w Jezusa Chrystusa? Kompletnie nic. Tak?. Czy czytaliście ten fragment? Przestudiujcie: Nie każdy, kto do mnie mówi: Panie, Panie … nie każdy kto wyznaje, Panie, Panie wejdzie do Królestwa Niebios. Wiele ludzi będzie wyznawało: „Panie, Panie”, ale nie wejdą do królestwa niebieskiego. Drogie dziecko, czy jesteś jednym z nich? Powróćmy teraz do literatury hebrajskiej. On powiedział: Panie, Panie. Nie powiedział: Panie. Co to oznacza? Ktoś kto tak wyznaje, nie jest człowiekiem, który nagle zadecydował: „Jest sąd, lepiej będzie jak wyznam go Panem”. To jest osoba, która zdecydowanie deklaruje przed innymi, że Jezus Chrystus jest Panem. Wszędzie gdzie idzie mówi: Pan. Tańczy z przodu gdy muzycy grają, mówiąc: Pan. Śpiewa pieśni o Panu. Ale Jezus mówi do niego: Idź precz ode mnie. Nigdy Cię nie znałem. Billy Graham był jednym z najbardziej uprzejmych ludzi. Mimo to nawet on stwierdził, że większość ludzi, którzy uczęszczają do Biblijnie wierzących kościołów jest zgubiona. Powiedział, że byłby szczęśliwy gdyby chociaż 5 procent ludzi, którzy poczynili wyznanie wiary na jego kampaniach było zbawionych. Kiedy jestem w Nigerii … Byłem tam w zeszłym roku i odwiedziłem matkę, której syn był w kościele i został zabity przez muzułmanów. Kiedy ktoś wyznaje wiarę w Jezusa Chrystusa w północnej Nigerii, możesz być pewien, że zapewne umrze z powodu tego wyznania. Ale w Ameryce – O! rozważcie koszt. Pomyślcie. Zbadajcie swoje życie w świetle Słowa. Czy znacie Pana? Nie każdy kto mówi do niego: „Panie, Panie” wejdzie do królestwa niebieskiego. Popatrzcie co On mówi: Nie każdy, kto do mnie mówi: Panie, Panie, wejdzie do Królestwa Niebios; lecz tylko ten, kto pełni wolę Ojca mojego, który jest w niebie. Co jest oznaką tego, że ktoś stał się autentycznym chrześcijaninem? Pragnę aby na nowo zaczęto tego nauczać. Co stało się z naszą teologią? Co stało się z naszą doktryną? Co stało się z naszym nauczaniem? Pozbyliśmy się tego. Nikt nie chce już zgłębiać doktryn. Chcą tylko słuchać piosenek i czytać teksty z tyłu chrześcijańskich koszulek. Co stało się z prawdą? Prawda mówi tak: Dowodem – sposobem aby mieć pewność, że jesteś autentycznie narodzonym na nowo chrześcijaninem – jest to, że stylem twojego życia jest czynić wolę Ojca. Powiesz: „Oj, ale ty mówisz o uczynkach.” Nie. Ja mówię o świadectwie wiary. Twoje werbalne świadectwo wiary nie jest dowodem na to, że jesteś narodzony na nowo, ponieważ każdy w tym kraju wyznaje wiarę w Jezusa Chrystusa. Statystyka Barnarda mówi, że 65 do 70 procent Amerykanów to narodzeni na nowo chrześcijanie. A jest to najbardziej Bezbożny kraj na świecie. Zabija 4000 dzieci dziennie, ale chwała Bogu, 70 procent z nas jest narodzonych na nowo. Skąd wiesz, że wiara którą posiadasz nie jest fałszywa? Ponieważ troszczysz się by wykonywać wolę Ojca, wykonujesz ją, a kiedy jesteś nieposłuszny Tej woli, Duch Święty przychodzi i napomina cię osobiście, bądź przez pisane Słowo Boże, bądź przez brata lub siostrę w Chrystusie. A potem Bóg ponownie wprowadza cię na właściwą ścieżkę. Jeśli jesteś autentycznym chrześcijaninem, nie uciekniesz przed Nim. Pozwólcie, że podam przykład. Gdybym ja był twoim pastorem, a ty powiedzmy miałbyś 14 lat i wracałbyś ze spotkania o pierwszej w nocy, a ja zobaczyłbym ciebie stojącego w parku lub gdzieś na rogu z bandą opryszków robiącego rzeczy, których nie powinieneś robić jako członek naszego kościoła, kazałbym ci wsiąść do samochodu. Zawiózłbym cię do domu, do ojca. Nie gniewałbym się na ciebie. Byłbym rozgniewany na twego ojca. Powiedziałbym mu: „Proszę pana, jest pan wyrodnym ojcem pozwalając swojemu dziecku być na zewnątrz w takich okolicznościach.” Pragnę abyście wiedzieli o czymś. Bóg nie jest wyrodnym Ojcem. Jeśli zabawiasz się grzechem, jeśli kochasz świat i kochasz rzeczy świata, jeśli twoi bohaterowie to ludzie ze świata, jeśli chcesz wyglądać jak oni i postępować jak oni, jeśli czynisz te same rzeczy co oni, to posłuchaj: Najprawdopodobniej, NIE ZNASZ BOGA i nie należysz do niego. Zmierzamy do końca. Werset 22: W owym dniu wielu mi powie: Panie, Panie, czyż nie prorokowaliśmy w imieniu twoim i w imieniu twoim nie wypędzaliśmy demonów, i w imieniu twoim nie czyniliśmy wielu cudów? A wtedy im powiem: Nigdy was nie znałem. Mówisz, że najistotniejszą rzeczą na świecie jest znać Jezusa Chrystusa. To nie jest prawda. Najistotniejszą rzeczą na świecie jest to czy Jezus Chrystus zna ciebie. Nie wejdę jutro do Białego Domu dzięki temu że podejdę do bramy i powiem wszystkim, że znam George’a Busha. Oni wpuszczą mnie tylko wtedy gdy George Bush wyjdzie i powie: „Ja znam Paul’a Washer’a”. Możesz wyznawać Jezusa, ale moje pytanie do ciebie brzmi…czy znasz Jezusa? Czy Jezus zna ciebie? Popatrz w jaki sposób opisuje On zgubionego człowieka. Powiedział: „Idźcie precz ode mnie wy, którzy czynicie bezprawie.” W greckim anomia – a to negacja – „nie”; słowo nomia – „prawo” – „bez prawa”. To oznacza – pozwólcie, że podam dokładne tłumaczenie. Idźcie precz ode mnie – Posłuchajcie, gdybym mówiąc to mógł wyjść i uściskać was to zrobiłbym to. Posłuchajcie. On mówi: Idźcie precz ode mnie wy, którzy twierdzicie, że jesteście moimi uczniami, którzy wyznajecie mnie jako Pana a mimo to żyjecie jakbym nie dał wam prawa, któremu mielibyście być posłuszni. Dzisiaj w amerykańskim chrześcijaństwie, przekraczasz bramę. Chwała Bogu. Potem żyjesz jak reszta świata i to jest okey. Jesteś po prostu cielesny. Może pewnego dnia powrócisz. Czy wiecie co dzieje się na skutek naszego niewłaściwego ewangelizowania? Mamy tłumy dzieci zbawione w czasie wakacyjnych szkół Biblijnych. Kiedy osiągają wiek 15 lat, odchodzą do świata i żyją jak demony, co najmniej większość z nich. Potem gdy mają 30 lat powracają i na nowo powierzają swoje życie Bogu. Może będą zbawieni ponieważ zbawienie to coś więcej niż powiedzenie komuś, że jesteś zbawiony gdyż wyznałeś, że Jezus jest Panem. Szatan też wyznaje, że Jezus jest Panem. Czy twoje życie jest zmieniane? Następnie Jezus mówi o dwóch ludziach i dwóch fundamentach. Jest ważnym aby studiować teologię i historię. Współczesna interpretacja tego fragmentu o skale i piasku jest taka: „Jeśli jesteś chrześcijaninem to musisz budować swoje życie na skale, ponieważ jeśli będziesz budował swoje życie na piasku będziesz nieszczęśliwy i twoje życie nie będzie w porządku. Tego nie uczy pan Jezus i potwierdza to historia. Nigdy nie było to tak interpretowane. Czy wiesz jaka jest tego interpretacja? Istnieją dwie drogi, wąska i szeroka. Którą kroczysz? Są dwa rodzaje drzew. Dobre drzewo, które wydaje dobre owoce, to ten kto zmierza do nieba. Złe drzewo, które wydaje złe owoce, to ten kto zmierza do piekła. – i to nie z powodu braku uczynków, lecz z powodu braku wiary, który wyraża się tym, że nie mają uczynków. Dalej kontynuuje. Nie mówi o dwóch chrześcijanach budujących swój dom na dwóch różnych fundamentach. Nie. To są człowiek zbawiony i człowiek zgubiony. Człowiek zgubiony słyszy głoszone Słowo Boże, ale nie kładzie fundamentu. W jego życiu nie możesz dostrzec tego że Słowo Boże formuje, buduje i podtrzymuje jego życie. Jak wielu ludzi – pomijając wszystkie statystyki, pomijając wszystko co mówimy- gdybyśmy po prostu wzięli ten urywek i porównali do niego ludzi i zapytali – Czy budujesz swoje małżeństwo na Słowie Bożym? Czy wychowujesz swoje dzieci na Słowie Bożym? Czy opierasz swoje finanse na Słowie Bożym? Czy żyjesz i oddzielasz się od świata w oparciu o Słowo Boże? Ilu mogłoby odpowiedzieć na te pytania pozytywnie? Nie, nic z tych rzeczy. „Ja wyznaję Jezusa. On jest moim Zbawicielem. Mój nauczyciel w szkole niedzielnej (inaczej „na lekcji religii” przyp. tł.) tak mi powiedział.” Leonard Ravenhill, którego znałem zwykł mawiać: „Głosiłem w wielu kościołach. Głosiłem w wielu miejscach jak to. Mógłbym stanąć i wypowiadać słowa, które was zadziwią. Mógłbym głosić tak, że w emocjach uniesiecie się i będziecie fruwać. Mógłbym opowiadać wam przezabawne historie, o psach i babciach, na którymi byście płakali, ale zbyt mocno was kocham. Wiem, ponieważ Słowo Boże jest prawdą, wiem, że są tutaj ludzie, którzy myślą, że są zbawieni ale nie są. Nie są.” Niektórzy z was rozglądają się dookoła i myślą: „Ja jestem zbawiony. To znaczy jestem jak wszyscy inni w mojej grupie młodzieżowej.” Co sprawia, że uważasz iż twoja grupa młodzieżowa jest zbawiona? „Cóż, jestem jak moi rodzice”; albo „Jestem jak dorośli w moim kościele lub diakoni lub jak pastor.” Co to ma za znaczenie? To nie oni będą cię sądzić w dniu który nadchodzi. Moje pytanie do ciebie, pytanie do ciebie drogie dziecko – mógłbyś być moim dzieckiem a ja modlę się aby pewnego dnia gdy mój chłopiec dorośnie, aby znalazł się kaznodzieja, który stanie przed nim i powie: „Dosyć tego!” Idźmy dalej. Co mówi Słowo Boże? Jak ostoi się twoje życie w ten ostatni dzień przed płonącym ogniem, którym jest świętość Boga? Droga dziewczyno, drogi młody człowieku, czy w tym ostatnim dniu twoje wyznanie będzie obowiązywać? Czy jesteś zbawiony? I nie mówię tutaj o czym takim: „Cóż, myślę, że jestem zbawiony.” Wiecie, że: istnieje droga, która wydaje się człowiekowi prawa, ale prowadzi do śmierci. „Czuję w moim sercu, że jestem zbawiony.” Pozwól, że zadam ci pytanie. Czy kiedykolwiek czytałeś, że: podstępne jest serce, i zepsute, któż może je poznać? Czy nie powinieneś się zwrócić do Pisma? „Wiem, że jestem zbawiony, bo moja mama, tato, pastor, wszyscy inni mówią mi tak.” Powiem ci: A co Słowo Boże ci mówi? Tak wiele mówimy o byciu radykalnymi chrześcijanami. Radykalni chrześcijanie to nie ci, którzy skaczą na koncertach. To nie ci, którzy noszą chrześcijańskie koszulki. Radykalni chrześcijanie wydają owoc Ducha Świętego. To ci, którzy szanują i czczą swoich rodziców, nawet gdy czują, że rodzice są w błędzie. Teraz mnie posłuchajcie. To was rozgniewa i mówię do chłopców i do dziewczyn. Radykalni chrześcijanie to ci, którzy nie ubierają się zmysłowo aby pokazać swoje ciało. Bóg jest zadowolony z twojego stroju, jeśli jest ozdobą twojej twarzy. Jeśli twoje ubranie podkreśla twoje ciało, to jest to zmysłowe a Bóg nienawidzi tego co robisz. Wszyscy lubią mówić o prorokach Boga, ale nikt nie chce ich słuchać. Ja mówię o chrześcijaństwie. Spędziłem wiele dni w dżunglach. Często marzłem w Andach. Widziałem jak umierają ludzie. Mały chłopiec Andrew – widziałem jak został pięciokrotnie postrzelony w żołądek przez Muzułmanów i zostawiony tak na poboczu dlatego że krzyczał: „Tak się boję, ale nie mogę zaprzeć się Jezusa Chrystusa. Proszę nie zabijajcie mnie, ale nie wyprę się Go.” I umarł w kałuży krwi. A my mówimy o byciu radykalnymi chrześcijanami ponieważ nosimy jakieś koszulki albo idziemy na konferencję. Ja mówię o świętości. Mówię o pobożności. Wiecie jakiego poruszenia Bożego pragnąłbym na tym miejscu? Chciałbym abyście wszyscy zostali przeświadczeni, żebym ja został przeświadczony przez Ducha Świętego, byśmy padli na nasze twarze i płakali z powodu tego, że oglądamy rzeczy, których Bóg nienawidzi, ponieważ nosimy rzeczy, których Bóg nienawidzi i nie zdajemy sobie sprawy, że to robimy, gdyż nie znamy Słowa Bożego. Dlatego, że nawet jeśli wyznajemy, że Pismo jest nieomylnym Słowem Bożym to karmimy się ilustracjami, historiami i dziwnymi opowiadaniami. O, oby Bóg zajaśniał wśród nas, abyśmy odwrócili się od naszego grzechu, byśmy wyrzekli się rzeczy, które obrażają Boga a potem byśmy pobiegli ku Niemu, rozsmakowali się w Nim i pokochali Go. O, niech Bóg wzbudzi misjonarzy. Ja nie pragnę tych samych rzeczy, których rodzice pragną dla was. Oni pragną dla was bezpieczeństwa i miłych domów. Chcą byście mieli szacunek i samochody. Ja pragnę dla was rzeczy, których pragnę dla mego syna. Aby pewnego dnia podniósł sztandar Jezusa Chrystusa i postawił go na wzgórzu, na którym nikt wcześniej tego nie zrobił. Aby zakrzyknął „Jezus Chrystus jest Panem”, nawet jeśli będzie go to kosztowało życie. Gdy będzie miał 18 lat i powie mi te same rzeczy, które ja powiedziałem gdy byłem młody: „Idę w góry, idę do dżungli.” A oni odpowiedzą: „Nie możesz tam iść. To szaleństwo. Tam jest wojna. Umrzesz.” Gdy ten chłopak włoży swój plecak, pomodlę się o niego i powiem: „Idź! Bóg będzie z tobą a jeśli umrzesz mój synu, spotkam cię tam i uhonoruję twoją śmierć.” O Boże. Módlmy się. Boże, nie dbam o reputację. Nie obchodzi mnie co ludzie myślą. Chcę Cię wywyższyć. Chcę zbawienia dla tych młodych ludzi. Chcę aby ci, którzy są zbawieni przestali spoglądać na kulturowe chrześcijaństwo, którego nienawidzisz i wyplujesz ze swoich ust i aby spojrzeli na Słowo Boże i powiedzieli: „Pójdę za Jezusem”. Modlę się o liderów i pastorów młodzieżowych, abyś wypełnił ich duchem mądrości i miłości, odwagi i rozróżnienia. Drogi Boże, bez względu na koszt, modlę się byś wzbudził misjonarzy. Patrzę na nich i myślę o swoim małym chłopcu. Boże abyś zbawił Ian’a, powołał go i posłał do najgorszej bitwy. Boże powołaj tutaj misjonarzy. Powołaj kaznodziejów, pastorów i ewangelistów, którzy znają Słowo Boże. Boże działaj w tym miejscu, proszę działaj drogi Boże. Proszę. Pochylmy głowy. Czy ktoś jest na tym miejscu kto powie: „Bracie Pawle, żyłem w kłamstwie. Utrzymywałem, że jestem chrześcijaninem, ale kocham świat, wyglądam i pachnę jak świat i nienawidzę za to siebie. Bracie, jestem zmęczony chrześcijaństwem którym żyję. Nie cierpię tego. Chcę być zbawiony” Chcę żebyś powstał. „Bracie Pawle, chcę być zbawiony.” Amen. Czy jest jeszcze ktoś? Amen. Amen. Za moment poprosimy was do przodu. Ci z was, którzy stanęli – zejdę do was na dół i chcę się z wami spotkać. Chcę porozmawiać. Teraz możecie usiąść, dziękuję. Teraz chcę powiedzieć coś to tych, którzy utrzymują, że są chrześcijanami. Czy twoje życie czci Jezusa Chrystusa? Czy patrzysz w Jego Słowo by wiedzieć jak żyć? Modlę się całym sercem o to co uratuje kościół w Ameryce. Są tylko dwie możliwości. Jedna to całkowita reformacja naszego głoszenia i badania Słowa Bożego a druga to gwałtowne i okrutne prześladowania. To są jedyne rzeczy, które uratują kościół w Ameryce. Modlę się abyście powrócili do Słowa. Posłuchajcie mnie młodzi ludzie. Musicie to wiedzieć. Musicie powiedzieć: „Okey, jak mam się odnosić do swoich rodziców?” Idź do Słowa, dowiedz się i bądź posłuszny. „Jak mam się ubierać?” Idź do Słowa, dowiedz się i bądź posłuszny. „Jak mam mówić?” „Czego mam słuchać?” Przynieś każdą myśl, słowo i uczynek pod panowanie Jezusa Chrystusa. Nie będę prosił abyście wstawali ponieważ jestem zmęczony ludźmi, którzy wychodzą do przodu i czynią zobowiązania w których trwają przez dwie minuty. Nie jestem tutaj aby napisać w swoim magazynie, że wielu z was wyszło do przodu. Chcę abyście wrócili do domu i żyli całkowicie dla Jezusa Chrystusa. Jeśli potrzebujecie porady, powiecie: „Bracie Pawle – chcę żyć dla Jezusa Chrystusa, ale nie wiem jak.” Za chwilę zaprosimy was, chcę abyście wyszli ale nie dla zobowiązania. Jeśli chcesz poczynić zobowiązanie, zrób to tam gdzie jesteś. Jeśli chcesz o tym komuś powiedzieć, powiedz swojemu pastorowi, swojemu liderowi. Będziemy wiedzieli czy to zobowiązanie będzie trwałe. Ono będzie trwałe jeśli będzie od Boga. Każdemu obecnemu tutaj na tym miejscu chcę coś powiedzieć. Jeśli podjąłeś decyzję aby iść za Jezusem Chrystusem. Jeśli w ciągu tych dwóch dni podjąłeś decyzję aby być zbawionym, chcę coś ci powiedzieć. Jeśli to było szczere to będzie to trwałe. Jeśli po kilku tygodniach powrócisz do świata, będziesz żył jak świat, postępował jak świat, chcę byś coś wiedział: nic nie odebrałeś w czasie tego weekendu. Doświadczyłeś tylko emocji. Jeśli naprawdę odebrałeś coś od Pana, to to będzie trwałe. Nawet jeśli będziesz próbował od tego uciec, nie będziesz w stanie. O, tak bardzo was kocham. Poproszę abyśmy wszyscy powstali. Jeśli potrzebujesz porady co do podjętej decyzji, wyjdź do przodu. Zejdę do was. Ci z was, którzy powstali – było wielu z was takich, którzy mówili: „Muszę poznać Jezusa Chrystusa” – chcę żebyście podeszli i chcę z wami spotkać wraz z innymi doradcami i chcę porozmawiać. To nie będzie rozmowa na pięć minut ani na dziesięć minut. Jeśli będziemy musieli zostać całą noc, zrobimy tak. Taka jest postawa każdego doradcy tutaj. Zostaniemy przez całą noc jeśli będzie to potrzebne. Bóg was kocha. Pozwólcie, że pomodlę się o was. Drogi Boże, proszę Panie, było tyle poruszeń. Panie nie wiem ile z nich ostatniej nocy było rzeczywiste. Wiem, że widziałem ludzi, którzy płakali. Widziałem takich, którzy próbowali poczynić zobowiązanie i wierzę, że wiele z tego wczoraj stało się dzięki Tobie. Dzisiaj rano widziałem głoszącego młodego człowieka, składającego świadectwo i widziałem prawdziwe dzieło Ducha Świętego. Nie wiem ile z tych decyzji było prawdziwych, ale coś prawdziwego działo się. Ojcze modlę się, nie wiem ile z tego będzie rzeczywiste. Tylko czas i wieczność nam to pokaże. Ale drogi Boże, proszę działaj w imieniu Jezusa. Amen.